Praktyka artystyczna jako narzędzie poszerzania percepcji zmysłowej

Miejsce: Bunkier Sztuki, Kraków
Czas: 24.09.2025 – 4.01.2026
Kuratorka: Magdalena Ujma

Jako performerka pracuję z właściwościami dźwięku w sensie fizycznym i metafizycznym. Uczyłam się kiedyś śpiewu operowego i emisji głosu u profesor Olgi Szwajgier, a nawet pracowałam jako pierwszy sopran w chórze Paderewski Festival Singers w Carnegie Hall w Nowym Jorku.

Pomimo tych romansów z klasycznym belcanto wykonuję głównie wokalistykę awangardową. Podczas specyficznego treningu w Laboratorium Głosu profesor Olgi Szwajgier, bazującego na świadomej emisji i percepcji dźwięku, rozwinęłam pewne podstawowe umiejętności echolokacyjne. Szeroko pojęta echolokacja jest rodzajem bio-sonaru rozwiniętego głównie przez ptaki śpiewające, zamieszkujące środowisko pieczar i jaskiń. Bio-sonar jest szczególnie powiązany z jaskiniami – akustycznymi, lecz wyciszonymi, a zarazem ciemnymi miejscami.

Fenomen ten ma również przyszłość w medycynie. Doktor Daniel Kish zaczął uczyć osoby ociemniałe, jak używać nawigacji w przestrzeni i poruszać się za pomocą akustyki i echolokacji, która jest dostępna również człowiekowi – nie tylko sowom, nietoperzom i wielorybom. Jest to kwestia rozwoju pewnych dostępnych nam wszystkim możliwości – umiejętność podobna do opanowania języka obcego.

Emisja głosu w świadomym procesie oddychania to sposób śpiewania, który jest przede wszystkim bardzo korzystny dla zdrowia, ciała i ducha. Głębokie oddychanie przeponą eliminuje przeziębienia i anginy. Kiedy dobrze zsynchronizuje się myśl i pragnienie ekspresji, następuje moment, który można nazwać doznaniem mistycznym. Otwierają się nowe możliwości percepcji zmysłowej, o której trudno jest precyzyjnie pisać i mówić.

Niektóre z nich dotyczą fenomenu synestezji – można jasno i klarownie, a przy tym zupełnie spontanicznie, zobaczyć śpiewane właśnie dźwięki w postaci intensywnych barw. Do dziś pamiętam bogate purpurowe fiolety – ciepłe i wilgotne przy emisji niskich tonów – i migotliwe oranże przy wyższych. Doznania te występują nagle, bez udziału naszej woli i bez wyobrażania sobie ich – to się po prostu dzieje.

Percepcja koloru za pomocą dźwięku jest zjawiskiem subiektywnym, lecz badanym naukowo. Interesowali się nim Johann Wolfgang Goethe, Wassily Kandinsky, John Cage i wielu innych artystów, pisarzy i muzyków. Malując obrazy olejne, mam głęboką świadomość koloru jako zjawiska wykraczającego poza wizualność, choć już samo zjawisko powidoku może otwierać całkiem nowe pokłady percepcji barw. Następnym krokiem jest skupienie się lub raczej zauważenie pewnych wibracji, jakie emituje barwa. Myślę, że malarstwo dotyczy właśnie tej kwestii.

Oczywiście, tematy aktualne, przekazywanie treści to również ważna rola malarstwa, aczkolwiek poszerzanie percepcji za pomocą głębokiego obcowania z kolorem jest praktyką bardzo potrzebną, wkraczającą w strefę duchowości w sztuce. Mój obraz Fuga został namalowany po intensywnym przeżyciu na granicy synestezji podczas koncertu organowego utworu Bacha w moim rodzinnym Leżajsku. Pojawiła się wtedy harmonia, która pozwoliła się przenieść na płótno. Również niewielki obraz Płynny Lustro jest utworem synestezyjnym, dźwiękowym. Niektórym osobom przypomina wodospad.

Większość obrazów, jakie maluję, to prace figuratywne, jednak podczas pracy, jak również dużo wcześniej, w procesie wizualizacji obrazu, zawsze towarzyszą mi intensywne doznania koloru i jego wibracji. Sztuka jest dla mnie narzędziem poszerzania percepcji własnej, jak również zaproszeniem do doświadczania podobnych przeżyć każdego, kto będzie miał na to ochotę.

Echolokacja – sztuka – choroba – przemiana

Urodziłam się jako artystka: zawsze malowałam i rysowałam. Niestety, w wieku 10 lat mój wzrok zaczął tracić ostrość. W ósmej klasie szkoły podstawowej było to już -10 dioptrii. Były to czasy PRL, a moi rodzice niezbyt się tym interesowali. Dostałam jakieś okulary – dna od butelek, które bardzo szybko się stłukły. Nauczyłam się funkcjonować bez okularów, w zamazanym świecie, a czasami patrzyłam przez rozbity ułamek tego, co zostało z moich „bryli”. Wszyscy się z tego naśmiewali.

Przyzwyczaiłam się do stałego wyśmiewania i traktowania mnie jako istotę upośledzoną lub niezbyt rozgarniętą. Nikt mi nie współczuł, ale nie przeszkadzało mi to. Nie czułam żalu, bo znajdowałam się gdzieś indziej… Pogrążyłam się we własnym artystycznym, niezależnym emocjonalnie i „znieczulonym” świecie przeżyć wewnętrznych. Nie rezygnowałam z rysowania i malowania, i zdałam do liceum plastycznego. O moich -10 dioptrii się nie mówiło…

W Liceum Sztuk Plastycznych całkiem dobrze funkcjonowałam, gdy trzeba było rysować z modela. Widziałam światłocienie, plamy barw i świateł, które budowały postacie i bryły bez udziału konturów. Kontury dla mnie nie istniały. Doszłam w tym do pewnej perfekcji, zdobywałam nawet jakieś nagrody. Moja izolacja psychologiczna spowodowana rozmazanym światem, który mnie otaczał, była istotna dla rozwoju świata wewnętrznego, który składał się również z dźwięków, śpiewu, muzyki. Zaczęłam śpiewać i interesować się echolokacją, „widzeniem” przestrzeni za pomocą wibracji i akustyki. W klasie maturalnej okulista przepisał mi soczewki kontaktowe, które były wtedy (1994) w Polsce rzadko używane. Zaczęłam widzieć jak inni – poznawać ludzi na ulicy i reagować na wszystko „normalnie”. Ale dziesięć lat w świecie rozmazanych plam, ostracyzm, izolacja, wykształciły we mnie zupełnie inne mechanizmy poznawcze, niezależność emocjonalną i brak postrzegania własnej urody lub jej braku w sposób standardowy. Rozwinięte zdolności echolokacyjne i wokalne zaczęłam stosować w sztuce współczesnej i w performance. Wchodzę do pomieszczenia z zawiązanymi oczami i dosłownie „widzę” i czuję przestrzeń, gdy śpiewam, poruszam się w ciemności jak ryba w wodzie.

Monika Przypkowska

Performans bez żadnego trybu

Performatywna praktyka artystyczna Sylwii Gorak w pierwszym, naskórkowym odbiorze wydawać się może działaniem nastawionym jedynie na wewnętrzny monolog. Tymczasem przepływ energii pomiędzy artystką i wnętrzami, które mapuje ona swoim czterooktawowym głosem, jest doświadczeniem balansującym na skraju medytacji i naukowej wiedzy. Wykorzystywane przez artystkę zjawisko echolokacji, kojarzone ze światem przyrody i zwierzętami, takimi jak nietoperz, jest przedmiotem zainteresowania badaczy poszukujących nowych metod wspierających osoby z niepełnosprawnością wzroku. Praca z dźwiękiem i zmysłem słuchu od dawna wykorzystywana jest w różnorodnych kontekstach terapeutycznych, ale też dla wszystkich bez wyjątku pozostaje elementem synestezji, czyli procesu poznania, w którym człowiek przekłada doświadczenie jednego zmysłu na odczucia drugiego – stąd nasz odbiór koloru niebieskiego jako chłodnego, a tonów niskich – jako ciepłych.

Sylwia Gorak jest świadoma całego wachlarza oddziaływania jej wokalnych performansów na uczestniczącą w nich publiczność, jednak w swoim działaniu nie skupia się jedynie na – skądinąd wirtuozerskiej – formie i manipulacji psychologicznej. Akt przesłonięcia przez artystkę oczu czarną szarfą i jej poznawanie pomieszczenia poprzez odbity od ścian i przedmiotów dźwięk jej śpiewu może być odbierany dosłownie i metaforycznie jako zacieranie granic pomiędzy ludzkim „ja” i tym, co „zewnętrzne”. Spowolnione, trochę asekuracyjne ruchy, wynikające z braku wizualnej orientacji w przestrzeni, w pierwszej chwili przyciągają uwagę przede wszystkim do ciała performerki, ale jej uważność na bodźce słuchowe i próba rozpoznania tego, co dla niej niewidzialne, przekierowują uwagę obserwatorów także na otoczenie. To ważny aspekt koncepcji artystycznej Sylwii Gorak, bo – jak sama mówi: Architektura jest zjawiskiem dźwiękowym samym w sobie, wzmacnia właściwości głosu ludzkiego, śpiewu i dialogu. W niewidzialny sposób „organizuje” nasze życie społeczne. Nie tylko kształt, ale i historia przestrzeni, w których artystka performuje, wpływają na jej, do pewnego stopnia improwizowaną, wokalizę. Przykładem może tu być projekt Witch Rises to Power by Singing zrealizowany w ramach rezydencji w Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej, kiedy to Gorak odniosła się do herstorii związanych z budynkiem, będącym w przeszłości więzieniem dla kobiet posądzonych o czary.

Zaproszenie artystki do cyklu „Klucz w Zamku” i wybór Dawnej Sali Poselskiej jako wnętrza dla jej kolejnej realizacji, która odbyła się 28 września 2024 r., w ujęciu kuratorki wydarzenia była swego rodzaju aktem feministycznym. Silny kobiecy głos spenetrował i wypełnił bowiem salę wybrzmiewającą niegdyś gorączką politycznych sporów. Performance mógł być z jednej strony odbierany jako afirmatywny akt zaufania ludzkim zmysłom, z drugiej – jako symboliczne kobiece przejęcie przestrzeni zdominowanej niegdyś przez język opresyjnych patriarchalnych narracji.

„Klucz w Zamku” – to cykl spotkań na żywo z polskimi artystkami i artystami w przestrzeni ekspozycyjnej Zamku Królewskiego w Warszawie. Podczas wydarzenia wybrane dzieło sztuki współczesnej, zestawione z kolekcją muzealną, wchodzi z nią w ciekawy i intrygujący dialog, ujawniając nieoczywiste na pierwszy rzut oka związki, inspiracje, zapożyczenia z minionych epok. To propozycja dla miłośników sztuki współczesnej, ale i tej dawnej, bo kluczem do zrozumienia „dzisiaj” jest „wczoraj”, także w sztuce. Spotkania prowadzi historyczka sztuki Monika Przypkowska, Zamek Królewski w Warszawie.

 

 

Sylwia Gorak

Sylwia Gorak

Malarka, performerka, wokalistka. Ukończyła Uniwersytet Artystyczny im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu, dyplom z rysunku w zakresie performance w pracowni profesora Jarosława Kozłowskiego w 2001 roku. Zajmuje się performansem akustycznym (dysponuje czterooktawową skalą głosu) i konceptualnym, który prezentuje na licznych festiwalach w Polsce, Austrii i Szwajcarii.

Monika Przypkowska

Monika Przypkowska

Historyczka sztuki, pracuje w Zamku Królewskim w Warszawie jako kuratorka wystaw i edukatorka. Współpracuje także z wieloma innymi instytucjami kultury m.in. Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie. Prowadzi bloga „Sztukomodnie”. Publikuje teksty poświęcone sztuce.