Odpowiedź na tekst krytyczny Dominika Wrześniaka Czy inny Krakers jest możliwy? Wokół 15. edycji Cracow Art Week
Coroczne znęcanie się nad Krakersem przybrało już wymiar tradycji narodowej. Rola oprawcy zmienia się co roku, a pretendujący do kopania leżącego przez cały rok polerują swoje buty. Tylko czy Krakers rzeczywiście jest tym leżącym?
Zanim przejdę do analizy tekstu krytycznego dotyczącego tegorocznej edycji Krakersa opowiem wam coś o naszym kraju. Kraków jest Krakowem – ze swoim małomiasteczkowym romantyzmem, historią i prowincjonalnością, której często się wstydzi, zamiast traktować ją jako atut i własną autentyczność. Zakopane chce być Krakowem, Kraków Warszawą, Warszawa Berlinem i tak dalej. Tymczasem jesteśmy tylko albo aż sobą.
Dominik Wrześniak w swojej krytyce pisze o klęsce urodzaju. Tylko że nikt nie każe Panu Dominikowi chodzić wszędzie. Czy mamy pretensje do Open’era, że ma kilka scen? Życie jest sztuką wyboru, selekcji i umiejętności rozeznania, czemu poświęcić uwagę, a czemu nie.
Ja spędziłem Krakers głównie na swoich wystawach – w Galerii Bałagan i na wspomnianej przez krytyka wystawie „Need for Speed” w Subterii, realizowanej przez zarząd galerii oraz Fundację DYMY. Zajrzałem też do Adzika Kowalczyka na świetną wystawę, żeby porozmawiać z człowiekiem-instytucją, przyjacielem i – moim zdaniem – jednym z ciekawszych reliktów minionej epoki sztuki, kiedy szaleństwo artysty i oddanie sprawie szły w parze z jakością twórczości. Niestety, jest to dziś wymarły gatunek.
Wystawy w Bałaganie były czterema wystawami problemowymi autorstwa Wojciecha Łubianki, Lidii Masłanki, Adrianny Gajdziszewskiej oraz mojej nieskromnej osoby. Cztery wystawy dotyczące aktualnych i realnych problemów społecznych, opowiedziane współczesnym językiem nowych mediów. Cóż za gratka dla zmysłów – wie ten, kto trafił.
Sam koncept wystawy był zresztą krytyczny wobec tematu Krakersa, który stawiał na produkcję artefaktów i „bzdetów kultury”. My postawiliśmy na problemy związane ze zbieractwem i nadmiarem, przesytem, przbodźcowaniem, oraz tym co miasto chce ukryć i o szkodliwej działności przemysłu, na środowisko w naszym reionie. I bardzo mocno rezonowało to z ludźmi.
Po co jest Krakers? Właśnie po to, żeby całe miasto zaczęło żyć sztuką. Nagle w galeriach pojawiają się ludzie, których nie ma tam na co dzień. Odwiedzają miejsca, dyskutują, mają okazję przyjrzeć się nam, a my im. A jest się czemu przyglądać, bo przekrój jest ogromny – od fanatyków sztuki po regionalnych watażków chcących walnąć kreskę mefedronu na twoim parapecie.
Przyjeżdżają osoby zewsząd. Odwiedza nas Zakopane, Rzeszów, Warszawa. Przyjeżdżają ludzie. Artyści produkują swoje wystawy, Kraków żyje, imprezuje i jest sobą – takim, jaki jest. Może czasem czegoś nie rozumie, może opacznie odczytuje temat, może jest trochę zaściankowy, mało odważny, sklejony własnymi układami. Ale ciągłe znęcanie się nad nim wcale mu nie pomaga.
Po co jeszcze jest Krakers? Krakers integruje środowiska twórcze, kuratorskie i instytucjonalne. Zacieśnia więzi, sprawia, że możemy się sobie przyglądać i być może w przyszłości nie popełniać tych samych błędów.
Z tematami Krakersa jest ten problem, że istnieją. Już we wrześniu zaczynają się żarty o tym, co będzie tym razem. Miejsca generujące kulturę powinny przy tej okazji mieć swobodę i autonomię, żeby być sobą i pokazać swój najmocniejszy program. Ale może całe to szczerbate piękno i urok tkwią właśnie w temacie przewodnim? Wszyscy zastanawiają się, jak go obejść, zbojkotować, płynąć z nurtem albo zostać rebeliantem. Taki lokalny folklor.
Czy Krakers musi ewoluować? Przeobrażać się? Niekoniecznie. Nie bardzo też wyobrażam sobie, w jakim kierunku miałoby to pójść. Więcej dostojnych gości? Selekcja? Gorset? Pas cnoty? Ścisła ochrona tego, co może być, a czego już nie wypada?
Jest wiele zjawisk w sztuce, których nie rozumiem i które z mojego punktu widzenia wydają się nieprzydatne, ponieważ nie odnajduję ich wartości w treści własnego życia. Ale nie jestem tu sam, na szczęście. Inni mogą stać się odbiorcami tych wartości.
Z jednym należy się zgodzić – mamy w Krakowie problem z finansowaniem kultury oraz wsparciem dla młodych i starszych inicjatyw. Grupy tworzą się i szybko rozpadają. Brakuje stabilizacji, myślenia o rozwoju i skupienia na tym, co aktualnie generuje miasto. To tendencja znana wszystkim historycznym miastom, a nawet państwom. Dobro czasów minionych odciska piętno na teraźniejszości, które czasem wydaje się niemożliwe do przezwyciężenia.
Nie ferowałbym jednak ostatecznych wyroków. To nie Krakers ma zmienić oblicze krakowskiej sztuki i rynku sztuki w Krakowie.
Oczywiście przy okazji tego wydarzenia można by pokusić się o targi sztuki, zaproszenie galerii zewnętrznych, udostępnienie przez miasto dużych przestrzeni i solidnego finansowania na ambitne realizacje. Warto też pomyśleć o sponsorach, gościach zagranicznych, współpracy międzynarodowej, wymianach, mocnym otwarciu i afterach, na których środowisko rzeczywiście mogłoby się sieciować.
Czy jednak tego wszystkiego należy wymagać od Krakersa? Myślę, że plan promocji kultury i sztuki współczesnej powinien być wpisany w długofalową strategię miasta. Odpowiednie wydziały powinny otoczyć większą opieką miejsca, które dopiero się tworzą i budują swoją pozycję na rynku. Jeden Krakers, na którym co roku wiesza się psy, wiosny nie uczyni. Zwłaszcza przy małym budżecie, ograniczonym wsparciu i wiszącym nad nim nieustannym społecznym rozczarowaniu.
Podsumowując: Kraków jest niedofinansowany. Jego plan na siebie w znacznym stopniu omija współczesne sztuki wizualne. Środowisko często zamiast budować, demontuje dokonania innych i zanim urodzi się coś wartościowego, zdąży już zniknąć.To refleksja do nas wszystkich: czy taki obraz rzeczy naprawdę nam odpowiada?
Piotr Kolanko
Międzynarodowy artysta wizualny, kurator oraz właściciel Galerii Bałgan. CEO firmy LuxuryStands, specjalizującej się w projektowaniu i realizacji stoisk targowych oraz przestrzeni ekspozycyjnych. W swojej praktyce artystycznej łączy malarstwo, rzeźbę, rysunek i nowe technologie, w tym druk 3D. Jego twórczość oscyluje wokół antropologii, pamięci, snu oraz relacji między kulturą tradycyjną i współczesną. Realizuje projekty wystawiennicze i kuratorskie w Polsce oraz za granicą.

