Nr 21 wiosna 2026 recenzja Aleksandra Bury

Sen po śnie – Toyen i Partum w MOCAK-u.

Toyen. Sny z obrzeży | Dreaming in the Margins
Miejsce: Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK w Krakowie
Czas: 7.03 – 14.06.2026
Osoby kuratorskie: Adam Budak, Martyna Sobczyk

Widok wystawy, „Toyen. Sny z obrzeży | Dreaming in the Margins”, Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK w Krakowie, fot. Rafał Sosin

Propozycja przedstawienia twórczości Toyen w MOCAK-u to sen na jawie przerwany przez wystawę Ewy Partum. Ta ostatnia zajmuje większość przestrzeni muzeum, a jej rozmach i znaczenie dla instytucji przysłaniają inne, równoległe pokazy, które jakby wtapiają się w jej narrację, czego przykładem jest także wystawa Toyen. Wiele podjętych przez kuratorów kwestii zostało tutaj jedynie zasugerowanych, co pozostawia nas z poczuciem niedopowiedzenia. Wydawać by się mogło, że jedna z najważniejszych surrealistek zasługuje na wystawę, która opowiada, a nie jedynie sygnalizuje. Popatrzmy jednak na takie jej potraktowanie jako na zabieg celowy, idealnie odzwierciedlający sytuację życiową czeskiej artystki.

Pozycja wielu surrealistek uległa przemianie – od pojęcia muz według André Bretona do samodzielnych artystek działających w nurcie feministycznym. Postać Toyen jednak nie wpisuje się w te dwie tendencje. Jej twórczość była manifestem zarówno kobiety, jak i osoby, jako twórcy, obywatela, świadomego swojej pozycji artystycznej, nie była zaś manifestem feministycznym. Jej senne opowieści koncentrowały się na wątkach erotycznych, lecz pozbawionych płci, a dodatkowo poruszały kwestię zaangażowania politycznego przez co mogą być odczytywane jako manifestacja potrzeby wolności.

Według mnie wystawa Toyen jest spójna i konsekwentna. Jest na pewno ciekawsza od wystawy Partum dzięki zastosowanym w niej zabiegom wystawienniczo-ekspozycyjnym oraz przemyślanej narracji, zaś jej marginalność paradoksalnie zadziałała na korzyść. Z kolei na wystawie polskiej artystki nie do końca udało się osiągnąć główny cel, jakim było „wyciągnięcie” artystek na światło dzienne i pokazanie ich niezależności. Przestrzeń tam wciąż zachowuje ślady męskiej dominacji. Zestawienie prac Partum z innymi artystami tworzącymi w duchu konceptualizmu, takimi jak Tadeusz Kantor, Piero Manzoni czy Joseph Beuys, stanowi niepotrzebną próbę dodania jej jeszcze większej wartości.

Od początku do końca wystawy ma się poczucie, jakby twórczość artystki była zawieszona w nieokreślonej przestrzeni i czasie, tak samo jak senne wizje przedstawione na prezentowanych ilustracjach. Dobór dzieł jest niezwykle przemyślany, przez co można było oczekiwać, że pozostałe elementy będą równie logicznie umiejscowione w kontekście, czasie i przestrzeni. Tak się jednak nie stało.

Problem w tym, że o wszystkich tych wątkach, związanych z postacią artystki, dowiedzieć się można z drukowanego folderu, nie zaś z wystawy. Czy trzeba więc posądzać MOCAK o zaniedbanie i brak przemyślanego projektu wystawienniczego? A może w takich decyzjach kryje się jakiś głębszy sens? Toyen pochodziła z Pragi, tam mieszkała i tworzyła w młodości, z przerwą na lata 1925–1929, kiedy przebywała w Paryżu, dokąd na stałe wyjechała w 1947 roku. Podczas wojny nawiązała artystyczną współpracę z ukrywanym przez nią żydowskim poetą  Jindřichem Heislerem – ich twórczość stanowiła sprzeciw wobec działaniom faszystów w okupowanej Pradze i nie tylko. Przestrzeń wystawy, wypełniona drewnianymi gablotami z ilustracjami, to czytelna aluzja do tworzenia do szuflady i na tytułowych obrzeżach. Spójną strukturę gablot zaburza kilka obrazów olejnych, wyraźnie odseparowanych od ilustracji i grafik – w ten sposób kuratorzy dali do zrozumienia, że jest to próba pokazania tej twórczości przekrojowo. Efekt ten spotęgowali jeszcze, dodając plakaty Toyen oraz zdjęcia, które wprowadzają kontekst biograficzny. Całość sprawia jednak wrażenie wyrwanego z kontekstu, narracyjnie niedookreślonego.

Powróćmy do samego miejsca wystawy, jakim jest MOCAK. Jak odczytać miejsce przeznaczone dla Toyen w kontekście wnętrza muzeum wypełnionego po brzegi pracami Ewy Partum oraz innych artystów konceptualnych? Ogrom wystawy Partum przytłacza niewielką, narożną przestrzeń, w której ustawiono prace Toyen. Może być to odczytywane jako próba jeszcze większego zaakcentowania tytułowych obrzeży, jednak nie dostajemy jednoznacznej odpowiedzi o jakie dokładnie obrzeża tutaj chodzi, ale ten zabieg może stanowić dla odbiorców szersze pole do interpretacji. Dodatkowo wystawa Partum była pierwszą prezentacją ukazującą jej twórczość na tle międzynarodowym, co sugeruje jeszcze większe zmarginalizowanie surrealistki, z której twórczości pokazano jedynie wybór, bez podobnej kontekstualizacji. Zarazem, w przypadku Toyen, mamy do czynienia z przestrzenią spójną, czytelnie podkreślającą główny temat. Zupełnie odwrotnie działo się w przypadku wystawy polskiej twórczyni, w której podjęto problematykę zróżnicowaną, niemożliwą do określenia poprzez jedno hasło.

Według mnie wystawa Toyen jest spójna i konsekwentna. Jest na pewno ciekawsza od wystawy Partum dzięki zastosowanym w niej zabiegom wystawienniczo-ekspozycyjnym oraz przemyślanej narracji, zaś jej marginalność paradoksalnie zadziałała na korzyść. Z kolei na wystawie polskiej artystki nie do końca udało się osiągnąć główny cel, jakim było „wyciągnięcie” artystek na światło dzienne i pokazanie ich niezależności. Przestrzeń tam wciąż zachowuje ślady męskiej dominacji. Zestawienie prac Partum z innymi artystami tworzącymi w duchu konceptualizmu, takimi jak Tadeusz Kantor, Piero Manzoni czy Joseph Beuys, stanowi niepotrzebną próbę dodania jej jeszcze większej wartości. W rezultacie prace najsłynniejszych konceptualistów pełnią funkcję pewnego rodzaju potwierdzenia tego, że kobieta również potrafiła tworzyć w tak ważnym nurcie.

Przestrzeń Toyen natomiast należy tylko do niej, niezawładnięta przez nikogo innego, niepotrzebująca porównań i zestawienia z pracami innych surrealistów. Możemy wejść do świata jej wyobraźni, intymności i zależności społecznych. Od odbiorcy zależy, co z niego wyniesie, zapamięta i co skłoni go do wnikliwej lektury na temat jednej z najgłębiej śniących artystek XX wieku1.

1 Recenzja napisana pod opieką Jakuba Wydry w ramach warsztatów redaktorskich.

Widok wystawy, „Toyen. Sny z obrzeży | Dreaming in the Margins”, Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK w Krakowie, fot. Rafał Sosin

Aleksandra Bury

Aleksandra Bury

Absolwentka studiów licencjackich z Historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Obecnie studentka Sztuki współczesnej w Instytucie Sztuki i Designu UKEN. Jej zainteresowania badawcze koncentrują się głównie na zagadnieniach sztuki ludowej, muzealnictwie i nowych sposobach aranżacji wystaw oraz recepcjach sztuki dawnej w obecnej praktyce artystycznej.