Zarządzanie nieświadomością. Wystawa Kraken w Galerii Bałagan Z Piotrem Kolanko, kuratorem wystawy, w Galerii Bałagan rozmawia Adrianna Gajdziszewska
Kraken. Mój stary był faraonem i musiałem go zabić
Miejsce: Galeria Bałagan
Czas: 6.12.2025 – 15.01.2026
Kurator: Piotr Kolanko
Artyści i artystki:
Krzysztof Leon Dziemaszkiewicz (Berlin), performance
Artyści wizualni: Joanna Rusinek (Berlin), Filip Kalkowski (Berlin), Pichakorn Chukiew (Tajlandia), Vilma Leino (Helsinki), Krzysztof Leon Dziemaszkiewicz (Berlin), Piotr Kolanko, Adrianna Gajdziszewska, Zofia Gajewska, Kamila Majcher (very ugly plates), Piotr T. Mosur, Radim Koros, Marta Jamróg, Tomasz Rolniak, Jakub Sułecki, Magdalena Kościsz, Władysław Markowski, Zuzanna Romańska, Maciej Pęcak, Julia Celer, Seweryn Jański, Maja Maciejewska, Lidia Maslanka
Video-art: Jess MacCormack, Canek Zapata, Stanislav Pozhalov
Adrianna Gajdziszewska: Figura tego, co nie daje się ujarzmić, co żyje pod linią percepcji – czy w twojej koncepcji Kraken jest potworem zewnętrznym: kryzysem, przemocą, systemem, kapitalizmem; a może zwierzęciem podskórnym, formą ontologicznego niepokoju współczesnego człowieka?
Piotr Kolanko: Myślę, że warto odwrócić to pytanie: czy współczesny niepokój człowieka nie jest właśnie źródłem kryzysów, przemocy czy napięć – etnicznych, ideowych i gospodarczych? Podczas jednej z rozmów z Maciejem Pęcakiem doszliśmy do obserwacji, że kluczową umiejętnością człowieka jest przemiana energii: umiejętność przełożenia własnego „zła”, destrukcji czy agresji, na proces twórczy i konstruktywny. To oczywiście nasza prywatna droga, ale płynie z niej ważna konkluzja: jeśli jesteśmy w stanie świadomie ujarzmić własny chaos i przekuć go w dobro, to istnieje potencjał, że także świat – jako zbiorowość – może to zrobić.
Właśnie to staram się opowiedzieć figurą Krakena. Ten potwór nie jest zewnętrznym zagrożeniem, które trzeba pokonać, lecz częścią psychiki, od której nie należy odwracać wzroku. Chodzi o odwagę, by zejść pod powierzchnię, by dotykać miejsc niewygodnych, mrocznych, nieoswojonych. O pracę nad sobą, która wymaga konsekwencji, dyscypliny, krytyczności, ale też wrażliwości i czasu. Pomaga w tym sztuka, pomaga medytacja, sen, a czasem także doświadczenie psychodeliczne – wszystko, co pozwala zajrzeć pod własną skorupę i odnaleźć to, co chce pozostać ukryte.

Od prawej: Piotr Kolanko, „Obiekt Żelazna Konsekwencja”, 200 x 120 x 40 cm, 2025; Joanna Rusinek, „Zrosty na koniuszkach serca”, powyżej: Maciej Pęcak, „Motto Julia Celar Pan Dupeczka”; Zofia Gajewska, „Who” , fot. Łukasz Zając
Jak definiujesz ogólną architekturę wystawy w kontekście badań nad psychiką, symboliką i procesami nieświadomymi, które stanowią jej oś tematyczną? W jaki sposób porządkuje ona pracę z nieświadomością i motywem „bałaganu”?
Myślę, że motyw porządkowania chaosu będzie wracał w moich wystawach. Dopóki ja sam zarządzam bałaganem, dopóty wystawy będą dotyczyły właśnie zarządzania bałaganem. To trafne określenie, bo te projekty dotyczą segregacji i porządkowania nieświadomości. Wracając do rozmów z Maciejem Pęcakiem: on zajmuje się znajdowaniem w rzeczywistości osobistych toposów, archetypów i punktów orientacyjnych. W życiu jest wiele labiryntów i wiele fal, które mogą nas porwać. Dlatego każdy świadomy człowiek musi zbudować własny rezerwat symboli – mapę psychiczną, po której się porusza. Ta wystawa otwiera szeroki proces nurkowania w psychice – kolektywnie, poprzez prace zaproszonych artystów. Wątki są bardzo różnorodne: autobiograficzne, mitologiczne, cywilizacyjne, próbujące uchwycić zasady rządzące świadomością i nieświadomością, a także przedstawienia fantastyczne, które analizują to, co nieznane.
Zestawiasz artystów z Berlina, Helsinek, Tajlandii i Polski. Czy ich wspólnym językiem jest estetyka, trauma, realizm, surrealizm, czy może rozszczelnienie narracji racjonalnych?
Ani trauma, ani realizm, ani surrealizm nie są ich wspólnym językiem. Każdy tworzy z innego miejsca. Przykład: Pichacorn z Tajlandii maluje realistycznie sceny własnego życia. A jednak w naszym kontekście jego obraz – mężczyzna w koszulce „Tomorrow” – staje się ironicznym komentarzem o kondycji człowieka. W zestawieniu z pracami bardziej onirycznymi tworzy ciekawy akcent w światach symboli, przenosząc nas w przyszłość, jako oczekiwanie, marzenie, fantazję odbywającą się jednak w dość wygodnej pozycji.
Kluczem nie była jedna estetyka ani jeden nurt. Wspólna jest narracja o psychice. Na przykład praca Tomka Rolniaka – wir z linoleum i dywanu, którego centrum stanowi kamień ochronny, przypominający Buddę – jest strukturalna, geometryczna, a jednocześnie pełna tropów symbolicznych. Albo praca Radima Korosa, powstała z inspiracji rozmową z ChatGPT, o modelce, której nie ma. Z kolei Zosia tworzy obraz postaci istniejącej tylko jako internetowy żart, który nabrał realnego wpływu. Narracji jest bardzo wiele, a łączy je raczej relacyjność niż wspólna estetyka.
Dobierasz prace reprezentujące różnorodne media i strategie artystyczne. Czy mógłbyś szerzej omówić logikę tych wyborów? Weźmy może performans jako punkt wyjścia.
Krzysztof Leon Dziemaszkiewicz pojawia się dlatego, że jego performanse są pełne energii, dzikości i symboliki. Jego przemiany – od mężczyzny do kobiety, przez kolejne cykle cielesnych i duchowych transformacji – przypominają uroborosa, który nieustannie się pożera i odradza. Sam Leon mówi, że nie projektuje symboliki swoich performansów, ale to właśnie potwierdza, jak silnie nieświadome procesy w nas oddziałują na sztukę.
Mamy też artystów AI-video, którzy „wyhodowali” własne modele sztucznej inteligencji i stworzyli na ich podstawie wideo. Rolniak swoją instalacją zajmuje całą podłogę galerii. Są też prace ze stali, lampy przypominające Krakena, obrazy, instalacje, malarstwo Marty Jamrug, fotografie Vilmy Leino z Helsinek, która poprzez włosy i cielesność wprowadza nas w świat doświadczeń surrealnych.

Od lewej: Piotr Kolanko, „Outlander”, 60 x 60 cm, mixed media, 2025; Piotr Kolanko, „Under curtine”, 200 x 140 cm, mixed media 2025; Piotr Kolanko, „Rain forest”, 100 x 80 cm, mixed media, 2025, fot. Łukasz Zając
W Twoim tekście widać wyraźny komponent psychoanalityczny. Jak dziś rozumieć nieświadome w świecie, w którym technologia wie o nas więcej niż my? Czy sztuka może mówić pierwsza?
Oczywiście, że sztuka może mówić pierwsza. I moim zdaniem wciąż mówi.
Jeśli ktoś jest zainteresowany tym tematem, bardzo polecam Rebis Junga. Jung robi tam między innymi fenomenalną, a przy tym dowcipną analizę alchemików. Zastanawia się, po co oni właściwie to wszystko robili – skoro ani fałszywego złota, ani kamienia filozoficznego nikt nie stworzył, a ich odkrycia chemiczne były raczej mizerne. Dlaczego tak uparcie uprawiali alchemię i nadawali jej tak wielką wagę?
Jung dochodzi do wniosku, że kluczowe jest tu obcowanie z materią, której nie rozumiemy. W czasach alchemików chemia i nauki przyrodnicze były słabo rozwinięte, więc obszar „niewiadomego” był ogromny. Na tę nierozumianą materię alchemicy projektowali treści nieświadome – swoje fantazje, doświadczenia duchowe, lęki i pragnienia. To, co wydawało im się odkrywaniem praw rządzących materią, było w dużej mierze odsłanianiem struktury ich własnej psychiki. Materia stawała się ekranem projekcyjnym dla nieświadomości.
Jung pokazuje, że podobnie było wcześniej z Grekami patrzącymi w niebo: konstelacje bogów, mity, opowieści – to wszystko było sposobem opowiadania o strukturze psychiki, a nie o faktycznych właściwościach gwiazd. Psychika była projektowana na coś, czego nie rozumiemy – na kosmos.
Teraz dochodzimy do współczesności. Świat kwantowy jest dziś takim samym obszarem niewiedzy jak kiedyś niebo czy alchemiczna kolba. Widzimy wysyp „znawców duchowych od fizyki kwantowej”: współczesnych wróżek i znachorów, którzy powołują się na mechanikę kwantową za każdym razem, gdy chcą nadać powagę czemuś, czego nie potrafią wyjaśnić. W to miejsce znowu wlewa się całe imaginarium nieświadomości: bóstwa, zasady, systemy, które rzekomo wynikają z fizyki, a w rzeczywistości są produktem ubocznym psyche.
Coś bardzo podobnego dzieje się dziś z technologią i sztuczną inteligencją. Na AI również projektujemy swoje lęki, fantazje i nadzieje. Chcielibyśmy, żeby nas diagnozowała, rozumiała, może nawet zastąpiła – ale na obecnym etapie to wciąż „tylko” algorytmy, statystyki, prawdopodobieństwa. Możemy dzięki nim analizować masowe tendencje, decyzje, wybory, pewne struktury zachowań, ale to nadal jest poziom obróbki danych, nie świadomości.
Motyw bałaganu może sugerować gest dystansowania się wobec ustalonych ram instytucjonalnych. W jakim stopniu projekt ten wchodzi w dialog z krytyką instytucjonalną albo ustanawia własny model funkcjonowania?
Nie postrzegam Bałaganu jako gestu oporu wobec instytucji. Nie mam nic przeciwko instytucjom – pod warunkiem, że wykonują swoją pracę dobrze. A dobra praca instytucji to taka, która dociera do publiczności, powoduje, że wystawa żyje w rozmowie, że coś otwiera, edukuje, porusza, czasem nawet krzyczy. Niestety w Polsce bardzo niewiele wystaw faktycznie spełnia te funkcje. Problemem nie są instytucje same w sobie, lecz ich nieumiejętność komponowania narracji, które mają realny wpływ na odbiorców.
Nie interesuje mnie negocjowanie z krytyką instytucjonalną, bo nie widzę potrzeby stawania wobec niej w jakiejś pozycji opozycji. To nie jest moja rola. Oczywiście, jeśli zajdzie taka konieczność, mogę ją przyjąć, ale nie jest to moja intencja ani kierunek działania.




