Nr 18 lato 2025 edytorial Magdalena Ujma

Od redakcji /18/

Komedia prywatności

Czym jest to, co prywatne w czasach kultury obrazkowej? W czasach, kiedy odsłaniamy wszystko? I nawet, jeśli chcielibyśmy się uchronić przed totalnym obnażeniem naszych prywatnych tajemnic, to i tak inni użytkownicy Internetu wiedzą o nas więcej niż chcielibyśmy ujawnić. Nie mówiąc już o współczesnych władcach, oligarchach sieci, budujących swoje fortuny na monetyzacji naszych najbardziej osobistych danych, jakie im zostawiamy.

Pytanie o prywatność dzisiaj wydaje się tak samo ryzykowne, jak niezbędne. Coraz więcej uczestników platform społecznościowych zdaje sobie sprawę z tego, że nasze osobiste dane zmieniane są na bajońskie zarobki właścicieli Internetu. Trudno mówić jeszcze w tej chwili o masowych odejściach. Facebook wciąż posiada ponad 2,9 miliarda aktywnych użytkowników na całym świecie. Lecz trend wygląda tak, że w krajach rozwiniętych wzrost liczby użytkowników Mety uległ spowolnieniu, a nawet zanotowano lekki spadek. Inne jednak platformy społecznościowe przyciągają uwagę młodych roczników. Nastolatki wciąż wybierają Instagram i TikToka. Kreowana przez nie przestrzeń nie spełnia do końca wymogów przestrzeni publicznej, działa jak jej komercyjna namiastka. Mniejsza z tym.

Jak wygląda dzisiaj sposób korzystania z mediów społecznościowych? Tylko na podstawie własnych obserwacji widzę, że Facebook i Instagram zmieniły się w słupy reklamowe i wiele osób używa ich tylko po to, by po prostu zobaczyć najnowsze ogłoszenia i anonse dotyczące ich dziedzin zawodowych. W mojej bańce zaczęła się także fala – na razie niezbyt liczna – pożegnań i odejść z tych portali. Niektórzy z uporem maniaka postują swoje najnowsze outfity czy stylówki, a także opinie na tematy bieżące. Zdarzają się wszak afery z tym, że dziennikarze klecą teksty do gazet na podstawie wypowiedzi na Facebooku. Zdarzyło się to niedawno w przypadku pisarki Renaty Lis i jej wygłaszanych na Facebooku nieoficjalnych wypowiedzi politycznych oraz dziennikarza „Gazety Wyborczej” Arkadiusza Gruszczyńskiego, który z nich skorzystał. Tak czy owak, nikt już chyba nie myśli, że pokazywana w mediach społecznościowych „prywatność” jest jej realną wersją.

Można właściwie powiedzieć, że to, co prywatne i widziane w mediach, dzisiaj stało się kreacją – przynajmniej w niektórych przypadkach – … w imię ochrony prywatności. A rzeczywista prywatność wydaje się dzisiaj nieatrakcyjna. W branży modowo-urodowej popularny jest nurt pokazywania „nagiej” twarzy, bez upiększeń i makijażu. Czy też nieupiększonego, niepotraktowanego Photoshopem wizerunku ciała. Popatrzmy na te ciała i twarze. Naga twarz Pameli Anderson – to po prostu twarz potraktowana profesjonalnymi kosmetykami i kosztownymi kuracjami, z lekkim makijażem. Ciało bez upiększeń Małgorzaty Szumowskiej to po prostu ciało wytrenowane, potraktowane sportem, kuracjami i wyjazdami na wyspę Fuerteventura, wynikającymi z finansowych możliwości ich właścicielki. No dobrze, ale czy to znaczy, że prywatność jest wypadkową pozycji majątkowo-społecznej? Tak, nie wszystkich na nią stać.

Co zatem możemy powiedzieć dzisiaj o prywatności w sztuce? Czy nie jest przypadkiem czymś niepoddającym się teatralizacji, ujęciu w spektakl? Tak, że właściwie ją pomijamy? Czysto nowoczesne podejście, że to, co prywatne, jest publiczne, zakłada kompletną widzialność. Tymczasem dzisiaj to, co prywatne, raczej unika widzialności. Teraz prywatne pozostaje wstydliwe i głęboko schowane. W cyklu fotografii Pańcia Agata Zbylut przedstawia taką właśnie prywatność, która jest drugą stroną pokazywanych w kolorowych czasopismach „naturalnych” twarzy i ciał. Prezentuje mianowicie swoją twarz opuchłą, z siniakami i bliznami – po zabiegach kosmetycznych. Takich rzeczy się przecież nie ujawnia się publicznie.

Więc prywatność dzisiaj to po prostu znikanie z radaru widzialności, niewykrywalność. Zawsze mnie zastanawiało, co dzieje się, gdy zdjęcie zostanie zrobione, rolka nakręcona. Wyobrażam sobie, że wszystkie te osoby prężące muskuły, pokazujące profil od korzystniejszej strony, wciągające brzuch, by wypaść jak najnaturalniej, po prostu rozluźniają się jak sportowcy po wyczerpującym starcie. Rzucają się na bieżnię, machają rękami i nogami.

Jeśli zaś mowa o prywatności rozumianej rzeczywiście intymnie i konfesyjnie, ograniczę się do stwierdzenia dość oczywistego. Żyjemy w czasach psychologizacji wszystkich przejawów życia i nawet jeśli w grę wchodzi mówienie o własnym życiu wewnętrznym, podpieramy się slangiem poradników i pop-psychologii. Przeżywamy „traumę”; każdy ma „depresję”; patrzymy na naszą „relację” z „partnerem”.

Przeciwko takiej psychologizacji występuje artystka Katarzyna Sobczuk, której ostatnia książka Małe empirie robi furorę wśród czytelników i na konkursach literackich. I dobrze. Jak widać, couching się przejadł. Ciało i psyche nie są mechanizmem z instrukcją obsługi, czego nie rozumie współczesny świat (z kapitalizmem w roli głównej). Potrzebujemy innego języka do mówienia o naszym życiu, w tym o życiu wewnętrznym, niezależnie od tego, czy wpisuje się w naszą prywatność, czy nie.

Magdalena Ujma

Magdalena Ujma

Historyczka i krytyczka sztuki, kuratorka wystaw i projektów z zakresu sztuki współczesnej. Ukończyła studia z historii sztuki (KUL) i zarządzania kulturą (Ecole de Commerce, Dijon). Prowadziła Galerię NN w Lublinie, pracowała w redakcji kwartalnika literackiego „Kresy”, w Muzeum Sztuki w Łodzi i w Galerii Bunkier Sztuki w Krakowie. Obecnie sprawuje opiekę nad kolekcją w Ośrodku Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora „Cricoteka” w Krakowie. Jest wiceprezeską Sekcji Polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki AICA.