Wystawy otwarcia nowego sezonu w MOCAK-u
Dom dzienny, dom nocny. Prace z kolekcji Radosława Kotarskiego
Czas: 25.10.2025 – 15.02.2026
Kuratorka: Martyna Sobczyk
Filip Rybkowski. Teoria obłoków
Czas: 25.10.2025 – 15.02.2026
Kurator: Wojciech Szymański
Konrad Smoleński. Everything Was Forever, Until It Was No More
Czas: 25.10.2025 – 25.01.2026
Osoby kuratorskie: Daniel Muzyczuk, Agnieszka Pindera
Sana Shahmuradova Tanska. The Rapture
Czas: 25.10.2025 – 15.02.2026
Kurator: Adam Budak
Aleksander Janicki. Polaków portret własny 2022–2025
Czas: 25.10.2025 – 15.02.2026
Kurator: Aleksander Janicki
Jak wiadomo, w roku 2025 w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie zaszły zmiany na stanowiskach dyrektorskich. W ramach flagowej za kadencji poprzedniej dyrektor-kuratorki serii „Cywilizacja w sztuce” zrealizowano aż 11 wystaw. Ostatnia odbyła się pod nazwą Jedzenie w sztuce i zebrała niezbyt pozytywne opinie środowiska artystycznego. Głównym zarzutem było zwyczajne znudzenie formatem tego cyklu i chęć zobaczenia czegoś bardziej odważnego. Publiczność wyczekiwała zatem dnia 24 października 2025 roku, czyli daty otwarcia aż pięciu nowych wystaw, które miały stać się świadectwem działania planu rozwoju instytucji, który zwyciężył w konkursie. Jak zatem prezentuje się zreformowane oblicze piętnastoletniego MOCAK-u?
Na początku jednak należy ustalić, czego my, osoby zainteresowane sztuką współczesną, oczekujemy od nowego programu wystaw. Mogę zadeklarować, że z mojej strony oczekiwałem nieoczywistego konceptu na każdą z nich, który nie brzmi jak wygenerowany przez sztuczną inteligencję, tematu, który wymaga sumiennej i ostrożnej pracy kuratorskiej w komponowaniu prac. Ponadto, szczególnie zależy mi na realizacji przez MOCAK takiego doświadczenia wystawienniczego, które angażowałoby osoby zwiedzające nie tylko sensorycznie, lecz przede wszystkim intelektualnie.
Najchętniej promowaną z aktualnych wystaw czasowych jest Dom dzienny, dom nocny, czyli pokaz dzieł z kolekcji prywatnej Radosława Kotarskiego. Zawiera ona prace 33 osób artystycznych urodzonych w okresie od lat 70. XX wieku do roku 2001. Tytuł odnosi się do jednej z najbardziej popularnych powieści autorstwa Olgi Tokarczuk. By lepiej zrozumieć korelację wystawy z tekstem, możemy odwiedzić stronę muzeum, na której powiedziane jest wprost, że ekspozycja „nie stanowi ilustracji powieści noblistki”1, bo jest ona niemożliwa do przetłumaczenia na język wizualny. Pozostaje zatem próba przełożenia koncepcji powieści, „która zderzając mit z prawdą, zespalając jawę ze snem, uzyskała tajemniczą koherencję, z którą w zetknięciu czytelnik stara się w sposób równie całościowy ująć własną egzystencję”2. Oczywiście, ten niemalże maniakalny natłok wyrazów, w praktyce nie oznacza kompletnie nic. Przyparta do muru, postawiona przed drogocennym zbiorem Kotarskiego, osoba kuratorska rzuca się beznadziejnie na tekst Tokarczuk, mając nadzieję na zagubienie odwiedzających we mgle pojęć i metafizycznych tautologii.
Brak wyraźnego kierunku teoretycznego ostatecznie powoduje, że wystawa ta dzieli się bezwiednie na kilka indywidualnych mini-narracji. Przykładowo, cała ściana poświęcona Konradowi Żukowskiemu i Adamowi Luptonowi pokazuje ich podobne w charakterze malarstwo – szare i odsączone z emocji. Postaci znajdują się jakby w XXI-wiecznym transie, pełnym spleenu znieruchomieniu. U Żukowskiego bohaterowie, oprócz przytłaczającego osamotnienia, są również niepokojąco smukli i bladzi, jakby wychudzeni i boleśnie rozciągnięci w czasie. Podobnie grupę tematyczną tworzą płótna Agaty Słowak i Aleksandry Waliszewskiej, znajdujące się w ciemnym tunelu. Ten fragment ekspozycji zbiera prace artystek portretujących kobiece ciała jako monstra, nierzadko skąpane w bólu, ale nieokazujące przy tym strachu. Twarze pokiereszowanych modelek spoglądają wprost na oglądających z wyraźnym wyrzutem i wymowną emanacją siły charakteru. Odmienny charakter reprezentuje znowu oprawa wystawiennicza malarstwa Pauliny Stasik, w której wykorzystano białe i błękitne sznurki tworzące poruszające się delikatnie ściany. Obrazy takie, jak Tkaczka i W lustrze w bezpośredni sposób odpowiadają motywom swobodnie rozciągających się nici. W tym miejscu scenografii odpowiada Zwierzę nocne autorstwa Kingi Burek. Jest to przedstawienie uchwyconej w klubowym tańcu kobiety namalowanej z pozostawieniem ściekającej po płótnie farby.
W najciekawszy sposób została zaprezentowana twórczość Cyryla Polaczka, znajdująca się na samym końcu wystawy. Ustawiona w naturalnym świetle mocakowskiej antresoli, upchana w kąt, kolekcja emanuje harmonią. Jakby na końcu korytarza wypełnionego kolorowymi pracami przedstawiającymi motywy kwiatowe Krzysztofa Grzybacza i Alicji Pakosz oraz trywialne detale przedmiotów współczesnej codzienności Tomasza Kręcickiego (Bąbelki, 2024 i Trigger sprayer, 2025) droga muzealna urywała się i nagle wyjrzało słońce. Fotorealistyczne prace Polaczka odnoszą się do czytania bliskiego w dosłownym tego słowa znaczeniu. Namalowane kartki zdają się stykać gałki oczne przedstawionych osób czytających, ale co ciekawe nie wprawiają przy tym w dyskomfort. Płótna na antresoli przywołują doświadczenie czytania ulubionej książki na hamaku lub przy kominku, są pełne światła, ciepła i tlenu – jednym słowem spokoju. Można powiedzieć, że wystawę Dom dzienny, dom nocny ostatecznie zamyka znajdująca się obok praca Michała Stonawskiego. Artysta za pomocą malarstwa olejnego stworzył na płótnie iluzje starego wydania książki Olgi Tokarczuk. Obiekt przypomina do złudzenia rzeźbę, chociaż nią nie jest. Dzieło to pojawia się niespodziewanie na wystawie i zwieńcza ją klamrą odnoszącą się wprost do tytułu. Wspomniane prace na antresoli to zdecydowanie najbardziej czytelna i spójna narracyjnie część całej kolekcji.
W przypadku kolekcji Radka Kotarskiego raczej nie ma mowy o silnie wiodącej koncepcji wystawy. Dom dzienny, dom nocny to zbiór dzieł uznanych postaci polskiej sztuki współczesnej i zawiera jedynie prace malarskie. Każda z wystawionych osób może być już kojarzona z wystaw monograficznych i zasługuje na osobny tekst kuratorski z własną narracją. Z tego powodu większość prac w kolekcji wydaje się naga i w niezręczny sposób uśmiercona. Na dodatek sam Kotarski opisuje swój zbiór jako powstały w duchu zasady „7 minut”, co oznacza że o każdej z prac kolekcjoner potrafi opowiadać przez co najmniej tyle czasu. Rzeczywiście, każde z dzieł wydaje się mówić własnym językiem, natomiast nie tworzą one scalonej opowieści – nawet krótkiej. Wystawa odsyła do mitycznego tekstu Tokarczuk, który nie zyskał dzięki odpowiadającej mu wystawie żadnych dodatkowych wartości. A otwierający kolekcję cytat autorki powieści (Każdy z nas ma dwa domy […]) sprawia wrażenie przesadnie patetycznego i umieszczonego jedynie w celu estetyzacji przestrzeni.
Zdecydowanie bardziej osobliwą i angażującą kreację stanowi Teoria obłoków. Jest to wystawa indywidualna Filipa Rybkowskiego, odnosząca się do sztuki okolic I wojny światowej i modernistycznej figury artysty. Pojawiają się na niej prace historyczne, między innymi Suszarka Marcela Duchampa i Pejzaż morski Władysława Strzemińskiego. Wystawa obejmuje również nietypowy pokój, wewnątrz którego dominuje niebieskie oświetlenie. Niewielkie pomieszczenie daje możliwość bezpośredniego wejścia w poetykę wystawy, swoiste wczucie się w atmosferę obłoków. W niebieskim pokoju obiekty artystyczne nie są podpisane, liczy się więc jedynie osobiste doświadczenie samego wnętrza. Osoby odwiedzające mogą napotkać tam rzeźby inspirowane ornamentami kościelnymi prezentowane w towarzystwie LED-owych pseudowitraży.
Oprócz błękitnego pokoju najbardziej intrygującym elementem Teorii obłoków jest Marching. Są to dwa pokaźnych rozmiarów zakrzywione płótna, odpowiadające duchowo i formalnie obecnemu w samym sercu wystawy pejzażowi Strzemińskiego. Przedstawiają kolaż obłoków sprawiających wrażenie powyrywanych z gazet. Marching zawieszony na półokrągłej ścianie urozmaica salę wystawienniczą i zdaje się „obserwować” resztę prac, trochę jak widownia w starożytnym teatrze. Podobny charakter kolażu z „pourywanych zdjęć” mają inne prace Rybkowskiego, np. Pod tym samym niebem czy dyptyk Double Trouble. Całość Teorii obłoków można odczytywać w kategorii inspiracji koncepcją unistyczną Władysława Strzemińskiego. Rzeczywiście, prace wydają się stanowić jedność, przede wszystkim w wykorzystywanej palecie barw – kreacja Rybkowskiego umiejscawia się bez wyjątku w granicach spektrum od białości chmur do błękitu nieba.
Całemu piętru wystaw czasowych towarzyszy instalacja dźwiękowa Konrada Smoleńskiego Everything Was Forever Until It Was No More, która reprezentowała Polskę na weneckim Biennale Sztuki w 2013 roku. W przestrzeni rozlega się brzmienie, sprawiające uczucie trzęsienia ziemi. Jest ona w odniesieniu do innych przykładów użycia instalacji dźwiękowych w galeriach sztuki dosyć radykalna, a wynika to z jej budzącego dyskomfort stopnia natężenia dźwięku. Praca działa na tyle intensywnie, że musiała zostać zaopatrzona w tekst ostrzegający osoby wrażliwe sensorycznie oraz informujący o harmonogramie działania instalacji. Obecność tej uznanej na scenie międzynarodowej pracy to idealna okazja, aby przyjrzeć się jej w perspektywie aktualnych doświadczeń polityczno-kulturalnych. Współcześnie wydaje się ona nawiązywać do poczucia niepokoju spowodowanego toczącą się niedaleko stąd wojną na Ukrainie.

Pokój, w którym znajduje się instalacja Konrada Smoleńskiego „Everything Was Forever Until It Was No More”. Dokumentacja własna.
Poza różnorodnością panującą na wystawach czasowych, drugim elementem zmiany, jakiego sobie życzyłem, było zagospodarowanie mniejszych galerii (Beta i Re), znajdujących się poza głównym budynkiem muzeum. Od kiedy pamiętam, sprawiały one wrażenie jakby spisanych na straty. Osoby sprzedające bilety miały obowiązek o nich wspominać, czyli informować o ich istnieniu. Sam ten fakt sugeruje, jak niewielką popularnością się cechowały. Dlatego znakomitym rozwiązaniem było podzielenie wystawy malarskiej Sany Shahmuradovej Tanskiej: The Rapture na galerie Alpha i Beta. W ten sposób osoby odwiedzające główny budynek muzeum oglądają pierwszą część wystawy (obszerną malarską instalację złożoną z 12 indywidualnych obrazów) i mogą kontynuować zwiedzanie w galerii obok. Największą zaletą The Rupture jest to, że w galerii Beta nareszcie pokazywane jest figuratywne i pełne dynamiki malarstwo. W przypadku wcześniejszych wystaw fotograficznych lub obrazów fotorealistycznych, część zwiedzających oglądała prace jedynie przez szybę i nie decydowała się zajrzeć do małej galerii. Bardzo pozytywnym zabiegiem jest w tym kontekście także zasunięcie szyb półprzezroczystymi zasłonami. Dzięki temu u przechodzących wywoływane jest zaciekawienie tym, co kryje się wewnątrz. Zasłony oddzielają nie tylko galerię od parkingu muzeum, ale także dzieła w jej wnętrzu, tworząc labirynt, który znakomicie motywuje do zaglądania we wszystkie kąty i intymnego doświadczania twórczości ukraińskiej artystki. Prac malarskich Shamuradovej Tanskiej jest wiele i zawierają w sobie różne formaty i materiały (płótno, drewno, juta), każda z nich, przez swój zamaszysty charakter, wydaje się poruszać percypowaną przestrzenią wystawy. Galeria Beta pierwszy raz w historii tej instytucji ma szansę okazać się ciekawszą od narracji prowadzonych w głównym budynku. Zwieńczeniem The Rapture jest praca Żywi, umarli i jeszcze nie narodzeni, umieszczona na luźnym płótnie, zawieszonym niczym ogromna mapa lub ozdobny arras. Podobnie jak reszta dzieł, łączy motywy naturalnego ruchu materii fizycznej i tego odbywającego się w psychice oglądających, gdzie wielobarwne postaci zaciągane są w niekończącą się spiralę. Ten ambitny projekt artystyczny w sposób zręczny i symultaniczny nawiązuje do biblijnych przedstawień powstania świata, jak i do licznych wizji jego zagłady.
Galeria Re po niezbyt ekscytującym epizodzie związanym z dwiema edycjami konkursu Oknoplast for Art została uwolniona od wystawiania „artystycznych okien” i aktualnie znajduje się tam wystawa Aleksandra Janickiego Polaków portret własny 2022–2025. Już na wstępie zestawia ona tradycyjne lalki ubrane w stroje ludowe z pozostałościami po rakietach znalezionymi na Ukrainie, formującymi szarą bezkształtną rzeźbę. Na piętrze zamontowano immersyjną instalację intermedialną. Teksty rzutowane przez projektor przemieszczają się po zaciemnionym pokoju, a następnie odbijają się od wielu potłuczonych luster. Wystawa stanowi pełne ekspresji podsumowanie pokrzepiającej postawy humanitarnej Polek i Polaków od początku wybuchu konfliktu za wschodnią granicą. Projekt zaznacza, że ma charakter dokumentalny i stanowi dopiero początek procesu pokazywania solidarności sąsiadujących narodów. Polaków portret własny 2022–2025 tytułem nawiązuje do wystawy Marka Rostworowskiego z 1979 roku, która poprzedziła zrywy wolnościowe i sukcesy ruchu Solidarność oraz ostateczne obalenie reżimu kontrolowanego przez Związek Radziecki. Janicki wskazuje na współczesne wystąpienie sytuacji analogicznej, w której konieczna jest współpraca i pomoc w walce z opresorem.
(zdjęcie 11) Dokumentacja własna.
Tak, w dużym skrócie, prezentuje się najnowsza oferta wystaw MOCAK-u. Pozostaje zatem jeszcze kwestia umiejscowienia nowego MOCAK-u na tle innych instytucji działających w Krakowie. W tym kontekście warto przypomnieć, że zaledwie miesiąc temu nastąpiła eksmisja grupy KMWTW z wyjątkowej przestrzeni przy Zwierzynieckiej. Było to miejsce wystawiennicze tłumnie oblegane przez młode pokolenie osób skupionych wokół sztuki najnowszej. Wzmożone zainteresowanie było widoczne chociażby podczas ostatniej edycji KRAKERS Art Week. Trudno jednoznacznie przesądzać, ale nie wygląda na to, aby publiczność ta przeniosła się wprost do MOCAK-u. Dzień po wernisażu, w sobotę, wśród zwiedzających znaleźli się przede wszystkim turyści. Taki rodzaj publiczności zawsze był charakterystyczny dla tej instytucji. Na razie zatem nie ma zmiany w profilu zwiedzających. Wygląda na to, że mimo zapotrzebowania Krakowa na eventy lokalnej sztuki współczesnej, MOCAK nie rezygnuje z wypracowanej przez lata tożsamości pop-muzeum, głównie dla osób zagranicznych odwiedzających sąsiednią fabrykę Schindlera. Wystawy czasowe, mimo kilku nowych zabiegów, nadal bazują na malarstwie, a wystawa stała – na tytanach modernistycznej sztuki awangardowej (Abakanowicz, Valie Export, Mirosław Bałka). W żadnym jednak wypadku nie jest to twórczość najnowszego pokolenia osób artystycznych – wręcz przeciwnie, MOCAK nadal czaruje odbiorców Duchampem, Strzemińskim i akcjonizmem wiedeńskim. Dla porównania należy wspomnieć o drugiej dużej instytucji sztuki współczesnej w Krakowie – Bunkrze Sztuki. Ten zaś, po ponownym otwarciu i zmianie dyrektorki, realizuje ciekawe projekty międzynarodowe. Nie zawsze są one niezwykle interesujące, ale sam eksperymentalny duch, który rozwija się w tym miejscu, wydaje się bliższy temu, czego potrzebuje krakowski art world. Jest zatem racjonalnym założeniem, że MOCAK nadal będzie pełnił funkcję ważnego muzeum sztuki współczesnej, czyli efektownej wizytówki miasta. Instytucji stawiającej na sztukę współczesną, ale tę już sprawdzoną, uznaną i – co najważniejsze – zawsze osadzoną w bezpiecznej odległości względem najnowszych eksperymentów rodem chociażby z ASP.
1 https://www.mocak.pl/dom-dzienny-dom-nocny-prace-z-kolekcji-radoslawa-kotarskiego-1, dostęp: 6.11.2025.









