Mit, który nie pozwala uciec
Laura Gutowska, Lorelei
Miejsce: Van Rij Gallery, Kraków
Czas: 6.02 – 6.04.2026
Kurator: Jakub Pojda
„Lorelei” oznacza w języku staroniemieckim „szemrzącą skałę”. To słowo staje się kluczową ideą całej wystawy. Kurator projektu Jakub Pojda, podczas wernisażu w Galerii Van Rij zaznaczył, że zainspirował go utwór Cocteau Twins o tym samym tytule. Ideę Lorelei kurator odniósł do dzieł Laury Gutowskiej, traktując ją jako ramę interpretacyjną całej ekspozycji. Inspiracją stał się utwór, w którym wokal Elizabeth Fraser przypomina śpiew w prywatnym, nie do końca zrozumiałym języku – bardziej emocjonalny niż znaczeniowy. Podobnie działają obrazy Gutowskiej: przyciągają intensywnością barw i ekspresją postaci, zanim jeszcze pozwolą ułożyć się w jednoznaczną opowieść.
Mit syreny, której śpiew prowadzi żeglarzy ku niebezpiecznym skałom, staje się tu metaforą przyciągania i grozy obecnych w obrazach Gutowskiej.
Legenda o Lorelei – syrenie z rzeki Ren – opowiada o śpiewie, który prowadzi żeglarzy na niebezpieczne skały, przywodząc ich w ten sposób do zguby. Utwór Cocteau Twins jest celebracją emocjonalnej głębi i onirycznego piękna, pozwalając słuchaczowi zagłębić się w tajemniczy, eteryczny świat. Podobny nastrój ewokują także obrazy Laury Gutowskiej. Ich intensywna kolorystyka podkreśla atmosferę niepokoju, a wyraźne, niemal graficzne kontury twarzy wzmacniają ekspresję przedstawionych postaci. To właśnie w tych obrazach pojawiają się „szmery herstorii” – subtelne ślady doświadczeń kobiet, które artystka wpisuje w mitologiczne narracje.
Mit Lorelei staje się na wystawie raczej punktem wyjścia niż główną osią narracji. Ciężar opowieści Gutowska przesuwa bowiem ku figurze Dafne. Jak pisał barokowy poeta Samuel Twardowski, ta ostatnia ucieka – „jak sarenka strzeli w las pierzchliwie”. Motyw pogoni i lęku powraca w przedstawieniach Gutowskiej jako jeden z głównych tematów.
Ścigana przez Apolla, uprzedmiotowiona i pozbawiona sprawczości, Dafne znajduje ocalenie dopiero przemieniając się w drzewo. Nie jest to jednoznaczne wybawienie. W ujęciu artystki Dafne nie tyle znika, ile pozostaje w stanie zawieszenia i bólu – jej ciało nosi ślady cierpienia, przywodzące na myśl ikonografię pasyjną.
Na wielu pracach twarz Dafne przybiera chłodny, niebieskawy odcień – być może to ślad interwencji ojca nimfy, boga rzeki, który wyrywa ją z objęć beznadziejnej miłości i oddaje naturze. W obrazie Apollo i Dafne – whole story drzewo obejmowane jest przez Apolla; gest ten można odczytać jako akt zawłaszczenia, ale także jako symboliczne przypisanie Dafne nowej tożsamości. Przemieniona ukochana staje się drzewem laurowym – znakiem zwycięstwa, chwały i mądrości.
Ten triumf nie jest jednak jednoznaczny. W to zwycięstwo wpisane jest podporządkowanie. Apollo przekazuje Dafne swój ogień – na dwóch obrazach powraca pomarańczowa poświata – lecz ona pozostaje zakorzeniona, unieruchomiona. Nimfa staje się wawrzynem – znakiem zwycięstwa Apollina, a zarazem formą własnego unieruchomienia.
Ten mitologiczny bagaż nie funkcjonuje jednak wyłącznie na poziomie narracji. Symboliczna warstwa prac nie wyczerpuje ich znaczenia – równie istotna pozostaje forma, w jakiej artystka buduje swoje przedstawienia. Światło nie przynosi tu ukojenia. Pojawia się jako nagłe przebłyski żółcieni, wpadającej momentami w niemal neonowy odcień, który zamiast rozjaśniać, wprowadza napięcie. W obrazach Pyram i Tyzbe oraz Apollo i Dafne – whole story barwa działa jak wizualny krzyk. Tła są dramatyczne, nasycone kolorami, a ciała postaci dalekie od klasycznej gładkości. Farba nakładana jest warstwowo, miejscami surowo, co potęguje wrażenie niedokończenia i emocjonalnego rozedrgania. Kontury twarzy pozostają wyraźne, niemal graficzne – jakby miały powstrzymać rozlewającą się ekspresję. Najciekawszy w tej strategii okazuje się moment, w którym Gutowska pozwala formie „pękać” – to właśnie tam, gdzie obraz traci gładkość, narracja odzyskuje największą siłę.
Pozostaje jednak pytanie, czy ta wizualna intensywność rzeczywiście przywraca Dafne sprawczość, czy raczej wpisuje ją w kolejny porządek unieruchomienia.
Kontrastem wobec tej intensywności są kompozycje utrzymane w kolorach ziemi – Dafne i Apollo jako czarne słońce, Zamieniona w drzewo, Apollo i Dafne. Tonacja staje się tu cięższa, bardziej przygaszona, jakby emocje zapadały się w głąb materii obrazu.
Narracja wystawy nie ogranicza się jednak do historii Dafne. Gutowska splata ją z innymi mitologicznymi figurami tragicznej miłości, budując wielogłosową opowieść o przemocy wpisanej w namiętność.
Motyw pęknięcia pojawia się nie tylko w obrazach. Podczas wernisażu tłum widzów potykał się o niskie platformy, na których rozłożono rozbitą porcelanę. Fragmenty naczyń, ostre i kruche zarazem, wymuszały ostrożność – jakby fizycznie wprowadzały w przestrzeń pęknięcia i rozpadu.
Wśród kawałków porcelany ustawiono także wazę z przedstawieniem sceny z historii Pyrama i Tyzby – krwiste sylwetki kochanków przypominają, że w mitologii miłość niemal zawsze ociera się o śmierć. W tej samej części ekspozycji pojawiają się również ceramiczne przedstawienia Wenus z Amorem. Postaci utrzymane są w rozbielonej, niemal monochromatycznej tonacji – to jeden z niewielu momentów wizualnej ciszy na tej wystawie.
W tym kontekście symbolika miłości nabiera ambiwalentnego charakteru. Z jednej strony obecna jest Wenus – bogini uczucia i pożądania – z drugiej powraca historia Dafne, ognista i tragiczna, na zawsze zakorzeniona w naturze. Czy w tej opowieści miłość rzeczywiście może zostać nazwana triumfem?
Istotną rolę odgrywa także układ wystawy, który prowadzi widza przez kolejne napięcia między obrazem a obiektem. Rozmieszczenie prac oraz obecność rozbitej porcelany w przestrzeni ekspozycji wprowadzają element fizycznej niepewności, wzmacniając afektywny charakter całej realizacji. Poszczególne realizacje nie funkcjonują tu jako odrębne dzieła, lecz jako elementy spójnego układu napięć między pożądaniem, przemocą i unieruchomieniem.
Mimo kuratorskiej propozycji reinterpretacji mitu bohaterka pozostaje uwięziona w bólu i milczeniu, wciąż dźwigając ciężar doświadczeń kobiet uprzedmiotowionych. Czy w tej opowieści Dafne rzeczywiście odzyskuje głos – czy jedynie wybrzmiewa on w nowej, bardziej współczesnej tonacji?
Tekst kuratorski narzuca nam próbę przesunięcia akcentów mitu, jednak całkowite uwolnienie nie następuje. Dafne pozostaje figurą uwikłaną – piękną, lecz unieruchomioną w strukturze przemocy, którą wystawa raczej odsłania, niż przezwycięża. To napięcie stanowi zarazem największą siłę i najbardziej problematyczny punkt projektu.
W tym sensie wystawa powraca do figury Lorelei. Jak w legendzie o syrenie znad Renu, piękno okazuje się tu nierozerwalnie splecione z grozą, a uwodzący obraz prowadzi widza ku historii, w której namiętność i przemoc pozostają trudne do rozdzielenia.
Dominika Krzywda
Nauczycielka języka polskiego i arteterapeutka. Interesuje się wychowaniem przez sztukę oraz tym, jak literatura i obrazy pomagają rozumieć emocje i doświadczenia. Tworzy projekt troskliwostki poświęcony sztuce w edukacji.
