Polifonia formy, polifonia treści. O wystawach końcoworocznych krakowskiej ASP
Wystawa końcoworoczna
Miejsce: Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie
Czas: 8–15.06.2025
Niedopowiedzeniem byłoby stwierdzić, że formuła wystawy końcoworocznej na krakowskiej Akademii jest problematyczna. Szeroko na łamach „Restartu” pisali o tym w ostatnich latach Kamil Kuitkowskii i Jakub Wydraii. Litania problemów, które wymieniają ci autorzy, jest właściwie w dużej mierze aplikowalna do pokazów tegorocznych: przestrzeń (większości wydziałów) szybko przebodźcowuje nagromadzeniem dzieł pokrywających wszystkie ściany jak na XVIII-wiecznym Salonie, gubiąc przy tym indywidualność twórców, których prace wybrzmiewają raz, że w tłumie, dwa, że bez szerszego kontekstu. Także podział ekspozycji według autorskich pracowni może dziś budzić uzasadnione wątpliwości i pytania o to, kogo właściwie ma promować oraz przedstawiać światu wystawa końcoworoczna.
A jednak wydało mi się czymś w najlepszym razie nieciekawym, w najgorszym – zupełnie repetycyjnym, by ubrać w nowe, a niekoniecznie przy tym trafniejsze słowa stare problemy. Z potrzeby zaprezentowania innej perspektywy narodziło się spojrzenie na program końcoworoczny Akademii, jakie proponuję w poniższym tekście. Nie ma sensu myśleć o nim jako o jakimś spójnym przedsięwzięciu, w ramach którego poszczególne jednostki łączyłoby cokolwiek poza instytucjonalną egidą. Każdy Wydział uderza swoją indywidualnością, nie tylko tą oczywistą, bo wynikającą z praktykowania różnych sztuk; także sposób myślenia o czerwcowym pokazie, jego zadaniach i charakterze, wyraźnie odróżnia od siebie poszczególne społeczności akademickie.
Podobne mechanizmy rządzą pokazami Wydziału Malarstwa i Rzeźby przy placu Matejki. W obu przypadkach wystawa nie tworzy koherentnej całości, raczej układ niezależnych od siebie jednostek. Jest w tym coś z rywalizacji pawiów o to, który z nich ma bardziej pstrokate pióra: w pamięci na długo pozostanie mi pracownia Witolda Stelmachniewicza z wielką gwiazdą wymalowaną na środku podłogi. Są tu przestrzenie, takie jak pracownia Grzegorza Szwiertni, w której każdy z uczniów realizuje swoje indywidualne koncepcje; jest sala Kingi Nowak, gdzie stosowany przez artystkę język abstrakcji geometrycznej, realizowanej nierzadko w poszerzonym polu, wyraźnie oddziałuje na uczniów. Są pokoje z pracami zupełnie pozbawionymi szerszych wyjaśnień, a jest pierwsza pracownia rzeźby Jana Tutaja, w której każda doczekała się wyczerpującego opisu. Nie ma więc jednej zasady, a sama prezentowana sztuka jest szalenie różnorodna.
Zasadniczo dominuje jednak figuracja, tak w pracowniach rysunkowych, jak i malarskich. Niebezpiecznym nadużyciem byłoby dokonywać dalej idących uogólnień. Ostrożnie dawkować trzeba pojęcie „młoda sztuka”. Obsypane wyróżnieniami, niepokojące prace Oliwii Jarmuły zanurzone w głębokim, metafizycznym smutku, przedstawiające postaci wyalienowane i nieprzyjazne w przestrzeni obcych zabudowań miejskich wiszą w pracowni Grzegorza Wnęka obok radosnych, żywych pasteli Jana Myjaka. To i to jest sztuką młodą. Jeśli chcieć jednak szukać dla tej krakowskiej figuracji nowego pokolenia jakiegoś wspólnego mianownika, to może właśnie problem alienacji, tak poruszająco zrealizowany przez Jarmułę, jest pewnym kluczem do czytania wielu z zaprezentowanych prac: alienacja i sposoby radzenia sobie z nią, u Jarmuły – poprzez pełne zainteresowania badanie. Fowistyczne, dzikie malarstwo intensywnego koloru i rozedrganej formy, również na wystawie obecne, także rozumieć można jako formę przepracowywania alienacji, tym razem poprzez skrajne zanegowanie realistycznego sposobu przedstawiania i łączności ze światem rzeczywistym. Nawiasem mówiąc – mimetyczne martwe natury i studia z modela zajmują sporą przestrzeń wystawy. Jest tu więc wszystko: surrealizm i akademizm, wolność twórcza i powtarzanie wzorów mistrzowskich.
Niebezpieczna zdaje się dostrzegalna na pokazie obsesja wyróżnień. Tylko na Wydziale Malarstwa, częściowo także na Rzeźbie, są one traktowane aż tak serio. Niekiedy trudno się tym zachwytom dziwić, jak w przypadku wspomnianych obrazów Oliwii Jarmuły, obsypanych plakietkami z góry na dół. Czasem jednak kryteria, dla których pewne dzieła doczekały się wyróżnienia, a inne zostały pominięte, są trudne do zrozumienia. Ten system wskazywania prymusów i pariasów tworzy nieszczególnie solidarnościową dynamikę wewnątrz poszczególnych pracowni. Drobny wypis tych, których wyróżniłbym osobiście, a na których Rada Wydziału nie spojrzała równie łaskawym okiem: Wiktoria Gajowiak, za świetne, niewielkie, surrealistyczne obrazki; Sebastian Czenczek za mroczne, inteligentnie grające z malarską tradycją płótna i Kinga Zięba za rzadki na wystawie przykład dobrze przemyślanej na poziomie teoretycznym abstrakcji.
Wydział Rzeźby to także świat osobnych pracowni, gdzie mikrokosmosy poszczególnych profesorów nie wchodziły we wzajemne interakcje. Młodych twórców dzieli właściwie wszystko: materiał, technika, źródła inspiracji. Widać u nich fascynację życiem innym niż ludzkie, którą już dwa lata temu opisywał Jakub Wydra: trend ten wciąż ma się dobrze. Doskonałym przykładem są tu prace Neli Wójcik: niepokojące, przeskalowane ślimaki oraz lodówka wypełniona „psim” mięsem połączona z wideo-artem. Nawet w ramach pracowni rzeźby w metalu, materiału, który, wydawałoby się, jest zupełnie życia pozbawiony, bez trudu dostrzec można było formy biomorficzne. Wyraźne jest zainteresowanie różnie rozumianymi marginesami istnienia, czasem przybierające formę działalności aktywistycznej, czasem przypominające raczej badanie poprzez sztukę.
Da się jednak opowiadać wspólnotę akademicką inaczej. Wystawa Wydziału Konserwacji w trafny sposób zawarła w sobie specyfikę tej uniwersyteckiej przestrzeni, zawieszonej między artystyczną inwencją a działaniami odtwórczymi, między własnym „ja” a chęcią przechowania „ja” twórców dawnych. W sposób na poły przypadkowy, wymuszony warunkami lokalowymi, powstała przy ulicy Lea opowieść wyjątkowo spójna i dobrze poprowadzona. Przechodząc przez kolejne pracownie, mogliśmy zapoznać się z szeregiem technik, których w ramach studiów uczą się młodzi konserwatorzy. Również w pracach ćwiczeniowych, wydawałoby się, mających stricte techniczny charakter, widoczna jest indywidualność twórcza studentów. Te same „holenderki”, martwe natury malowane na drugim roku studiów, potrafią wyraźnie różnić się od siebie formą i ekspresją. Artystyczna inwencja szczególne ujście znajduje na ostatnich piętrach wystawy, gdzie pokazywane są dzieła wykonywane w ramach malarskich pracowni wyboru.
Są wśród nich prace świetne, o których szkoda byłoby nie napisać. Wyróżnione martwe natury Veronique Pióreckiej przypominają rodzaj świeckiego poliptyku dedykowanego niepokojowi, grozie i niepewności. Z niewielkich prac artystki wydrapanych w pastelowym gruncie, przedstawiających spirale z masek gazowych, bije pociągający katastrofizm, jakby zapowiedź zagłady, która nie została jeszcze w pełni zmaterializowana. Martwe natury Klaudii Brawańskiej zwracają uwagę doskonałym wyczuciem koloru, objawiającym się albo w harmonijnych, pastelowych układach, mających jednak swój specyficzny, wyjątkowo przyjemny dla oka wyraz, albo w zestawieniach odważniejszych, już zupełnie kontrastowych. W obu tych modusach artystka radzi sobie bezbłędnie, kreując za pomocą barwy dzieła, od których, mimo prostoty tematu, trudno oderwać wzrok. Są wreszcie niewielkie szkice plenerowe Aleksandry Wokacz, przedstawiające fragmenty lokalnej przyrody, które tworzą wyjątkowo urokliwy cykl: intymny, delikatny, a przy tym tajemniczy i niedopowiedziany.
Podobnie na rozrzuconym pomiędzy kilkoma budynkami, przede wszystkim skupionym jednak przy Syrokomli, Wydziale Grafiki. Tu formuła pracownianego przeglądu, może ze względu na mniejszą liczbę studentów, zadziałała dużo lepiej niż na Wydziale Malarstwa. Nagromadzenie prac nie przeciążało sensorycznie, a różnorodność techniczna, od tradycyjnego drzeworytu do fotografii cyfrowej, utrzymywała zainteresowanie oka, ciągle gotowego zobaczyć jakąś nową formę artystyczną. Na plus działała także niewątpliwie materialność pokazu, możliwość wzięcia do rąk składanych przez studentów publikacji i fotoksiążek z ich pracami. Tak jak w przypadku dzieł malarskich określenie pewnej wspólnej linii tematycznej było, jeśli nie proste, to przynajmniej możliwe, tak na Wydziale Grafiki, chyba z uwagi na jego formalną różnorodność, trzeba podobnych działań zaniechać. Każdy student tworzy tu bowiem, w ramach swojej techniki, prace zupełnie wyjątkowe, trudne do wzajemnego porównania. Spektrum tematyczne rozciąga się od litografii przedstawiającej Lecha Wałęsę po wizerunki (co najmniej dwa!) kury domowej. Taka właśnie jest grafika, szerzej – taka jest Akademia; polifoniczna, różnorodna, otwarta.
Wyjątkowo spójnie wypadły także pokazy Wydziału Form Przemysłowych oraz Architektury Wnętrz. Ze względu na charakter prac tworzonych przez studentów przypominały one nieco sterylne, profesjonalne wystawy pokonkursowe o korporacyjnym sznycie. Odróżniały się tym samym silnie od pozostałych ekspozycji, do pewnego stopnia chaotycznych i nieskładnych. Ich największą wartością jest ukazywanie dorobku studentów kierunków, które na co dzień nie funkcjonują w świadomości krytyków oraz wszystkich tych, którzy śledzą z uwagą krakowską scenę artystyczną. Studenci ASP projektują także innowacyjne kule ortopedyczne i projekty identyfikacji graficznej butelek wody mineralnej – warto o tym pamiętać.
Wystawa końcoworoczna może wreszcie opowiadać o wspólnocie w kryzysie. Pozbawiony od zeszłego roku własnego budynku Wydział Intermediów krył się ze swoim pokazem na tyłach jednej z kamienic przy ulicy Kalwaryjskiej, gdzie futurystyczne w formie prace wykorzystujące najnowsze technologie kontrastują z odrapanymi ścianami przestrzeni zupełnie nie wystawienniczej. Jest w tym jakieś poczucie schyłkowości, z którą jednak podejmuje się walkę. Z tej oddolnej inicjatywy epatuje nadzieja na to, że przyszłość Wydziału nie musi się rysować wyłącznie w czarnych barwach. Siłę jego wspólnoty najlepiej wyraża „zaimprowizowana” wystawa końcoworoczna, która, choć nie może poszczycić się splendorem i prestiżem charakterystycznym dla pozostałych oddziałów Akademii, daje zaskakująco wzruszające świadectwo przywiązaniu studentów do swojej jednostki.
Kończąc tę opowieść o opowieściach, narrację o narracjach, chciałbym powrócić na chwilę do Salonu. Koniec jego znaczenia dla rzeczywistości artystycznej Francji, czy szerzej: Europy nastąpił wraz z buntem młodego pokolenia artystów, które w połowie XIX wieku dorosło do przekonania, że uznanie skostniałego establishmentu nie jest im właściwie do niczego potrzebne. Jeśli nie chcecie oglądać naszych prac, obejrzymy je sobie sami, w swoim gronie. Pierwszy to podejście zamanifestował Courbet swoim słynnym barakiem podpisanym Realizm.
Dziś nie ma już baraków (może poza wystawą intermediów), jest za to obieg alternatywny, skupiony wokół grup młodych artystów-studentów, galerii niekomercyjnych i artystycznych pop-upów. Dla wystaw końcoworocznych ASP kontrapunkt tworzą także duże przedsięwzięcia instytucjonalne: przede wszystkim Krakers, Queerowe Otwarcie i Open Eyes Festival (też przecież, nawiasem mówiąc, organizowany przez Akademię). Życie sztuki, zwłaszcza tej młodej, wydarza się dzisiaj gdzieś indziej. Program końcoworoczny to przede wszystkim rodzaj uniwersyteckiego święta, afirmacji tego, co Akademia może zaoferować Urbi et orbi – zarówno przedstawicielom swojej społeczności, jak i tym, którzy jej częścią na co dzień nie są. W tym tkwi siła pokazu; być może właśnie wzmocnienie tego wspólnotowego przekazu jest słuszną drogą rozwoju dla przyszłych wystaw końcoworocznych. Mogą one bowiem skutecznie kreować obraz Akademii, która zaprasza, otwiera się na świat i wobec tego świata chwali swoimi studentami.
i J. Wydra, Więzienie mistrzostwa. Wystawa końcoworoczna prac studentów ASP, „Restart” nr 13.
ii K. Kuitkowski, Trudna droga do pisuaru, „Restart” nr 9.
Dominik Wrześniak
Edukator muzealny współpracujący z Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie, student historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. W sztuce współczesnej zainteresowany problematyką nowego malarstwa figuratywnego oraz różnorodnymi próbami zreformowania sztuki sakralnej.




