Twardy czy miękki reset? Podsumowanie roku 2025
To nie był rok relaksu i odpoczynku, a raczej rok pędzących zmian, dyskusji oraz osobliwości. Trudno było zasnąć i liczyć na to, że otaczająca nas rzeczywistość w tzw. międzyczasie się naprawi. Jednocześnie trudno stwierdzić, że był to czas szczególnie dla sztuki przełomowy – może bardziej zapowiadający nadchodzące zmiany.
W 2025 roku do Europy dotarł fenomen maskotek Labubu, Katy Perry wylądowała w kosmosie, a Donald Trump ćwiczył opisy dzieł sztuki, zmieniając tablice pod portretami byłych prezydentów. Ed Sheeran próbował zaś zostać współczesnym Jacksonem Pollockiem. Pomiędzy tymi zawirowaniami, odnotowywanymi skrupulatnie przez media, jeden z turystów w Weronie zniszczył krzesło Nicola Bolli – siadając na nim – i uciekł z miejsca zdarzenia. W Berlinie natomiast, poza dość chłodno przyjętym Biennale, pojawiła się dyskusja na temat polityki kulturalnej sprowokowana wystawą Nan Goldin w Neue Nationalgalerie. To jednak informacja o nagłej śmierci Koyo Kouoh, która miała być kuratorką 61. Biennale Sztuki w Wenecji, najmocniej wstrząsnęła międzynarodowym światem sztuki, na chwilę go zatrzymując. Zwłaszcza, że była ona pierwszą kobietą pochodzenia afrykańskiego wybraną do kuratorowania tej wielkiej machiny.
W wakacje mogło się wydawać, że dyskusje o sztuce skupią się już przede wszystkim na wątkach wystawienniczych. Świat rozgrzewały m.in. głośna ekspozycja Davida Hockneya w Fondation Louis Vuitton, ostatnia przed remontem Centre Pompidou prezentacja Wolfganga Tillmansa, bijąca rekordy popularności Louvre Couture, berlińska wystawa Yoko Ono w Gropius Bau czy ateńska ekspozycja Marlene Dumas (która w tym roku ustanowiła również rekord aukcyjny dla żyjącej artystki dzięki sprzedaży w nowojorskim Christie’s obrazu Miss January). Jesienią jednak znów zrobiło się gęsto.
Z Luwru wykradziono klejnoty koronne, pracownicy Tate Modern zaczęli protestować, domagając się lepszych warunków pracy, kiedy w podobnym czasie sprzedano za 12 milionów dolarów ważącą ponad 100 kilogramów, odlaną z 18-karatowego złota rzeźbę muszli toaletowej America Maurizia Cattelana, a w Rosji uznano oficjalnie kolektyw Pussy Riot za organizację ekstremistyczną. Rok zamknęli Beeple – prezentujący na Art Basel w Miami instalację Regular Animals, przedstawiającą autonomiczne robotyczne psy z głowami Elona Muska, Marka Zuckerberga, Jeffa Bezosa, Andy’ego Warhola i Pabla Picassa – oraz Nena Kalu, która jako pierwsza osoba z niepełnosprawnością intelektualną zdobyła Nagrodę Turnera, jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień w świecie sztuki.
Co jednak działo się na naszym lokalnym podwórku, poza tym, że do warszawskiego baru mlecznego zawitała Rosalía, a Helena Englert w duecie z Dorotą Masłowską sprowokowały dyskusję na temat praw autorskich?
Instytucjonalne przetasowania
Organizowanie konkursów, przedłużanie kadencji, powoływanie dyrektorów i dyrektorek instytucji publicznych to tematy rozgrzewające środowisko średnio co kilka lat. Fala zmian rozpoczęta wraz z wyborami parlamentarnymi 2023 roku trwa w najlepsze. Dyskusja o instytucjach oraz polityce kulturalnej także, zwłaszcza że wiele z zapowiadanych zmian nadal jest w procesie, a o innych nieco już zapomniano.
Początek roku to pokaźna liczba powołań dyrektorskich, z których na pewno warto zapamiętać osoby Pauliny Kurc-Maj, nowej dyrektorki Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, oraz nowo powołanej szefowej Muzeum Narodowego w Warszawie – Agnieszki Lajus. Oczy polskiego artworldu skierowane były jednak przede wszystkim na Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, którego nową dyrektorką – po odwołaniu Piotra Bernatowicza – została Anna Łazar. W tym samym czasie z podobnymi wypiekami na twarzy śledzono przebieg konkursu na dyrektora MOCAK-u. Ostatecznie schedę po Maszy Potockiej przejął Adam Budak, doceniony za bogate doświadczenie międzynarodowe, które – jak plotka głosi – wcale nie jest aż tak bogate (o czym podobno przekonało się czeskie ministerstwo kultury i Praska Galeria Narodowa).
Wakacyjna rekonstrukcja rządu przyniosła natomiast kolejną – trzecią w ciągu dwóch lat – zmianę rezydentki przy Krakowskim Przedmieściu. Ministrą Kultury i Dziedzictwa Narodowego została Marta Cienkowska. Szybko przedstawiła plany strategii kulturalnej dla Polski, która skupiać się ma przede wszystkim na polityce historycznej. Jej polityczne umocowanie może wskazywać na to, że zostanie na tym stanowisku dłużej niż jej powyborczy poprzednicy.
Również w wakacje powołano nowego dyrektora w Muzeum Sztuki w Łodzi – został nim Daniel Muzyczuk, wieloletni kurator tej instytucji. W tym samym czasie rozstrzygnięto w końcu (po dwóch wcześniejszych unieważnieniach z 2021 i 2024 roku) konkurs na dyrektora Muzeum Śląskiego w Katowicach. Wygrał go Łukasz Galusek, związany przez wiele lat z Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie. I choć wiele osób odetchnęło z ulgą, że po Marii Czarneckiej pojawia się osoba na to stanowisko odpowiednia, pojawiło się również sporo głosów lokalnych, zastanawiających się, czy będzie on w stanie zrozumieć Ślązaków.
W problematycznej sytuacji nadal jest warszawskie Muzeum Literatury. Spór o tę placówkę rozpoczął się we wrześniu ubiegłego roku, kiedy konkurs wygrała Agnieszka Celeda. Mimo tego zarząd województwa wybrał jej rywalkę, Beatę Michalec. Zaczęły się głośne protesty ze strony środowisk artystycznych oraz samego MKiDN. Temat wrócił jesienią, kiedy to ponownie ogłoszono konkurs, który znowu wygrała Michalec. Votum separatum w tej kwestii zgłosili Jacek Dehnel i Marzanna Kielar – członkowie komisji powołani przez resort kultury. Jakie będą dalsze losy Muzeum Literatury, pokażą kolejne miesiące, ponieważ jest to instytucja współprowadzona przez MKiDN, a Marta Cienkowska nie wyraziła zgody na powołanie Beaty Michalec.
Bez większego medialnego szumu przeszło długo odwlekane powołanie Andrzeja Szczerskiego na kolejną kadencję na stanowisku dyrektora Muzeum Narodowego w Krakowie – choć wygrał konkurs w lutym, nominację otrzymał dopiero w październiku. Ministerstwo półroczne opóźnienie tłumaczyło długimi negocjacjami związanymi z kontraktem, jednak nie brakowało głosów, że powodem przeciągania liny – a także przedłużania procedury konkursowej – były kontrowersje związane z anonimową skargą pracowników Muzeum, zarzucających dyrektorowi nieprawidłowości w prowadzeniu instytucji.
Wydawać by się mogło, że w grudniu już nic nowego się nie wydarzy – nic bardziej mylnego! Protesty i petycje w sprawie połączenia Gdańskiej Galerii Miejskiej i Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, a Rada Miasta Gdańsk zadecydowała bez głosu sprzeciwu, że od kwietnia przyszłego roku mówić będziemy o Gdańskim Centrum Sztuki Współczesnej. Rok zamyka natomiast powołanie Katarzyny Nowak na stanowisko dyrektorki Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. – W ostatniej wręcz chwili, jako że jej (kolejna) kadencja rozpoczyna się od 1 stycznia 2026 roku. Z nadzieją pozostaje także spoglądać na losy Muzeum Współczesnego we Wrocławiu, dla którego konkurs ogłoszono w listopadzie.
Pomiędzy tymi instytucjonalnymi roszadami wiosną powołano Narodowe Obserwatorium Kultury (NOK), którego zadaniem będzie wymiana wiedzy o realizowanych badaniach kultury oraz inicjowanie projektów badawczych, które mają realnie odpowiadać na potrzeby polskiego sektora kulturalnego. Powróciła także dyskusja na temat zabezpieczenia socjalnego osób artystycznych. Pomysł ten proceduje się przynajmniej od 2016 roku, a burza związana z postrzeganiem artystów jako darmozjadów nie ucichła. I choć ustawy nadal nie uchwalono, to trwają nad nią prace – pozostaje jedynie pytanie, jak intensywne. Pewną próbą szybszego uregulowania problematycznych kwestii było nowe porozumienie w sprawie minimalnych wynagrodzeń dla osób artystycznych opracowane przez Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej. Do tych propozycji pozytywnie odniosły się Trafostacja Sztuki w Szczecinie, BWA Wrocław, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Narodowa Galeria Sztuki – Zachęta oraz niedawno Bunkier Sztuki i MOCAK. Pod koniec roku również CSW Zamek Ujazdowski dostosowało stawki do wysokości otrzymywanej dotacji, powołując się w swoich propozycjach na ustalenia OFSW.
Pomysł z pewnością nie jest zły, jednak system, w ramach którego funkcjonują instytucje – zwłaszcza te mniejsze – nie pozwala większości z nich na zadeklarowanie proponowanych stawek. Nic więc dziwnego, że porozumienie w tej sprawie podpisało jedynie kilku największych graczy. Nie ukrywam, że rozbawiła mnie w związku z tym informacja o nowej wyszukiwarce wydarzeń kulturalnych w Polsce. „Odkryj kulturę” może nie mieć sensu, jeśli nie otoczymy kultury opieką i namysłem o charakterze systemowym.
Warto również wspomnieć, że w mijającym roku zainteresowano się potrzebą nowelizacji ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej. Prace nad nią rozpoczęły się w maju, jesienią zaczęto konsultacje, pozostaje nam czekać na efekty. Podobnie zresztą rzecz się ma z ustawą o muzeach, do której niedawno zakończono zbieranie uwag w ramach prekonsultacji. Pewnego rodzaju światełkiem w tunelu może być też powołanie przy MKiDN Rady Społecznej oraz Pełnomocnika ds. przeciwdziałania mobbingowi w instytucjach podlegających ministerstwu. Chciałoby się wierzyć, że ciała te będą miały większą sprawczość niż rady muzealne, które jedynie wymienia się w rocznym rozliczeniu. W ostatnich dniach pojawiła się także informacja, że Polska została członkiem Międzynarodowego Komitetu UNESCO ds. Restytucji. Ten na pozór niewielki news pokazuje, że dyskusja na temat dekolonizacji muzeów dotyczy również naszego kraju.
Kultura poza kontrolą
Nie tylko powyższe zmiany pokazują, że próby uporządkowania kultury w 2025 roku przypominały pole minowe. Na długi czas dyskusję w tym zakresie zdominowało Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, a dokładniej warunki pracy osób zatrudnianych przez firmy zewnętrzne do obsługi publiczności. Praca na 1/16 etatu, łamanie Kodeksu Pracy, komunikacja z pracodawcami przez Messenger, nadgodziny, zwolnienia z dnia na dzień i brak dialogu z instytucją – to tylko niektóre z zarzutów. Dopiero pod koniec roku dyrekcja MSN podjęła decyzję o rozwiązaniu umów outsourcingowych, doceniając głos pokrzywdzonych pracowników i pracowniczek. Pozostaje jednak pytanie, w jaki sposób zatrudniane będą nowe osoby do obsługi widowni oraz ekspozycji.
Ten rok upłynął również pod znakiem drugiej, ostatniej już, edycji „KPO dla kultury”. Polska żyła unijnymi pieniędzmi wydawanymi na jachty, sauny czy ekspresy do kawy, a środowisko artystyczne wskazywało, że niemal 70 procent wniosków zostało odrzuconych i jedynie połowa puli budżetowej została rozdysponowana. Po jesiennej serii odwołań niewiele się zmieniło – być może to dobrze, że trzeciej edycji już nie będzie.
Niezwykłym zainteresowaniem opinii publicznej cieszyły się też kolejne śmierci polskiego malarstwa. Główna dyskusja skupiła się wokół Grand Prix dla Małgorzaty Mycek na 47. edycji Bielskiej Jesieni. Sens burzy związanej z wygraną Mycek to nie lada łamigłówka, którą mógłby zapewne uporządkować Benoit Blanc, ale skwitować można ją westchnieniem o nieustającym resentymencie grupy The Krasnals. Awantura o malarstwo to jednak dobry znak – pokazuje, że sztuka wciąż odgrywa szczególną rolę w społeczeństwie. Szkoda tylko, że ton tej dyskusji momentami pochodził z rynsztoka.
Na kontrowersje wokół malarstwa załapali się również Karol Radziszewski i jego nagi Marszałek Piłsudski. I choć na obrazach w muzeach – ba! w reklamach w przestrzeni miejskiej – tysiące nagich pań nas nie oburzają, to męski penis nadal wywołuje narodowy szok. Być może warto wrócić do wydanej przed rokiem książki Wojciecha Śmiei Po męstwie, bo okazuje się, że wciąż mierzymy się z lękiem kastracyjnym i konsekwencjami braku rewolucji seksualnej.
Świat w działaniu
Na tle wszystkich zawirowań instytucjonalnych oraz artystycznych sporów nie można zapomnieć o wystawach. Choć trudno mówić tym razem o blockbusterowych hitach (być może poza Billem Violą w CSW Znaki Czasu w Toruniu czy dwugłosem Jamesa Ensora i Witolda Wojtkiewicza w Muzeum Narodowym w Warszawie), to możemy zaobserwować sporą liczbę ekspozycji krytycznych, poddających namysłowi sam system wystawienniczy.
Początek roku bez wątpienia należał do Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które zainaugurowało swoją działalność w nowej siedzibie ekspozycją Wystawa niestała. 4 x kolekcja. Jak można się było spodziewać, wywołała on szereg komentarzy i analiz – podobnie jak wcześniej samo otwarcie budynku. Przede wszystkim jednak: w końcu można było dostrzec prawdziwą muzealną machinę, przejść się korytarzami tej instytucji oraz zobaczyć, że prezentacja dzieł sztuki może odbywać na kilka różnych sposobów.
W listopadzie do gmachu zawitała natomiast monumentalna wystawa Kwestia kobieca. 1550–2025, prezentująca dzieła wybitnych artystek powstałe na przestrzeni wieków. I choć w jej kontekście zdążyły pojawić się głosy, że nie potrzebujemy już wystaw samych artystek; że organizowanie im osobnych ekspozycji oddziela je od reszty środowiska i sprawia, że nie traktujemy ich poważnie, to faktem jest, iż wypełnianie białych plam nadal jest niezbędne, a proces umacniania obecności artystek musi wyjść poza debatę prowadzoną przez środowiska kulturalne. Widać to było również po olbrzymim zainteresowaniu publiczności wystawą „Co babie do pędzla?!” Artystki polskie 1850–1950 w Muzeum Narodowym w Lublinie. W nieco mniejszej skali, ale w podobnym kontekście należy wspomnieć o ekspozycji Swarożyce. Współczesna kobieca* metaloplastyka w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Wystawa zadawała kłam uprzedzeniom, pokazując, że nie tylko mężczyźni mogą ciąć i wykuwać stal.
Pierwszy rok dyrekcji Agnieszki Pindery w Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki naznaczyły również dwie ważne ekspozycje. Sztuka musi wisieć Andrei Fraser była z jednej strony przeglądem twórczości artystki, z drugiej zaś rewizją instytucjonalną. To szczególny kontekst, który może być ważnym głosem w procesie przebudowywania i redefiniowania instytucji na nowo. Podjęcie krytycznej refleksji, o której pisał już kilkanaście lat temu Piotr Piotrowski, jest kluczowe, jeśli chcemy budować świadome i odpowiedzialne miejsca kultury. Innym przykładem istotnego namysłu nad dziedzictwem samej Zachęty, ale też próbą wykroczenia poza muzealną sztampę, była wystawa Przestrzenie. Zdecydowanie za mało w Polsce ekspozycji skupiających się na doświadczeniu przestrzeni, odbieraniu dzieł sztuki fizycznie oraz zmysłowo, interdyscyplinarnie i multisensorycznie.
W kontekście krytycznej autorefleksji szczególną wystawą okazała się również Jak działa muzeum w Muzeum Sztuki w Łodzi, która opowiadała o tym, jaką maszyną jest instytucja muzealna, w jaki sposób organizuje się ekspozycje oraz kto i na jakim etapie jest za nie odpowiedzialny. To również jeden z najlepszych pokazów tego, w jaki sposób buduje się tożsamość instytucji oraz wspólnotę osób w niej pracujących, bowiem przy poszczególnych obiektach znajdowały się informacje o tym, który z pracowników wybrał konkretną pracę na wystawę. Był to doskonały przedsmak tego, co czekało na nas w tym miejscu jesienią.
Po dwóch latach oczekiwania w październiku otworzyła się nowa wystawa stała, która już teraz wydaje się równie ważna, co zamknięty przez Andrzeja Biernackiego w 2023 roku Atlas nowoczesności. Ekspozycja Sposoby widzenia odwołuje się do kultowych w historii sztuki pozycji: Teorii widzenia Władysława Strzemińskiego oraz Sposobów widzenia Johna Bergera. Zespół kuratorski z Danielem Muzyczukiem na czele skupił się na wyjątkowości łódzkiej kolekcji i rzucił nam nie lada wyzwanie – nauczyć się patrzeć na sztukę, dostrzec, czym jest sam akt patrzenia (formą wiedzy, ale też narzędziem oporu). Odwołując się do najlepszych tradycji, zespół MS zaprosił publiczność do wspólnego poszukiwania tego, co pomiędzy – tak jak próbowali to wcześniej robić Aby Warburg, Hans Belting, W.J.T. Mitchell, Nicholas Mirzoeff i wielu innych.
W zestawieniu tym nie można pominąć niewielkiej wystawy w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie. Wybielanie to początek nowego myślenia o muzeum, jego kolekcji, ale także niechlubnej historii. To także doskonały komentarz do tego, w jaki sposób myślenie kolonialne było obecne również w Polsce, o czym często zapominamy. Muzea etnograficzne w ostatnich kilku latach przechodzą powolną transformację, wymagającą skonfrontowania się z zachodnią perspektywą, a przykład warszawskiej instytucji pokazuje, że z trudnym dziedzictwem można – i powinno się! – dyskutować.
Jesienią otworzyła się także – wciąż trwająca – wystawa Niech nas widzą! na Zamku Królewskim w Warszawie. Nie jest to wystawa o modzie, ale o tym, w jaki sposób ubiór może budować podziały społeczne lub być narzędziem emancypacyjnym; o tym, że w naszym wizerunku zakodowane są komunikaty i powinniśmy nauczyć się je czytać. Ekspozycja wychodzi od własnej kolekcji dzieł sztuki dawnej, ale nie brakuje tam prac artystów i artystek nowoczesnych oraz współczesnych, dekonstruujących znaki, symbole, mity, idee.
Były w tym roku także wystawy, które zapowiadały się całkiem dobrze, jednak nie do końca wykorzystały swój potencjał. Jedną z nich jest Transformacja. Nowoczesność w III RP w Muzeum Narodowym w Krakowie – ostatnia z cyklu 4 x nowoczesność. Ekspozycja przyglądała się pojęciu nowoczesności po transformacji 1989 roku, kompletnie zapominając o sztuce krytycznej lat 90. Drugą straconą szansą była natomiast wystawa Oczy moje zwodzą pszczoły w CSW Zamku Ujazdowskim, która miała być pierwszym od lat przeglądem polskiej fotografii. Chaotyczność narracji, przypadkowe wybory kuratorskie, autorskie i niedopilnowane komentarze do poszczególnych prac doprowadziły do tego, że trudno nazwać tę ekspozycję rzetelną. Podobny niedosyt pozostawiła wystawa Strefy LGBT+. Sztuka queerowa w czasach dobrej zmiany w poznańskim Arsenale – skupiła się na kilku głośnych nazwiskach artystycznych, ale brakowało tam bardziej rozbudowanej narracji.
Co dalej?
Podobno – jak pisała Ottessa Moshfegh – wszystko jest kwestią nastawienia, a myślenie pozytywne ma większą moc niż negatywne. Zatrzymanie się lub zaniechanie działań jest luksusem, na który wiele osób nie może sobie pozwolić, dlatego większość z nas wierzy, że działania przyniosą pożądane efekty. Tak można by podsumować mijający rok, w którym ewidentnie brakowało konkretnych decyzji, czy lepiej jest uruchomić system ponownie za pomocą soft resetu, czy – myśląc o otaczającym nas systemowym bałaganie – zdecydować się na radykalny hard reset i stawianie wszystkiego od nowa. Mijający rok zdominowały dyskusje na temat polityki kulturalnej, roli i zadań instytucji oraz wy-twórców kultury, które zapewne nadal będą trwać, rozgrzewając nas także w przyszłych latach. Pozostaje jednak pytanie, w jakiej rzeczywistości przyjdzie nam je toczyć w przyszłości.
Aleksandra Pietrzak
Kuratorka, historyczka i krytyczna sztuki, członkini AICA. Absolwentka Historii Sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim, Sztuki Współczesnej na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie oraz Podyplomowych Studiów Muzealniczych na Uniwersytecie Warszawskim. Była adiunktka w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Autorka popularnonaukowego cyklu „Lekcja muzealna” dla dwutygodnika „Czas Kultury”. Interesują ją sztuka drugiej połowy XX wieku, kultura japońska i instalacja artystyczna.

