Aktualności kronika Eliza Trojanowska

Iwona Demko, Ile właściwie było wielkich artystek?, wystawa w mia ART Gallery, Wrocław

Miejsce: mia ART Gallery, Wrocław
Czas: 23.11 – 11.12.2021
Kuratorka: Patrycja Bochenek

Iwona Demko + Anna Bilińska, Jestem Mną, Tobą, Nią, 2021, fotografia, 30 × 20 cm, fot. I. Demko

Równo pięćdziesiąt lat temu amerykańska historyczka sztuki Linda Nochlin zadała w swoim słynnym eseju pytanie: „Dlaczego nie było wielkich artystek?”. Jest ono prowokacyjne i podstępne, ponieważ zawiera założenie, że takich artystek nie ma i nigdy nie było (a skoro tak, to widocznie kobiet nie stać na wielkość…).

Jednak, na dziewięćdziesiąt lat przed Nochlin, ambitna młoda malarka Maria Baszkircew buntowniczo oświadczyła: „Pytają nas z pobłażliwą ironią, ile właściwie było wielkich artystek. Było ich wiele, drodzy panowie! I jest to zdumiewające, zważywszy na ogrom trudności, jakie napotykają”.

W 2021 roku Iwona Demko wysypuje na środku jasnej, schludnej galerii trzysta kilogramów gruzu i cegieł. Z ich ciężarem kontrastują wyeksponowane wokół lekkie i kruche porcelanowe filiżanki, talerze i miseczki. To ready-mades, na które za pośrednictwem kalki ceramicznej zostały naniesione napisy. Są to cytaty z Lindy Nochlin i Marii Baszkircew, a także dobitne słowa Mierle Laderman Ukeles: „Duchamp nie zmieniał pieluch. Pollock nie zmieniał pieluch”. Jest też oprawione białe płócienko, na którym rozpaczliwy tekst Heleny Kozłowskiej-Dąbrowskiej został wyszyty przez Iwonę Demko jej własnymi włosami. (Zwykła nić nie oddałaby emocji Heli piszącej do brata, żeby zabrał ją z domu dla umysłowo chorych, w którym została zamknięta).

Iwona Demko spędziła cztery lata na poszukiwaniach śladów studentek krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych – z archiwalnej listy kobiet, które jako pierwsze ukończyły semestr letni roku akademickiego 1919/1920. Uparcie i cierpliwie przeszukiwała zakurzone archiwa, detektywistycznie tropiła nazwiska po cmentarzach. Od grobów zresztą udawało jej się dotrzeć do potomków i potomkiń pierwszych studentek. Odnajdywała zdjęcia (to prawdziwe rarytasy!) i choćby najmniejsze, najbardziej niepozorne okruchy informacji, a także resztki prac, które przetrwały dwie wojny i zapomnienie. Jej determinacja równa jest tej, którą wykazały się pierwsze studentki sto lat temu, kiedy wyższa edukacja artystyczna kobiet nie była oczywistością, lecz czymś, o co musiały walczyć.

Sterta gruzu na środku galeryjnej sali wydaje się śladem po remoncie – dopóki nie podejdziemy bliżej. Spomiędzy cegieł wystają starannie wykaligrafowane listy i podania. Zdjęcia młodych, głodnych sztuki dziewcząt są przysypane piaskiem. Przewrócony stół przygniata obrazy, rzeźby i szkice prac. Dyskretnie lewituje wypełniona popiołem porcelanowa miseczka, której… już nie ma. Miałoby się ochotę posprzątać ten bałagan, wyprostować pogniecione listy i zdjęcia, uhonorować każdą z przysypanych gruzem rzeczy, niosących przecież ze sobą ogrom pamięci, emocji i indywidualną herstorię ich właścicielek.

Na wystawie nie ma przypadkowych przypadkowych: pudełko z pordzewiałymi spinaczami (z dokumentów Danuty Dzielińskiej), metalowy zawias, odłamany fragment duszy żelazka (pozostałości z domu Stefanii Feill). Te artefakty są tak efemeryczne i kruche, jak pamięć o ich właścicielkach. Nieważne rupiecie? Czasem mamy tylko je. Czasem pozornie nic nieznaczący, zniszczony kawałek dzbanka jest cennym – bo jedynym – śladem, upamiętniającym artystkę, która kiedyś działała, tworzyła, ośmielała się, przełamywała normy.

Iwona Demko celowo nie wstawiła prac pierwszych studentek artystek do lśniących gablotek, lecz przygniotła je górą gruzu, odnoszącą się do niepamięci o tych kobietach i do społecznego bagatelizowania, zakrywania milczeniem ich dokonań.

Są też nagrania audio: artystka zaprosiła do współpracy grono kobiet, z których każda odczytuje życiorys lub list wybranej pierwszej studentki ASP (wśród których znalazła się także wnuczka jednej z nich). Artystki sprzed stu lat dostały głos i brzmi on naprawdę przejmująco ponadczasowym siostrzeństwem.

Niestety, po pięćdziesięciu latach pytanie Lindy Nochlin się nie zdezaktualizowało i choć przybywa artystek i badaczek, to ciągle mamy problem z odpowiedzią. Trzeba (wreszcie) pójść dalej. Trzeba (ciągle) zadawać pytanie: dlaczego tych artystek nie ma w podręcznikach, nazwach ulic, na pomnikach i w powszechnej świadomości. Zapytać o powód usuwania ich z pamięci, trywializowania ich osiągnięć. Zrobić wszystko, żeby ich (i nasze własne) nazwiska brzmiały.

Ta wystawa nie jest kapliczką „ku czci”. Budzi pamięć bardzo żywą i uważną. Jeśli filiżanki w kwiatki wydają się wam zbyt ckliwe, to pomyślcie, że pęknięty talerz (ze słowami Baszkircew: „Tak więc wy, którzy głośno ogłaszacie się silniejszymi, mądrzejszymi, lepiej uzdolnionymi od nas, monopolizujecie sobie jedną z najpiękniejszych szkół na świecie, gdzie nie żałuje się wam całego poparcia”) i jego delikatna porcelana to nie tylko sentymentalne wspomnienie po babci. Takim talerzem można też (a czasem wręcz trzeba) trzasnąć w buncie i złości o podłogę…

Ambitne. Uparte. Czasem wręcz bezczelne. Odważne. Zdeterminowane. Halina Miączyńska, Joanna Grabowska, Izabella Koziebrodzka, Stefania Feill, Zofia Baltarowicz-Dzielińska (pierwsza z pierwszych studentek), Helena Kozłowska-Dąbrowska, Janina Reichert-Toth, Izabella Polakiewicz-Wichlińska (druga studentka ASP), Irena Czarnota-Bojarska, Irena Borzęcka-Kozłowska, Maria Gutkowska-Rychlewska, Zofia Rudzka, Helena Loria, Roma Szereszewska…

„Jestem mną, Tobą, Nią”

Na stronie Radia Kapitał, w zakładce archiwum, znajdziecie cykl audycji prowadzonych przez Iwonę Demko i Patrycję Bochenek. Możecie posłuchać o tym, jak Demko docierała do kolejnych pasjonujących herstorii, a także znajdziecie sylwetki pierwszych studentek, którym zawdzięczamy otwarcie drzwi uczelni artystycznych dla kobiet. Ich obecność na ASP wtedy ma ciągle wpływ na nas dzisiaj.

Pamiętajmy i bądźmy pamiętane.