Odyseja Nolana, albo co z niej wynika
Oglądając ten film, trudno uniknąć wrażenia, że świat stoi nad przepaścią, a reżyser zgrabnie prowadzi nas do puenty, demaskując kolejne oblicza wojny. Lawiruje pomiędzy odwagą i bohaterstwem, a bestialstwem i głupotą, pomiędzy utratą znaczenia, celu i wizji, a to wszystko w imię kontroli szlaków handlowych. Coś nam to przypomina?
Moment, w którym upada głowa Ateny, ścięta przez jednego z wojowników Odyseusza, jest jednocześnie momentem, w którym pada zdanie, że każda z tych małych ludzkich wojen jest początkiem i zwiastunem większej tragedii.
Film trąci moralizatorstwem, momentami wali nam prosto w oczy coachingowymi sloganami rodem z profili spolecznosciowych internetowych wróżek. Ale jest to przecież język, którym operuje współczesność. Język społecznie rozpoznawalny. Tak samo jak szerokie kadry, wartka akcja, wszechobecna groza, widmo wojny, utrata wartości, zbawienie, zdrada, wpływy czy seks.
Złapałem się w pewnym momencie na czymś znacznie ciekawszym. Nieważne, ile razy oglądalibyśmy wojnę – dramat jej przesłania przestaje do nas trafiać. Zamiast tego podziwiamy bohaterstwo postaci, zmyślność fortelu, ubiór wojowników, ich ciała. Dramat przegranych ginie pod naporem „naszych”.
Odkryłem jednak, że w wojnie jest jeszcze coś, co porywa naszą wyobraźnię. Jest to zmiana naturalnego porządku rzeczy. Ludzie nagle zostają wyrwani ze swoich rutynowych kontekstów, pracy, obowiązków, relacji społecznych. Paradoksalnie właśnie w tym ułamku chwili, kiedy coś wstrząsa ich bezpieczeństwem, znajdują się bliżej życia. Bliżej własnego instynktu.
Levinas pisał, że wojna ściąga z nas maskę moralności. Na wojnie bardzo szybko okazuje się, jacy ludzie nam towarzyszą. W tej rodzącej się brutalnej organizacji świata jest jakaś ponura prawda o nas samych. O tym, do czego jesteśmy zdolni. O tym, co zrobimy w imię życia i przetrwania.
Czy tak musi być?
Nolan krzyczy o tym, byśmy sobie przypomnieli, że za wojnę świat płaci najwyższą cenę. Że jej brud i zdrada, ale również zdrada nas samych, są czymś, co przez kolejne pokolenia będzie musiało zostać odpracowane. Dzisiaj i my jesteśmy odbiorcami aktów agresji. W Polsce obserwujemy je wobec mniejszości etnicznych, narodowych, innych wyznań, kultur i przekonań. Dotykają pomników, murali, dyrektorów, prezydentów. Tłum, na który również my się składamy, wrze i krzyczy.
Pytanie tylko, czy my ten krzyk słyszymy. Czy jesteśmy w stanie zrozumieć, że w tym spektaklu również bierzemy udział?
Mało dziś w sztuce mówimy o podziałach, różnicach i sprawach niewygodnych. Jedynie słuszna narracja zgody, liberalności, równości, jaką przyjęły kluczowe instytucje kultury, okrywa mrokiem wszystkie zachowania, które do niej nie pasują. W ten sposób tworzy się Jungowski cień naszej kultury. Cień, którego w tym kraju nagromadziło się bardzo dużo. Bo odwracanie wzroku od zjawisk nie sprawi, że one przestaną istnieć. Przeciwnie. Sprawi, że staną się silniejsze. Czas błahych tematów i egocentryzmu mija. Świat sztuki znowu zacznie mówić głosem rannych, wypartych, pokrzywdzonych, pokonanych, zdobytych i odepchniętych. Głosem przemian. Głosem technologii. Głosem nowej organizacji świata. Pozwólmy mu zatem być swoim głosem, zamiast kolejny raz go tłumić.
Cały przewrót i ewolucja dziejów opierają się na wybuchach tłumionej energii, która domaga się zajęcia właściwej sobie pozycji. W skali życia człowieka możemy to zjawisko nazwać przemianą pokoleniową, w skali narodów czy świata – wojną systemową.
Czy wyobrażam sobie świat bez wojny?
Nie.
Nauka chodzi na wojnę. Sztuka chodzi na wojnę. Ludzie chodzą na wojnę. Myśli chodzą na wojnę. Nie wiem, jak długo jesteśmy w stanie utrzymywać stan równowagi, wzajemnej tolerancji i akceptacji. Nie wiem, jak długo potrafimy dawać sobie nawzajem głos i prowadzić prawdziwy dialog. W tym momencie wydaje mi się jednak istotniejsze niż kiedykolwiek wcześniej, byśmy dbali o to, aby głosy dookoła nas były słyszane i widoczne, zanim staną się zauważalnie niebezpieczne.
Piotr Kolanko
Międzynarodowy artysta wizualny, kurator oraz właściciel Galerii Bałgan. CEO firmy LuxuryStands, specjalizującej się w projektowaniu i realizacji stoisk targowych oraz przestrzeni ekspozycyjnych. W swojej praktyce artystycznej łączy malarstwo, rzeźbę, rysunek i nowe technologie, w tym druk 3D. Jego twórczość oscyluje wokół antropologii, pamięci, snu oraz relacji między kulturą tradycyjną i współczesną. Realizuje projekty wystawiennicze i kuratorskie w Polsce oraz za granicą.
