Nr 18 lato 2025 recenzje Jakub Michcik

Upadek pod własnym ciężarem

Katarzyna Szymkiewicz, Przed chwilą byłam psem

Miejsce: Galeria Jak Zapomnieć, Kraków
Czas: 11.07 ‒ 15.08.2025
Kuratorka: Ania Batko

Widok wystawy, Katarzyna Szymkiewicz, “Przed chwilą byłam psem”, galeria Jak Zapomnieć, fot. Michał Maliński

Mniej znanym mitem o przemianie, zawartym w Metamorfozach Owidiusza, jest historia Mestry, obdarzonej przez swojego gwałciciela, Posejdona, zdolnością do zmiany kształtu (shape-shift). Jej ojciec, król Eryzychton, ściął święty dąb zamieszkiwany przez nimfy. Świętokradczy czyn sprowadził na niego przekleństwo wiecznego, niedającego się zaspokoić głodu. Klątwa rzucona na niego przez Ceres, boginię wegetacji, wydaje się jednak tylko uwydatnieniem cech samego króla – wiedziony chciwością, dominujący i roszczący sobie prawo do rozporządzania całą Rzeczywistością bez względu na istniejące w niej granice (w tym przypadku rozgraniczenie na sferę sacrumprofanum) – sam napisał własną historię zguby/tragedię. Eryzychton, wiedziony nigdy nie dającym o sobie zapomnieć nienasyceniem, pochłania ograniczone zasoby, a nie mając już niczego, co mógłby pożreć, sprzedaje kolejnym zalotnikom swoją własną córkę. Ta od nich konsekwentnie ucieka pod postacią różnych istnień.

Przechwytując postać Mestry do analizy kondycji współczesnego kapitalizmu, muszę stwierdzić, że reprezentuje ona dla mnie witalną potencję, Życie, czy też samą kreatywność/zdolność tworzenia i wytwarzania/przekształcania, brutalnie jednak ujarzmioną, bo kapitalizowaną. To Ciało wdrażane w system, wyzyskiwane przez darmową pracę na rzecz nienasyconego Ojca-Kapitalisty, który utożsamia swoją przemocową postawą samą logikę kapitalizmu, niemożliwego do zaspokojenia w swoich złudnych ambicjach wiecznego wzrostu (fetysz PKB garstki beneficjentów systemu). Ludzki Król, zwierzę, które samozwańczo przywłaszcza sobie pozycję instrumentalnego rozporządzania zasobami planety (a ta przecież umożliwia mu życie) bez względu na istniejące w niej struktury i jej ograniczoną zdolność do rezyliencji, uosabia podejście do ekosystemów bezpośrednio wpisane w schemat działania kapitalizmu, które tak trafnie opisał Jason Moore pod hasłem „taniej natury”. Eryzychton karmi się, żerując na „tanim” Ciele Mestry. Sam mit u Owidiusza kończy się ostatecznym pożarciem samego siebie przez króla, co dla akceleracjonistów może być wizją rozpędzonego kapitalizmu, który upada pod swoim własnym ciężarem.

Do tak daleko posuniętego reframingu herstorii Mestry zainspirowała mnie dziejąca się w przestrzeniach galerii Jak Zapomnieć wystawa Przed chwilą byłam psem Katarzyny Szymkiewicz i towarzyszący jej tekst kuratorski Ani Batko. Zdanie stanowiące tytuł ekspozycji to właśnie słowa mitologicznej Mestry, figury, która ciekawie sytuuje się w kontekście podejmowanych przez artystkę tematów.

Szymkiewicz swoje wieloletnie doświadczenie pracy dla korporacji jako graficzka od retuszowania zdjęć produktów opisuje w kategoriach pracy bez sensu (bullshit jobs) Davida Graebera. Według amerykańskiego antropologa, późny kapitalizm jest pełny takich stanowisk, które – generując pozory ruchu w systemie – nie oferują głębszego poczucia sensu z wykonywanej pracy, co skutkuje wypalaniem się już wyalienowanego ciała pracowniczego. Doświadczenie pracy bez sensu w przypadku Szymkiewicz odnosi się także w szerszym kontekście do sytuacji zawodów kreatywnych i generalną rolę kreatywności urabianej według logiki realizmu kapitalistycznego. Powrót artystki na pole sztuki interpretuję zatem jako bunt Mestry, „pracę podważającą sens pracy”, a sama wystawa to gra, wyzwanie, które wydobywa na wierzch mechanizmy kapitalistycznego działania na percepcję w warunkach ekonomii uwagi (attention economy).

Wystawa w swoich założeniach jest niezwykle scenograficzna. Nachodzące na siebie kolorowe obiekty splatają się we wspólną kompozycję, jakby tworzyły dzieło totalne, za duże, by dało się łatwo skapitalizować. W takim rozumieniu propozycje Szymkiewicz można czytać jako akt oporu, bo kultura/sztuka wyłamująca się z przymusu pomnażania kapitału, jest w logice tego systemu istotowo „bezsensowna”. Kontrastuje to szczególnie z moim pierwszym, pobieżnym wrażeniem z kontaktu z pracami Szymkiewicz, które przywołało mi na myśl estetykę liminalnych przestrzeni pokoi socjalnych dla pracowników we współczesnych biurach, które – ciepłe i pstrokate – mają w założeniu roztaczać „radosną aurę”, lecz wywołują szczególny dysonans w relacji do realiów pracy w takich miejscach-„mordowniach”. Podobnie jak zunifikowany język wizualny interfejsów aplikacji i mediów społecznościowych, powszechnie określany zbiorczą nazwą „Corporate Memphis”, który jest „ornamentem” realizmu kapitalistycznego. Myśl o estetyce w służbie kapitalizmu wydaje się w kompozycjach Szymkiewicz totalnie znikać w mnogości zindywidualizowanych interwencji w obiektach, które – oglądane z innej perspektywy – nagle okazują się wypukłe, wychodzą w przestrzeń i przestają być jedynie przyjemną dla oka, gładką estetycznie powierzchnią.

Najtrafniejszą metaforą działania całości wydaje mi się forma „analogowego ekranu”, któremu tak jesteśmy poddani na co dzień, tyle że tutaj interfejs przestaje być przeźroczysty. Szymkiewicz, cytując mechanizmy kapitalistycznego rozporządzania uwagą, w połączeniu z motywami odnoszącymi do sztuki minimalizmu lub op artu, uwidacznia proces stojący za sposobami projektowania tak, aby jak najskuteczniej „hipnotyzować” (a więc utrzymywać nas przy wyświetlaczu). Co ciekawe, prezentację kończy prawdziwy ekran, na którym rozgrywa się poklatkowa animacja różnych prac pojawiających się na wystawie, ponownie układających się w jedną, wspólną kompozycję. Obiekty wydają się być ręcznie przesuwane po ekranie, jednak nie widzimy samego kursora – znaku obecności artystki, która wydaje się usunięta z pola widzialności, ukazując kolejny poziom zagrożenia alienacją.

W ostatecznym rozrachunku Przed chwilą byłam psem to opowieść o balansowaniu pomiędzy przymusem adaptacji a pragnieniem przemiany, o szukaniu takich form obecności, które nie muszą z konieczności podporządkowywać się logice produktywności. W tym geście Szymkiewicz powraca figura Mestry – tej, której potencja zmiany kształtu, może ocalić ją przed nienasyconym ojcem. To nie utopijna obietnica, ale konkretna, materialna praca nad widzeniem – praca, której sens zaczyna się dokładnie tam, gdzie system uznałby ją za zbędną.

Widok wystawy, Katarzyna Szymkiewicz, “Przed chwilą byłam psem”, galeria Jak Zapomnieć, fot. Michał Maliński

Jakub Michcik

Jakub Michcik

Absolwent Kulturoznawstwa na UMCS w Lublinie. Obecnie magistrant na kierunkach Sztuka współczesna, UKEN oraz Kulturoznawstwo – teksty kultury, UJ. Zainteresowany kondycją kultury i sztuki w dobie realizmu kapitalistycznego.