Nr 19 jesień 2025 recenzje Marta Kudelska

Tarotowe podsumowanie roku

 

A gdyby tak postawić tarota, ale nie skierowanego ku przyszłości, a raczej ku temu, co było? Jak moglibyśmy wówczas odczytać przedstawione na poszczególnych kartach znaki i symbole? Co Wielkie i Małe Arkana powiedziałyby wówczas o mijającym roku w polskiej sztuce? W wielu współczesnych interpretacjach tarota odchodzi się od myślenia o nim jako o narzędziu dywinacji, a raczej patrzy się na niego jako na narzędzie introspekcji. To dość ciekawa zmiana, która pozwala nam spojrzeć na tarota jako na coś, co ułatwia nam zrozumienie tego, w jakim momencie dziś się znajdujemy, co do tego doprowadziło, ale także pomaga nam podejmować decyzje na przyszłość. Zastanawiając się nad tegorocznym podsumowaniem roku dla „Restartu”, pomyślałam, że może warto podążyć za głosem intuicji i spróbować właśnie tak spojrzeć na mijający rok. Zdecydowałam się moje podsumowanie roku podzielić na cztery części, składające się łącznie z czterech wylosowanych kart. Pierwsze trzy symbolizują ogólnie rok 2025. Z kolei ostatnia, czwarta karta, to prognoza na rok 2026.

 

KARTA DIABEŁ

Karta Diabeł to piętnasta karta Wielkich Arkanów tarota, symbolizująca zło biorące się z ludzkiego egoizmu. Diabeł to materializm, uzależnienia, pokusy, żądze, egoizm, ale także dzika energia, charyzma i namiętności. Nie od dziś przecież wiadomo, że Książę Ciemności to uwodziciel i kusiciel. W tarocie Diabeł ma jednak jeszcze inne, ukryte znaczenie, które odsyła nas w stronę konfrontacji z własnym cieniem, po to, byśmy mogli poczuć się wolni. Diabeł to także przestroga, by uwolnić się od dóbr materialnych, zerwać z toksycznymi wpływami – i odzyskać kontrolę nad własnym życiem.

W mijającym roku na aukcji w Desie wylicytowano za prawie półtora miliona złotych pracę Mirosława Bałki Chłopiec i orzeł z 1988 roku. I w sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że przez wiele lat praca ta znajdowała się w depozycie złożonym w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie przez Fundację Egit. Muzeum o nią dbało, chuchało-dmuchało, zapewniało dobre i godne warunki, ale także prezentowało ją na różnych wystawach (ostatnio na Wystawie niestałej), przez co podnosiło jej kapitał symboliczny. Aż tu nagle, trach, fundacja pracę wycofuje i kapitał symboliczny przemienia się za pomocą czarodziejskiego młotka w jak najbardziej realny kapitał finansowy. Sprawa wywołała niemałe oburzenie, a pikanterii sprawie dodawał fakt, że współzałożycielką owej fundacji jest nie kto inny, jak Anda Rottenberg, która w zamierzchłych czasach w dużym stopniu przyczyniła się do powstania MSN-u. I – jak sama podkreślała – celem współtworzonej przez nią fundacji było zbieranie prac dla mającego powstać w przyszłości muzeum…

Z podobną sytuacją, ale na znacznie mniejszą skalę, mieliśmy do czynienia w Krakowie. W listopadzie w MOCAK-u otworzyła się co najmniej dziwna wystawa: Dom dzienny, dom nocny. Prace z kolekcji Radosława Kotarskiego. Nie będę się tu rozpisywać o specyfice tej kolekcji i samej postaci Kotarskiego, ale dziwi mnie bardzo fakt pokazania tego zbioru jako osobnej wystawy w przestrzeniach MOCAK-u. Owszem, pokazywanie kolekcji prywatnych w muzeach nie jest czymś nowym, niemniej w moim odczuciu jest to praktyka przynajmniej ambiwalentna. Taka prezentacja czyni z muzeum narzędzie legitymizacji niczego innego, jak prywatnego kapitału, przez co oglądamy na niej efekt czyjegoś indywidualnego gustu, jego możliwości finansowych i strategii inwestycyjnych. Co chyba jednak nie do końca pasuje do misji publicznych instytucji sztuki… Pozostaje mi mieć nadzieję, że ta wystawa to tylko smutna konieczność po programie poprzedniej dyrekcji i w kwietniu 2026 roku zobaczymy pełną odsłonę zapowiadanego programu „czułego muzeum”. Osobiście bardzo liczę na wystawę Toyen i na jedno wielkie wspólne otwarcie, bez podziału na zamknięte VIP-kolacje dla wybranych (według jakiego kryterium dobierani byli goście? Ach, kolejna zagadka!) i publiczne wernisaże dla mas.

Problemem w kulturze od zawsze są pieniądze. Nie dziwi więc narastająca od kilku lat tendencja do współpracy instytucji publicznych z różnymi wielkimi koncernami, markami luksusowymi i tymi z kategorii fast fashion. Pojawiają się także próby dotarcia do prywatnych inwestorów, w których portfelach upatruje się źródła wody życia na bolączki niedofinansowania kultury. Tym samym, pod płaszczykiem neutralności i wymiany dóbr, ale także kapitału symbolicznego, dokonuje się niebezpieczny proces. Przestrzeń sztuki staje się dosłownie tłem dla zaparkowanych pod muzeami – albo nawet w nich – samochodów czy też ścianką reklamową. W rzeczywistości taka współpraca jest relacją nie partnerską, a głęboko asymetryczną, która tak naprawdę osłabia sztukę, neutralizuje jej krytyczny i emancypacyjny potencjał i w efekcie legitymizuje nierówności społeczne, z których luksus czerpię siłę. Sztuka staje się tu pięknym papierkiem, opakowaniem, którego celem jest maskowanie przemocy ekonomicznej, wyzysku pracy, niszczenia środowiska czy też kolonialnego sposobu produkcji wielu marek. Kiedyś pod instytucje sztuki podjeżdżały czarne wołgi z dygnitarzami, dziś z czarnych luksusowych samochodów wysiadają przedstawicielki liberalnego feminizmu związanego z branżą prasy modowej, które również lokują się w różnych radach programowych i doradczych o charakterze społecznym, przy organach i instytucjach związanych z kulturą.

Oczywiście, można zapytać: kto bogatemu zabroni? Oczywiście, nikt. I być może właśnie w tym tkwi cały problem. Jakie bowiem realne korzyści z takiej współpracy odnosimy my, odbiorcy, i osoby współtworzące kulturę? Czy takie działania marek przekładają się na wzrost wynagrodzeń dla artystek, artystów i innych osób zaangażowanych w wystawy? O te kwestie musiało się upominać w 2025 roku samo środowisko, zrzeszone wokół Obywatelskiego Forum Sztuki Współczesnej… Czy dzięki tego rodzaju partnerstwom biznesowym możliwe stały się darmowe wejścia na wystawy, a nie jedynie do przestrzeni, które z definicji są „otwarte”, jak hole główne wypełnione sklepikami i kawiarniami, czyli miejsca, gdzie i tak przede wszystkim się sprzedaje? A które są „trzecim miejscem” tylko w teorii? Jeśli nie zaczniemy głośno pytać o to, kto tak naprawdę korzysta na takiej współpracy i na co idą przekazane w jej wyniku pieniądze, kultura stanie się neoliberalnym produktem i wbrew pozorom nie stanie się tworem egalitarnym, ale elitarnym, po którym bez problemu przejedzie kolejny walec politycznej zmiany. Gdyż nie będzie ona posiadać realnego oparcia w społeczeństwie, a jedynie w jego niewielkiej uprzywilejowanej grupie.

CESARZOWA

Karta Cesarzowa często kojarzona jest z archetypem Wielkiej Matki. Widzimy ją na tronie, na głowie ma koronę lub diadem, a w dłoniach trzyma berło oraz niewielką tarczę z namalowanym na niej orłem. To karta związana z kobiecą boską energią, siłą opiekuńczą, ale także z troską i wspieraniem innych. Symbolizuje również wzrost, obfitość, narodziny nowych pomysłów (czasem Cesarzową przedstawia się w tarocie jako kobietę ciężarną) i czas emocjonalnego spełnienia.

W kontekście roku 2025 karta ta wydaje się nieprzypadkowa. To był rok niezwykłej erupcji projektów herstorycznych w sztukach wizualnych. Nie znaczy to oczywiście, że wcześniej wątki kobiece były marginalizowane, tym niemniej mam wrażenie, że w tym roku fala ta niesamowicie wezbrała. Z końcem kwietnia w Muzeum Narodowym w Lublinie otworzyła się monumentalna wystawa Co babie do pędzla? Artystki polskie 1850–1950. Z kolei w warszawskiej Galerii Studio kolektyw Seminarium Feministyczne zaprezentował Chcemy całego życia. Współdzielenie – wystawę będącą rozwinięciem wcześniejszego projektu prezentowanego w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie. Z kolei koniec roku przywitał nas długo zapowiadanym blockbusterem warszawskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej, czyli Kwestią kobiecą 1550–2025, która otworzyła się równolegle z wystawą Miasto kobiet. Zamykając wątek wystaw sztuki kobiet, chciałabym wspomnieć o Geometrii i innych zmysłach, które zostały zaprezentowane przez warszawskie Aspekty. Wystawa niewielka, jednak wspaniale uzupełniająca narrację wcześniejszych prezentacji o wątki geometryczne i abstrakcyjne.

Herstoria to także książki poświęcone różnym artystkom i zjawiskom historycznoartystycznym. W temacie kobiecym na pewno przoduje tu Wydawnictwo Smak Słowa, które ostatnio poszerzyło swoją ofertę, obejmującą głównie kryminały skandynawskie, o książki poświęcone sztuce. W ten sposób w roku 2025 w ramach serii „Miniatury o sztuce” ukazał się fantastyczny esej Griseldy Pollock O Gauguinie, obnażający seksistowskie i rasistowskie podłoże jego obrazów. Chwilę później do naszych rąk trafiła biografia Leonory Carrington autorstwa Joanny Moorhead, a także wyczekiwane przez wielu Dawne mistrzynie. Kobiety, sztuka i ideologia Griseldy Pollock i Rozsiki Parker. Z kolei Wydawnictwo Marginesy uraczyło nas książką Własna pracownia. Gdzie tworzyły artystki przełomu wieków? Karoliny Dzimiry-Zarzyckiej i biografią Eleonory Plutyńskiej. Krakowski Karakter wydał w końcu Kalibana i czarownice Sylvii Federici, a Znak Jedyną, czyli biografię Karoliny Lanckorońskiej.

Szczególnie urzekła mnie ta ostatnia książka, bo przypomina, że herstoria sztuki to nie tylko artystki, ale także my – krytyczki, kuratorki, badaczki, nierzadko mierzące się z podobnymi co artystki ograniczeniami i wyzwaniami. Refleksja ta może wydawać się dziwaczna w kontekście Lanckorońskiej: ostatniej z możnowładzkiego rodu Lanckorońskich herbu Zadora, tym niemniej myślę, że poszerza ona naszą perspektywę tego, co nazywamy historią sztuki. Tym bardziej doceniam i wyczekuje kolejnych rozmów z kuratorkami, krytyczkami sztuki, które ostatnio zaczęły się ukazywać na łamach łódzkiego pisma „MiejMiejsce”. Nie można tu również zapomnieć o dziewczynach-dyrektorkach i tu szczególne słowa uznania należą się Ewelinie Jurasz z BWA Krosno, która stawia na kobiety-artystki: często te regionalne, ale także wspaniale pracuje z lokalnym kontekstem. Nieustająco trzymam również kciuki za Agnieszkę Kilian w Bałtyckiej Galerii Sztuki!

 

CZWÓRKA MIECZY

To karta wchodząca w skład tzw. Małych Arkanów tarota, czyli kart, które dzielą się na cztery kolory (Buławy, Kielichy, Miecze, Denary) odpowiadające żywiołom: ognia (działanie, pasja), wody (emocje, intuicja), powietrza (intelekt, komunikacja) i ziemi (materia, praktyczność). Karty te dostarczają nam szczegółowych informacji o wydarzeniach, wyzwaniach i możliwościach w różnych obszarach życia i można powiedzieć, że uzupełniają „archetypiczną” narrację Wielkich Arkanów. Wylosowana karta przedstawia leżącego na katafalku mężczyznę. Jego ręce są złożone na piersi jak do modlitwy. Pod nim leży jeden z mieczy, z kolei pozostałe trzy wiszą nad jego twarzą. Ważnym elementem na tej karcie jest również wielobarwny witraż przedstawiający kobiecą postać błogosławiącą młodego mężczyznę. Wbrew funeralnym skojarzeniom (katafalk, przestrzeń przypominająca grobowiec) karta ta ma znaczenie pozytywne. Symbolizuje bowiem nie tylko potrzebę izolacji, ale także wyciszenie, introspekcję i regenerację sił. To karta, która mówi „stop”: zatrzymaj się; by działać dalej, musisz odpocząć psychicznie i fizycznie; spójrz głębiej pod powierzchnię, bo tam mogą kryć się różne ciekawe wyzwania, ale także odpowiedzi na nurtujące cię pytania.

Odnosząc znaczenie tej karty do środowiska artystycznego, kierowałabym się w stronę wszystkich projektów i działań związanych z praktykami związanymi z odpoczynkiem i szeroko rozumianą troską. Coraz częściej mówimy o tym, że potrzebujemy także przestrzeni do odpoczynku, regeneracji, wyciszenia. Od kilku lat widzimy także wzrost popularności wszelkiego rodzaju praktyk opiekuńczych: rezydencje artystyczne przestają być wyjazdami do pracy, a stają się miejscami, gdzie zwyczajnie można odpocząć i nabrać sił (tu znowu brawa dla BWA w Krośnie i BGSW w Słupsku i Ustce). Temat ten powrócił do nas także za sprawą książki Marii Poprzęckiej Śmierć przed obrazem. O sztuce, starości i znikaniu, która zwróciła uwagę na kwestię nieobecności w dyskursie publicznym tematu starości i przemijania. Opiekuńczość pojawia się także w kontekście rodzicielstwa, czego przykładem była zielonogórska wystawa Alma Mater, w której wzięły udział artystki akademiczki. Warto tu również odnotować inicjatywę Plenum Osób Opiekujących Się.

Jeśli mówimy o introspekcji i spojrzeniu w głąb, zwłaszcza w kontekście tarotowego podsumowania roku, to nie możemy pominąć różnorodnych działań związanych z szeroko rozumianymi alternatywnymi formami duchowości. Faza fascynacji ezoteryką i magią wcale nie maleje, ale przybiera zupełnie inny kształt. Jako badaczki, kuratorki i krytyczki sztuki sięgamy w głąb i szukamy „pozaoświeceniowych” i „pozaracjonalnych” korzeni naszej nowoczesności. Tutaj szczególnie chciałabym zwrócić uwagę na fantastyczną w moim odczuciu wystawę Misteria Mikołaja Sobczaka w warszawskiej galerii Polana Institute, poświęconą ruchom teozoficznym, antropozoficznym i archeozoficznym, które kształtowały naszą nowoczesność na przełomie XIX i XX wieku. Wystawa gęsta, sensualna, wielowarstwowa i pozwalająca się czytać na wiele sposobów, niczym Rękopis znaleziony w Saragossie Jana Potockiego. Z kolei w BWA we Wrocławiu w kwietniu otworzyła się wystawa Nieposłuszne gwiazdy, kuratorowana przez duet: Katarzynę Czeczot i Joannę Kobyłt. Wychodząc od myśli szkockiego pisarza i poety Roberta Louisa Stevensona, kuratorki podjęły się próby odpowiedzi na pytanie o relację człowieka z kosmosem, i to nie tylko w wymiarze astrologicznym, ale także związanym z cyklicznością i grawitacją. Wystawa Kobyłt i Czeczot była także próbą odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób nowoczesność pozbawiła nas magii i czy dziś tej magii potrzebujemy. Ostatnią wystawą, którą chciałabym tu przywołać, jest solowa prezentacja prac Liliany Zeic Pierwszego roku śpią, drugiego roku się skradają, trzeciego roku wybuchają kuratorowana przez Piotra Lisowskiego we wrocławskiej 66P. Dla mnie jako miłośniczki współczesnych odczytań romantyzmu wystawa ta stanowiła fantastyczny przykład aktualności Świtezianki Adama Mickiewicza. Zeic przygotowała subtelną, lekko baśniową, ale jednocześnie spójną, konsekwentną opowieść o tym, jak za pomocą fantastycznych historii możemy wciąż mówić o naszej rzeczywistości.

Pozostając wśród tematów niezwykłych i niesamowitych, warto tu również wspomnieć o książce Zmierzch magów Daniela Muzyczuka, przybliżającej historię pokolenia, które przeszło niezwykłą drogę od kontrkulturowej transgresji do bardzo konserwatywnej ortodoksji. To książka o tym, jak ezoteryka, czy w ogóle szeroko rozumiana wiedza tajemna, przeplata się z polityką, co wiele mówi nam o współczesności w Europie Środkowo-Wschodniej. A skoro już mowa o naszej części Europy myślę, że warto również wspomnieć o anglojęzycznej publikacji Enchanted Socialist Modernity. Art of Central and Eastern Europe (1945–1989) in the Face of Alternative Spirituality pod redakcją Justyny Balisz-Schmelz i Kamili Dworniczak. To monumentalna książka zbierająca teksty różnych naukowczyń i naukowców, którzy przybliżają nam relację pomiędzy duchowością, sztuką a nowoczesnością. Zresztą dziewczyny pracują właśnie nad grantem o analogicznych zjawiskach w sztuce polskiej, więc myślę, że w najbliższych latach czeka nas jeszcze dużo nowych ezoterycznych tematów i wątków.

Karta na rok 2026

SZEŚĆ KIELICHÓW

To karta-wróżba na rok 2026. Przedstawia ona najczęściej dwójkę dzieci, które otoczone są sześcioma pucharami, wypełnionymi po brzegi kwiatami. To karta, która odzwierciedla powrót do tych czasów, z którymi wiążą się szczęśliwe wspomnienia. Wskazuje ona na nostalgię i sentyment do przeszłości, ale także na skłonność do jej idealizacji. Szóstka pucharów mówi nam o tym, że po chwilach rozczarowania możemy odnaleźć zadowolenie, wracając do szczęśliwych wspomnień z przeszłości. Jednak karta ta nie mówi tylko o tym, co było; wskazuje, że dziś też możemy odnaleźć radość, czerpiąc ją ze zwyczajnych przyjemności i niewielkich działań.

Marta Kudelska

Marta Kudelska

Kuratorka, krytyczka sztuki. Ukończyła kulturoznawstwo (kulturę współczesną) i historię sztuki (UJ). Członkini Sekcji Polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki AICA. Pracowała m.in. w Bunkrze Sztuki i Muzeum Fotografii. Interesuje się związkami pomiędzy sztuką współczesną a tradycją romantyczną (zainteresowaniem artystów wątkami magicznymi, grozy i ezoterycznymi). Pracuje w Katedrze Kultury Współczesnej w Instytucie Kultury (UJ).