Nr 21 wiosna 2026 recenzje Agnieszka Jankowska-Marzec

Niezwykła kobieta w Krakowie…

Joanna Braun, Ręka, noga, mózg na ścianie
Miejsce: Leto Gallery, Warszawa
Czas: 15.05 – 30.06.2026
Kuratorka: Marta Kołakowska

Widok wystawy, Joanna Braun, „Ręka noga mózg na ścianie”, Leto Gallery, fot. Bartosz Górka, dzięki uprzejmości galerii Leto

„Niezwykła kobieta w Krakowie, a wcale nie jest tak wiele takich kobiet w Krakowie” – słowa Jana Polewki, scenografa i reżysera teatralnego, wydają mi się trafnym wprowadzeniem do opowieści o Joannie Braun; postaci nietuzinkowej, która od blisko sześciu dekad pozostaje aktywna w świecie sztuki. Wystawa w galerii Leto nie rości sobie jednak pretensji do bycia pokazem retrospektywnym prac „prawdziwej damy polskiej scenografii” ani do prezentacji jedynie jej dorobku scenograficznego. Jest raczej próbą przedstawienia, bez zbędnej koturnowości, wybranych dzieł artystki, dla której teatr jest największą życiową pasją.

Absolwentka krakowskiej ASP, dojrzewała artystycznie w opozycji do uczelni, zdecydowanie więcej czerpiąc z klimatu „krakowskich piwnic”: Galerii Krzysztofory, spektakli przeżywającej wówczas swoją świetność „Piwnicy pod Baranami” czy awangardowych poszukiwań Teatru 38. Nic więc dziwnego, że jej dyplomem była sztuka Szalona lokomotywa Witkacego, którego twórczość będzie ją fascynować przez długie lata. Na wystawie można oglądać jej niezrealizowane projekty kostiumów i scenografii do Panny Tutli Putli, pomyślanej przez Witkacego jako libretto do operetki. Opowieść o zderzeniu cywilizacji, pokazana przez miłosne perypetie kolonizatorów i tzw. „dzikich”, stała się dla Joanny Braun pretekstem do stworzenia kostiumów i scenografii, łączących swobodnie impulsy modowe lat 70. z historyzującym anturażem, w którym miała zapewne rozgrywać się szalona, tropikalna rewia.

Tematyka zagadkowej „operetki” Witkacego wychodziła naprzeciw antropologicznym fascynacjom krakowskiej scenografki. Jak sama wspomina, od zawsze pociągały ją inne, pozaeuropejskie kultury, od Japonii po Meksyk, gdzie spędziła blisko dwa lata, pracując w tamtejszym środowisku teatralnym. Podejście Joanny Braun do różnych kultur nigdy nie miało charakteru ortodoksyjnego, artystka ceniła eklektyczne rozwiązania projektowe, stąd jej kostiumy i dekoracje scenograficzne nie miały łatwo dającej się rozpoznać proweniencji. Doskonale odzwierciedla tę tendencję choćby projekt kostiumu ze spektaklu Ionesco Król umiera, przygotowany dla bielskiego Teatru Lalek Banialuka, przedstawiający postać w stroju jakby „szamańskim”, chowającym twarz za fantazyjną maską. Maski zdają się obsesją artystki, co nie powinno zaskakiwać, biorąc pod uwagę, że maskę trudno oddzielić od dziejów teatru, odkąd ten istnieje. Na wystawie zostały zatem zaprezentowane prace artystki z cyklu Autoportrety, w których granica między portretem a maską wydaje się nieuchwytna i chyba nieistotna. Sebastianowi Gawłowskiemu skojarzyły się one z planami ogrodów: „zarysy oczu, ust i nosa sugestywnie wyłaniają się z abstrakcyjnych form, które przywodzą na myśl plany ogrodów. Kształt głowy wydaje się być zbudowany z linii brzegowej niewielkiego stawu, obwarowania żywopłotów okalają burzę włosów, wzniesienia i wysepki markują policzki, żuchwę czy rozdziawione usta”1. Twarz człowieka, podobnie jak jego ciało, jest więc dla Braun polem eksperymentu artystycznego.

Seria gwaszy Pomniki opowiada o nim w sposób nie pozbawiony czarnego humoru; bo oto pomniki na krakowskich Plantach, poddane renowacji, wstydliwie skrywają swoje ciała za grubą warstwą folii lub bardziej dekoracyjnymi zasłonami. Przywodzą na myśl „chochoły” Wyspiańskiego albo opakowywane przez Christo i jego żonę Jeanne-Claude słynne budynki, które artyści pozbawiali pierwotnych funkcji. Pomniki Joanny Braun sprawiają więc wrażenie tajemniczych obiektów-fetyszów, kuszących nas niedbale wysuniętą stopą czy ręką; może kiedyś ożyją, podczas kolejnego spektaklu, rozgrywającego się w plenerze krakowskich Plantacji?

Rozważania o ludzkim ciele, wyrywającym się z ograniczeń stroju i związanej z nim roli społecznej, snuje z kolei artystka w cyklu Imfamki. Zainspirowana słynnymi płótnami Diego Velázqueza, przedstawiającymi hiszpańskie księżniczki, Braun „odwraca” ich los. Infantki na obrazach, o doskonale obojętnych twarzach, znikają pod ciężarem rozłożystych krynolin, uwięzione w dworskiej etykiecie i zaplanowanej dla nich przyszłości. Imfamki Braun buntują się, tańczą, przybierają fantazyjne pozy, zrzucając ciążące nad nimi fatum. Równocześnie są dla artystki pretekstem do zmierzenia się z materią papieru, którego urodę – mięsistość, elastyczność i zdolność do absorbcji – z widoczną przyjemnością eksploruje. Głęboko wierzy, że „to, co haptyczne, obejmuje całe ciało”2, ciało na papierze i z papieru wykonane, które w jej zamyśle powinno być dotykane. Braun korzysta z różnych papierów, gładkich, „spatynowanych”, czasami gniecionych, niekiedy scalonych smołą, po których rysuje posługując się lutownicą. Eksperymentalne poszukiwania zawsze były jej bliskie; pociągał ją teatr choreograficzny, papierowy i lalek, świetnie odnajdowała się w niestandardowych interpretacjach klasyki teatralnej. „Niezwykła kobieta w Krakowie”, choć realizująca projekty na całym świecie, o nieposkromionej wyobraźni, żartobliwie ostrzega nas tytułowym: ręka, noga, mózg na ścianie. Przed czym? Przed kim? Światem teatralnej iluzji? Trzeba koniecznie ją zapytać.

Widok wystawy, Joanna Braun, „Ręka noga mózg na ścianie”, Leto Gallery, fot. Bartosz Górka, dzięki uprzejmości galerii Leto

2 Cyt. za M. Smolińska, Haptyczność poszerzona. Zmysł dotyku w sztuce polskiej drugiej połowy XX i początku XXI wieku, Kraków 2020, s. 9.

Agnieszka Jankowska-Marzec

Agnieszka Jankowska-Marzec

Absolwentka historii sztuki na UJ. W 2007 roku uzyskała tytuł doktora w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ. Pracuje na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie. Jej zainteresowania naukowe koncentrują się na sztuce XX wieku i sztuce współczesnej. Niezależna kuratorka i organizatorka wystaw, członek SHS i sekcji polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki (AICA).