Nr 22 lato 2026 recenzje Dominika Krzywda

Nie odwracaj oczu od rozpaczy

Si On, Czarodziejska kobieta i inne opowieści
Miejsce: Bunkier Sztuki, Kraków
Czas: 22.04 – 30.08.2026
Kurator: Dorota Masłowska

Si On, It’s a Lonely Road
Miejsce: Galeria Arsenał elektrownia, Białystok
Czas: 12.06 – 6.09.2026
Kuratorzy: Stach Szabłowski i Michał Sroka

 


Wychodząc z wystaw Si On, nie potrafię od razu nazwać tego, co zobaczyłam. Zostaje jedynie przesyt, rozpacz, bezsilność i coś jeszcze – szyderczy uśmiech bijący z dzieł, który nie przynosi ulgi. Tego rodzaju doświadczenie zaskakująco precyzyjnie opisuje jeden z wierszy Justyny Kulikowskiej:

[…] Wyobraź sobie fizyczny odpowiednik słowa: rozpacz. Dłonie ludzi pracujących w fabrykach, spękane jak skorupa żółwia – wielkiego starego żółwia, dźwigającego ten świat. Wyobraź sobie pęknięcie: czekanie na koniec albo łzę, tak obsesyjnie jak na przelew ze skrilla. Wyobraź sobie miłość do ręki, która bije, pokorę wobec rąk, które skąpo karmią. Wyobraź sobie zmęczenie, którego nie obejmie żadne słowo ani forma1.

Wystawy Si On: Czarodziejska kobieta i inne opowieści w Bunkrze Sztuki oraz It’s a Lonely Road w Galerii Arsenał elektrownia w Białymstoku próbują zmierzyć się z fizyczną formą rozpaczy. Artystka urządza prawdziwy odpust bólu. Wszystkiego jest za dużo. Si On sięga po estetykę ludowego święta: plastikowe zabawki, brokat i intensywne kolory. To, co zwykle kojarzy się z dzieciństwem, zabawą i beztroską, zostaje wykorzystane do opowiedzenia o przemocy, bezsilności i emocjonalnym przeciążeniu. Dekoracyjność nie łagodzi bólu – przeciwnie, czyni go jeszcze bardziej widocznym. Ogromne formaty obrazów, wielość i intensywność kolorów – nie do nazwania. Kicz miesza się z cierpieniem. To prawdziwe święto rozpaczy. Kolor nie maskuje bólu. Zmusza, by patrzeć. Jednak materia u Si On nie istnieje sama dla siebie. Z plastiku, brokatu i zabawek wyłania się ciało – ciało, które nie jest już schronieniem, lecz miejscem, w którym rozpacz zostawia swoje ślady. Z tego paradoksu wyrasta cała wystawa.

Piękno nieustannie ściera się tu z przemocą, dekoracyjność z rozpaczą, dziecięca estetyka z doświadczeniem bezsilności. Żyjemy na co dzień wśród przeciwieństw, dążąc do równowagi, a może balans to utopia? Tylko, jak pozbyć się rozrywających od środka zmartwień? Sama Si On mówi o malowaniu nie jako o terapii, lecz jako o sposobie wyrzucania z siebie tego, czego nie da się unieść.

Obserwuję, jak ludzie niszczą siebie nawzajem. Czuję cudzy ból za mocno, aż do przesady. Nie znoszę niesprawiedliwości, przemocy. Jestem wściekła również na siebie – za bezsilność, za to, że nie potrafiłam się postawić, ale też za to, że nie potrafię sobie tego wybaczyć. A jednak świat nie jest tylko brutalny. Jest również absurdalnie piękny. Jedno zawsze idzie z drugim w parze. Piękno z kolcami, dobroć z bliznami. Dobrzy ludzie, okropni ludzie – wszystko wymieszane jak jakaś zepsuta zupa. A ja tę zupę wylewam na płótno…2.

W tej metaforycznej zupie łatwo odnaleźć emocje, które trudno nazwać, ale jeszcze trudniej z siebie wyrzucić. Mówi się: „Po oczach poznasz człowieka”, tymczasem twarze kobiet na obrazach w Bunkrze Sztuki są puste, często zakryte bądź wypełnione innym światem, jak w pracy Taka jesteś ładna I, w której oczy, a w nich kolejne postacie, pojawiają się na tle brokatowej twarzy, jak dwa znaki ostrzegawcze. Zęby stworzone z luster przyciągają twoją własną, poćwiartowaną twarz. Lustro nie oddaje twarzy wiernie. Rozcina ją na fragmenty. Widz nie pozostaje obserwatorem – zostaje wciągnięty do obrazu. Lustro nie odbija rzeczywistości, lecz pokazuje, jak łatwo współczesne doświadczenie rozpada się na obrazy, emocje i role. Odbicie rozbija widza. Każe zobaczyć siebie jako część tej opowieści.

Roślino-kobiety w obrazach Szalony kwiat, Obserwator, Istota kobiety nie dają ukojenia, tak jak wtedy, gdy przebywamy w naturze. Osoba na obrazie rozrasta się, widać korzenie, grzybnię, włókna mięśni, pnącza, fale – natura to materia emocji, której nie sposób kontrolować. Może tak wygląda bezsilność i przymus patrzenia na rzeczy rozrywające nas od środka, a jednak od nas niezależne.

To doświadczenie nie kończy się jednak na ciele. W białostockiej wystawie rozpacz zostaje wpisana również w historię pracy i przemocy społecznej. Bohater klasy robotniczej przypomina ukrzyżowanego Chrystusa – nie heroicznego zwycięzcę, lecz człowieka złożonego w ofierze codzienności. Staje się figurą pracy, która zamiast dawać godność, prowadzi do wyniszczenia. Obok znajduje się instalacja Człowiek XXI wieku: wózek inwalidzki wypełniony dziesiątkami twarzy ukrytych pod pończochami. Indywidualność zostaje odebrana, zostaje jedynie anonimowy ciężar współczesnego życia. Przemoc nie ogranicza się tu do pojedynczych aktów okrucieństwa. Przenika codzienność – pracę, relacje społeczne i doświadczenie wykluczenia. Czy da się w tym świecie wzrastać?

To pytanie nie znajduje odpowiedzi. W kolejnej sali przybiera jedynie nową formę. Najbardziej przejmującym momentem wystawy okazuje się instalacja Zużyci ludzie. Sterta. Kukły ustawione w kręgu tworzą rodzaj wspólnoty, wśród której widz może chodzić. Nie ogląda jej z zewnątrz, lecz staje się częścią zgromadzenia. Psychodeliczna muzyka odbiera poczucie orientacji. W centrum znajduje się Dom sprzed wspomnień – schronienie pozbawione bezpieczeństwa, miejsce bardziej przypominające pustą skorupę niż dom. Nad całością zawieszony został monumentalny obraz Prawda czy fałsz. Kobieca twarz z charakterystycznie zniekształconymi oczami nie tyle obserwuje widza, ile zdaje się panować nad całą przestrzenią. Trudno powiedzieć, czy jest świadkiem tej sceny, jej ofiarą, czy może sumieniem. To już nie pojedyncze wyczerpanie. To krajobraz bezsilności.

Monumentalne formaty nie pozwalają oglądać obrazów z bezpiecznego dystansu. Widz nie stoi przed nimi – zostaje przez nie pochłonięty. Wobec tych prac własne ciało wydaje się małe, a emocje, które zwykle udaje się odsunąć, wracają z całą siłą.

Obie wystawy opowiadają tę samą historię, ale innymi środkami. W krakowskim Bunkrze Sztuki ciężar przenosi się na ciało – miejscem, w którym zapisuje się doświadczenie przemocy i bezsilności stają się twarze, spojrzenia i kobiece postaci. W Białymstoku większą rolę odgrywa przestrzeń oraz monumentalność obrazów, które dosłownie zagarniają widza. To jednak nie dwie odrębne narracje, lecz dwa etapy tej samej opowieści. Najpierw rozpacz znajduje swoje ciało, potem rozrasta się do rozmiarów środowiska, z którego nie sposób się wycofać. Dopiero oglądane razem, wystawy te pokazują pełnię języka Si On – języka, w którym emocja nie jest czymś wewnętrznym, lecz materialnym doświadczeniem świata.

Rozpacz u Si On nie ma twarzy jednej osoby. Jest plastikiem, brokatem, lustrami, farbą, ogromnym płótnem i ciałem rozrastającym się poza własne granice. Nie jest uczuciem, które można opowiedzieć. Jest materią, której nie sposób ominąć.

1 J. Kulikowska, Pętelka, [w:] Hejt i inne bangery, Kraków 2018.

2 S. Szabłowski, Jakby jutra miało nie być. Rozmowa z Si On, „Mint Magazine”, https://mintmagazine.pl/artykuly/jakby-jutra-mialo-nie-byc-rozmowa-z-si-on [dostęp 1.08.2026].

Dominika Krzywda

Dominika Krzywda

Nauczycielka języka polskiego i arteterapeutka. Interesuje się wychowaniem przez sztukę oraz tym, jak literatura i obrazy pomagają rozumieć emocje i doświadczenia. Tworzy projekt troskliwostki poświęcony sztuce w edukacji.