Nr 20 zima 2026 kronika Dorota Monkiewicz

Wojciech Gilewicz, Nowe obrazy (2006–2025), wystawa w Galerii Le Guern w Warszawie

Miejsce: Galeria Le Guern, Warszawa 
Czas: 6.12.2025 – 31.01.2026

Widok wystawy, Wojciech Gilewicz, „Nowe Obrazy (2006-2025)”, Galeria Le Guern, fot. Adam Gut

Co i raz wydaje się, że w malarstwie i o malarstwie – jako pewnej skonwencjonalizowanej tradycji, polegającej na umiejętnym użyciu farby na płótnie – nie można już niczego więcej zrobić ani powiedzieć. W ostatnich latach obserwujemy zresztą raczej odejście od malarstwa w stronę obrazu narracyjnego, który w komiksowej formie przedstawia i reprezentuje za pomocą najprostszych środków – najchętniej akrylu lub (czasami) tempery. Tymczasem Gilewicz od swojego dyplomu w pracowni Leona Tarasewicza (1999) nieustająco zajmuje się malowaniem, czynnością będącą podstawą malarstwa. Interpretacja tej kwestii okazuje się w przypadku Gilewicza zaskakująca. Dzięki rejestracjom filmowym możemy zobaczyć artystę pokrywającego równomiernie farbą ścianę kamienicy w Nowym Jorku (E22, film wideo, 2008) albo wielokrotnie przemalowującego coraz to nowym kolorem stworzone przez siebie prostopadłościany (Cuboids, film wideo, 2015), oraz – także – obrazy sztalugowe. W odniesieniu do monochromatycznych powierzchni odległość Gilewicza od malarza pokojowego z „ławkowcem” w ręce jest cienka jak włos. Różni kulturowy wzorzec zachowań twórcy wychodzącego w plener malować widoki, z jego charakterystyczną choreografią ciała, w tym ruchem ręki poruszającej pędzlem i akcesoriami w postaci sztalugi i palety (Painter’s Painting, film wideo, 2010–2021). Aktywne malarstwo Gilewicza polegało na naśladowaniu i zakrywaniu obrazami elementów architektury miejskiej (Aporia malarstwa, Wrocław, 2006–2007) czy uzupełnianiu i reperacji tychże przy pomocy malarstwa (Rewitalizacje, Sanok, 2007). W plenerze domalowywał m.in. plamy błota na topniejącym śniegu (Akiyoshidai, film wideo, 2011) albo wylewał farby na płyty chodnikowe (Infecting the City, Kapsztad, film wideo, 2014). Artysta oddawał tworzenie swojego malarstwa naturze, poddając je działaniu zjawisk atmosferycznych i organicznym zabrudzeniom. Wytwarzał malarstwo w wyniku działania widzów w galerii (Pracownia, Bunkier Sztuki w Krakowie, 2012) oraz robotników w warsztatach (Bat Yam, film wideo, 2009). Przy pomocy fotografii analogowej, a potem rejestracji filmowej, artysta podejmował kwestie teoretyczne, dotyczące malarskiego iluzjonizmu, mimetyzmu i mimikry oraz relacji widz – twórca. Podsumowując, malarstwo Gilewicza było jego specyficznym narzędziem uprawiania sztuki w przestrzeni publicznej oraz obiektem jego metaanaliz.

Nowe Obrazy to paradoksalna nazwa dla grupy płócien, które powstawały od 2006 roku. Monograficzny katalog artysty, wydany przez Bunkier Sztuki w Krakowie w 2016 roku, pokazuje, że już w 2012 roku istniały (i do dzisiaj istnieją w niezmienionej formie) płótna #7 i #10 oraz, że do 2016 roku powstało w tej grupie około 30 „nowych obrazów”. Inspiracją dla nich były nisze do wieszania plakatów w nowojorskim metrze. Kompozycje Gilewicza naśladują format tych plakatów (116,9 × 152,5 cm) w zaokrągleniu do wymiarów 120 × 150 cm. Każda z tych kompozycji polega na dosłownym powtórzeniu wizerunku, z uwzględnieniem interwencji przechodniów i obsługi metra, zamalowującej niecenzuralne napisy. Gilewicz kopiował na płótnach graffiti, tagi, efekty zdzierania i zamalowywania. Jest to pierwszy rodzaj mimetyzmu. Drugi to naśladowanie samego procesu nadpisywania i zamazywania. To grupa obrazów przemalowywanych. Używając techniki olejnej, Gilewicz nakładał na płótno nawet do kilkudziesięciu warstw malarskich o zmiennych formach i kolorach. Każdy obraz jest więc na swój sposób „nowy” ze swoim „nowym” wyglądem. Jednakże w istocie kompozycje te sprawiają wrażenie „starych”, gdyż w wyniku opisanych procedur mają tendencję do odspajania się. Łuszcząca się miejscowo farba odsłania poprzednie pokłady, podobnie jak na wielokrotnie malowanej ścianie. Gilewicz akceptuje ten proces. Wskazuje na analogie do „nowych obrazów” w procesach społecznych i ekonomicznych zachodzących w miastach, gdzie biznesy powstają i znikają, elewacje zmieniają kolory, coś jest burzone i powstaje na nowo. Nie ma powrotu do przeszłości. W jednym z filmów (Rockaway, film wideo, 2011–2015) mama artysty mówi, że przemalowywanie wynika ze strachu jej syna przed przemijaniem i jest wyrazem jego (oraz jej) potrzeby ciągłości. Z mojej perspektywy jest to malarstwo przeciwko nostalgii. Nie ma już powrotu do dawnych spraw. Nowe obrazy zasłaniają stare. Pomimo powierzchownych skojarzeń z hiperrealizmem czy autonomiczną abstrakcją, jest to malarstwo znoszące podwojenie reprezentacji – odsyłające do rzeczywistości pozaobrazowej. Farba na tych płótnach, jako tożsama sama ze sobą, jest metonimią obecności – malowidła, bytu, życia.

Widok wystawy, Wojciech Gilewicz, „Nowe Obrazy (2006-2025)”, Galeria Le Guern, fot. Adam Gut