Nr 20 zima 2026 rozmowy Justyna Łada

„Miejsce, które pozostaje w ruchu, otwarte na dialog i gotowe na kolejne transformacje”. Z Justyną Ładą, dyrektorką BWA Ostrowiec Świętokrzyski, rozmawia Agnieszka Jankowska-Marzec

Agnieszka Jankowska-Marzec: W ubiegłym roku BWA Ostrowiec Świętokrzyski obchodziło trzydziestolecie istnienia. Jakie przedsięwzięcia udało ci się zrealizować w ramach jubileuszu?

Justyna Łada: Rok jubileuszu trzydziestolecia BWA Ostrowiec Świętokrzyski był dla nas czasem intensywnej pracy, ale też refleksji nad tym, czym instytucja sztuki może być dziś – dla miasta, dla artystów i dla publiczności. Świętowaliśmy przez cały rok, pod hasłem „Od Chaosu do LOOSTRA. 30 lat BWA Ostrowiec Świętokrzyski”. Hasło stało się dla nas nie tylko mottem, lecz także metaforą drogi, jaką przeszła nasza galeria: od pionierskich, często intuicyjnych działań lat 90., po współczesną, świadomą swojej roli instytucję kultury.

Zależało mi, aby jubileusz nie był jedynie celebracją, ale przede wszystkim wielogłosową opowieścią. Dlatego program był różnorodny i rozpisany na wiele wątków. Prezentowaliśmy różne języki wizualne – od abstrakcji w wydaniu Grzegorza Siembidy i Marii Gil po ekspresyjne obrazy Kingi Burek czy zestawione w artystyczny duet i dialogujące z naturą prace Nikity Krzyżanowskiej i Ewy Ciepielewskiej. W ciągu roku zaprezentowaliśmy 13 wystaw, w tym cztery przygotowane przez młode osoby artystyczne związane z poprzednią edycją LOOSTRA (Kinga Burek, Nikita Krzyżanowska, Kornel Leśniak, Anna Myszkowiak, Zuzanna Szary). To dla mnie ważne, bo LOOSTRO – dawny Jesienny Salon Sztuki – stało się jednym z kluczowych projektów wspierających młode pokolenie twórców. Aktualna odsłona, z ponad 600 zgłoszeniami i blisko 2000 prac, pokazała, jak duże jest zapotrzebowanie na tego typu platformy i jak silnie młodzi artyści poszukują miejsc, które traktują ich poważnie.

Jednym z filarów narracji jubileuszowej była wystawa 1995. Chaos i Bezruch, przygotowana we współpracy z Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej Elektrownia w Radomiu, które również obchodziło jubileusz – swoje 20‑lecie. To była okazja, by spojrzeć na rok 1995 jako moment symboliczny – czas zawieszenia, transformacyjnego niepokoju, ale też rodzącej się energii. Wystawa pozwoliła nam zobaczyć początki naszego BWA w szerszym kontekście polskiej sztuki lat 90.

Równolegle zależało mi na podkreśleniu roli lokalnych twórców. Dlatego przygotowaliśmy m.in. pierwszą indywidualną wystawę Waldemara Bylaka, artysty, który za życia nie doczekał się takiej prezentacji. To był dla nas gest przywracania pamięci i widzialności. Z kolei wystawa Eigengrau Marcina Jedlikowskiego – artysty średniego pokolenia, absolwenta krakowskiej ASP – stała się jednym z najważniejszych wydarzeń roku. Towarzyszący jej mural na ścieżce łączącej cztery ostrowieckie szkoły wszedł na stałe do miejskiego krajobrazu, co dla mnie jest szczególnie cenne: sztuka wyszła poza mury galerii i stała się częścią codzienności mieszkańców.

Jubileusz to także setki spotkań, warsztatów i działań edukacyjnych, które traktuję jako fundament naszej działalności. Wśród nich ważnym projektem była rezydencja Any Vostruchovaite, zakończona instalacją na dziedzińcu Ostrowieckiego Browaru Kultury.

Miniony rok był również momentem uporządkowania kwestii formalnych i przeprowadzenia rebrandingu. Chcieliśmy, aby identyfikacja wizualna galerii była jednocześnie elastyczna i uniwersalna, ale też mocno zakorzeniona w lokalności. Zależało mi na tym, by nazwa i wizualny język galerii wyraźnie wskazywały na Ostrowiec Świętokrzyski – na miejsce, z którego wyrastamy i z którym jesteśmy nierozerwalnie związani.

Patrząc na cały rok jubileuszowy, widzę go jako proces wzmacniania tożsamości instytucji. To był czas, w którym nie tylko świętowaliśmy przeszłość, ale przede wszystkim budowaliśmy fundamenty pod kolejne dekady. BWA Ostrowiec Świętokrzyski to dziś miejsce otwarte, dynamiczne i świadome swojej roli – i właśnie taką instytucję chcę dalej prowadzić.

Wspomniałaś o chęci wychodzenia poza mury galerii; najlepszym tego przykładem jest chyba wspomniany przez ciebie jubileuszowy mural Marcina Jedlikowskiego. Czy planujesz kolejne akcje i realizacje w przestrzeni publicznej miasta?

Mural Jedlikowskiego stał się ważnym gestem obecności BWA Ostrowiec Świętokrzyski w przestrzeni miasta, ale warto pamiętać, że był tylko jednym z trzech działań, dzięki którym w ubiegłym roku wyszliśmy poza mury instytucji. Kolejnymi były: żywa kopuła – roślinna instalacja wykonana przez Ewę Ciepielewską i Nikitę Krzyżanowską w ramach wystawy Petrichor to ulubiony zapach wężySteel Roots Any Vostruchovaite – praca powstała w ramach rezydencji artystycznej i dzięki dofinansowaniu z projektu BWA Europa. Realizacje te pokazały, jak bardzo potrzebujemy sztuki, która nie tylko „zdarza się” w przestrzeni publicznej, ale realnie ją uruchamia, wprowadza w nią nowe napięcia, pytania i wrażliwości.

Dla mnie sztuka w przestrzeni miasta nie jest dodatkiem ani ozdobą. To forma dialogu, która pozwala mieszkańcom doświadczać sztuki poza kontekstem galerii, w rytmie codzienności, w miejscach, które na co dzień nie kojarzą się z refleksją estetyczną. Właśnie dlatego tak zależy mi na kontynuowaniu tych działań. W tym roku planujemy kolejne murale – tym razem jako efekt pracy warsztatowej z mieszkańcami. Chcemy, by były zakorzenione w lokalnych mitologiach czy pamięci miejsc.

Jednocześnie bardzo chciałabym wrócić do tradycji umieszczania rzeźb w przestrzeni publicznej. Ostrowiec Świętokrzyski posiada niezwykle ciekawą kolekcję takich realizacji, o czym jednak często się zapomina. Wierzę, że jej wzmocnienie poprzez nowe realizacje – może stać się kolejnym impulsem do rozmowy o tożsamości miasta i o tym, jak sztuka współtworzy jego krajobraz.

Doświadczenia ostatnich miesięcy pokazały jednak, że równie ważna jak sama obecność sztuki w przestrzeni publicznej jest edukacja i budowanie kompetencji odbiorczych. Reakcje na Steel Roots na dziedzińcu Ostrowieckiego Browaru Kultury czy na mural Marcina Jedlikowskiego były dla nas lekcją: sztuka w przestrzeni wspólnej uruchamia emocje, bywa konfrontacyjna, potrafi dzielić. W szerszej skali widzimy to także w dyskusjach wokół pracy prof. Marka Cecuły w Kielcach czy rzeźby Maurycego Gomulickiego w Busku. Te sytuacje pokazują, że nadal potrzebujemy nie tylko odważnych realizacji, ale przede wszystkim rozmowy z mieszkańcami – o tym, czym jest sztuka współczesna, jakie pełni funkcje, dlaczego czasem prowokuje, a czasem niepokoi.

Dlatego działania w przestrzeni publicznej traktuję jako proces: artystyczny, społeczny i edukacyjny zarazem. Wychodzenie poza mury galerii to dla mnie nie tyle strategia, ile zobowiązanie – do budowania miasta, które nie boi się sztuki, i sztuki, która nie boi się miasta.

W październiku 2025 roku pokazywałaś w galerii wystawę w oparciu o zbiory BWA. Czy zamierzasz poszerzać kolekcję prac artystów, czy raczej środki finansowe ci na to nie pozwalają?

Wystawa Od Chaosu do LOOSTRA – 30 lat BWA Ostrowiec Świętokrzyski. Prace ze zbiorów BWA Ostrowiec Świętokrzyski, którą miałam przyjemność kuratorować w październiku 2025 roku, była dla mnie czymś więcej niż tylko prezentacją kolekcji. Traktowałam ją jako rodzaj archeologii instytucjonalnej – odsłanianie kolejnych warstw pamięci, historii i wyborów estetycznych, które przez trzy dekady współtworzyły tożsamość BWA Ostrowiec Świętokrzyski. Pokazaliśmy prace artystek i artystów tak różnorodnych, jak: Wanda Badowska‑Twarowska, Kinga Burek, Andrzej Brzegowy, Elżbieta Chodorowska, Kornel Janczy, Marcin Jedlikowski, Maria Koldryn‑Maron, Aleksander Laszenko, Magdalena Libero, Piotr Lutyński, Tadeusz Maj, Marcin Makulski, Wojciech Mendzelewski, Monika Misztal, Jan Musiałowski, Anna Myszkowiak, Aleksander Salij, Zbigniew Sawaryn, Grzegorz Siembida, Agnieszka Sitko, Jakub Słomkowski, Julia Szczerbowska, Jacek Sztuka, Tadeusz Szypowski, Sławomir Toman, Anna Alicja Trochim, Piotr Wójtowicz czy Piotr Woroniec.

Ta wystawa była swoistą zapowiedzią, przedsmakiem, a może nawet prologiem do drugiej odsłony LOOSTRA. Pozwoliła prześledzić nie tylko historię Jesiennego Salonu Sztuki, ale także zmieniające się wrażliwości, strategie twórcze i estetyki, które przez lata rezonowały w Ostrowcu Świętokrzyskim. To była opowieść o tym, jak konkursowe wybory jurorów stawały się zwierciadłem szerszych tendencji w polskiej sztuce współczesnej.

Jeśli chodzi o kolekcję – to jest ona dla mnie żywym organizmem, a nie zbiorem obiektów. To pulsująca tkanka instytucji, jej pamięć i jej przyszłość. Dlatego bardzo zależy mi na jej rozbudowie. Oczywiście, realia finansowe bywają wymagające, ale nie traktuję ich jako przeszkody nie do pokonania. Raczej jako wyzwanie, które mobilizuje do konsekwentnego budowania marki BWA Ostrowiec Świętokrzyski, wzmacniania relacji z artystami i partnerami oraz poszukiwania nowych źródeł wsparcia.

Wierzę, że instytucja, która poważnie traktuje artystów, powinna również poważnie traktować ich dzieła – także poprzez ich włączanie do kolekcji. Dlatego będę o to zabiegać. I już widzę pierwsze efekty tej konsekwencji: tylko w ubiegłym roku udało nam się pozyskać osiem nowych prac, co uważam za znaczący sukces.

To niewielkie kroki, ale każdy z nich wzmacnia fundamenty naszej instytucji. Wierzę, że w przyszłości kolekcja BWA Ostrowiec Świętokrzyski stanie się nie tylko świadectwem lokalnej historii sztuki, lecz także ważnym punktem odniesienia dla szerszych narracji o współczesności.

Gdy przeglądałam archiwum wystaw, jakie w ciągu minionych czterech lat, czyli odkąd objęłaś fotel dyrektorski, odbyły się w BWA, zwróciłam uwagę na to, że pokazywano prace artystów zarówno starszego, jak i młodszego pokolenia; związanych ze środowiskiem lokalnym, jak i działających poza Ostrowcem Świętokrzyskim. Jakimi kryteriami się kierujesz, zapraszając osoby artystyczne do zorganizowania swoich wystaw w galerii?

Program wystawienniczy BWA Ostrowiec Świętokrzyski traktuję jako wielowarstwową tkankę, w której spotykają się różne generacje, wrażliwości i geografie. Interesuje mnie zarówno to, co wyrasta z doświadczenia lokalnego, jak i to, co przychodzi z zewnątrz – bo dopiero w dialogu tych dwóch porządków powstaje przestrzeń realnej wymiany. Jako galeria samorządowa działamy dzięki środkom miejskim, ale jednocześnie mamy ambicję uczestniczyć w ogólnopolskim obiegu sztuki. To napięcie nie jest przeszkodą, przeciwnie – staje się twórczym impulsem, który pozwala budować markę instytucji na wielu poziomach jednocześnie.

Zapraszając osoby artystyczne, kieruję się przede wszystkim jakością i intensywnością ich wypowiedzi. Wiek, miejsce zamieszkania czy pozycja w polu sztuki nie są kategoriami rozstrzygającymi. Zdarza się więc, że obok osób ze znaczącym dorobkiem prezentujemy prace młodych osób artystycznych – i to zestawienie bywa niezwykle ożywcze. Młodość wnosi świeżość spojrzenia, a doświadczenie – głębię i kontekst. Razem tworzą pole napięć, które pozwala widzom zobaczyć sztukę jako proces, a nie hierarchię.

Lokalność traktuję jako ważny element tożsamości, ale nie jako zamknięty układ odniesienia. Artyści związani z Ostrowcem Świętokrzyskim potrzebują widzialności i przestrzeni do rozmowy z tym, co przyjeżdża z zewnątrz. Twórcy „importowani” z kolei często odkrywają w naszej galerii publiczność uważną, która nie jest nasycona instytucjonalnym mainstreamem, gotową na spotkanie. Właśnie w tej wymianie – czasem harmonijnej, czasem pełnej różnic – rodzi się sens naszej pracy.

Dlatego nasz program nie jest zbiorem odrębnych wystaw, lecz procesem budowania relacji: między pokoleniami, środowiskami, estetykami, a przede wszystkim między sztuką a społecznością lokalną. Staram się, by każda ekspozycja była nie tylko prezentacją, lecz także zaproszeniem do współobecności – do rozmowy o tym, kim jesteśmy jako miasto i jako część większego pola sztuki. Właśnie w tej wielogłosowości widzę przyszłość BWA Ostrowiec Świętokrzyski.

Ujęła mnie inkluzywność i różnorodność programu edukacyjnego i warsztatowego, jaki proponujecie dla różnych grup odbiorców: weekendy seniorów i półkolonie dla dzieci, ćwiczenia jogi, pikniki rodzinne i spacery po mieście…

Inkluzywność naszego programu edukacyjnego nie jest dodatkiem do działalności galerii, lecz jednym z jej fundamentów. Wynika zarówno z przekonania całego, niewielkiego liczebnie, ale niezwykle merytorycznego zespołu, że sztuka jest ważnym elementem życia społeczności lokalnej, jak i z mojego osobistego doświadczenia. Jako osoba od dziecka związana z ostrowiecką kulturą, znam tę tkankę społeczną od środka: jej potencjały, ale też jej wrażliwości i ograniczenia. To pozwala nam projektować działania, które są wypadkową naszych aspiracji i realnych potrzeb odbiorców.

Uważnie obserwujemy zarówno trendy sztuki współczesnej, jak i zmieniające się potrzeby edukacyjne. Nasza galeria, działająca w przestrzeni Ostrowieckiego Browaru Kultury, ma być – i jest – „trzecim miejscem”: przestrzenią spotkania, wymiany, współobecności. Chcemy, by każdy – niezależnie od wieku, doświadczenia czy kompetencji kulturowych – mógł znaleźć tu coś dla siebie. Stąd tak szerokie spektrum działań: od regularnych zajęć dla dzieci i młodzieży w ramach „Artystycznej Akademii BWA”, przez cykl „Let’s talk about art”, który pozwala rozmawiać o sztuce w języku angielskim, po warsztaty „Sztuka Mody”, zajęcia dla seniorów „Bliżej Sztuki”, pikniki rodzinne, spacery miejskie, spotkania autorskie i oprowadzania kuratorskie czy cotygodniowa joga.

Bardzo ważnym obszarem jest dla nas edukacja ekologiczna – nie jako trend, lecz jako odpowiedzialność. Wprowadzamy ją do programu konsekwentnie, wierząc, że sztuka może być narzędziem budowania wrażliwości na środowisko i relacje międzygatunkowe.

Wspólnie z Centrum Rozwoju Lokalnego prowadzimy również „4 WYMIAR – Międzypokoleniową Przestrzeń Twórczą”. To miejsce, w którym na co dzień spotykają się i tworzą seniorzy, a czasem także młodzież. Prezentujemy tam naprzemiennie sztukę młodych i starszych mieszkańców miasta, budując mosty między pokoleniami i pokazując, że twórczość nie ma wieku.

Wszystkie te działania traktujemy jako proces – organiczny, dialogiczny, otwarty. Wierzymy, że edukacja artystyczna nie polega na przekazywaniu wiedzy z góry, lecz na tworzeniu sytuacji, w których sztuka staje się wspólnym doświadczeniem. Dzięki temu BWA może być miejscem, w którym mieszkańcy nie tylko oglądają wystawy, ale współtworzą kulturę miasta.

 

Ostatni zjazd sieci BWA odbył się właśnie w Ostrowcu Świętokrzyskim. Jak wasze spotkania przekładają się na działania praktyczne?

Zjazd sieci dawnych BWA, który odbył się w październiku w Ostrowcu Świętokrzyskim, miał dla nas znaczenie wielowymiarowe. Z jednej strony stał się akcentem jubileuszu 30‑lecia naszej instytucji, z drugiej – przestrzenią realnej, pogłębionej pracy koncepcyjnej. Spotkanie dyrektorów galerii miejskich, przedstawicieli Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej oraz Narodowego Centrum Kultury, które było partnerem wydarzenia, stworzyło warunki do rozmów nie tylko o sztuce, lecz także o infrastrukturze, która tę sztukę umożliwia: o warunkach produkcji, prezentacji i dystrybucji działań artystycznych.

Jednym z najważniejszych tematów była kwestia wynagrodzeń dla osób artystycznych za udział w wystawach – temat trudny, ale fundamentalny, bo dotykający etyki instytucjonalnej i odpowiedzialności wobec twórców. Dyskusja była wielogłosowa, szczera, momentami bardzo intensywna. Uświadomiła nam, że choć łączy nas wspólna misja, to działamy w skrajnie różnych kontekstach: ekonomicznych, społecznych, politycznych, a nawet geograficznych. Te różnice przekładają się na możliwości i ograniczenia poszczególnych instytucji. Nie chodzi więc o jednomyślność, lecz o świadomość, że potrzebujemy wsparcia systemowego – stabilnych mechanizmów finansowania i transparentnych zasad współpracy z artystami.

A jeśli chodzi o praktykę codzienną – nasze spotkania naprawdę przekładają się na konkretne działania. Wspieramy się wzajemnie, polecając artystów, dzieląc się doświadczeniami, konsultując rozwiązania prawne i organizacyjne. Przez lata staliśmy się grupą, która funkcjonuje trochę jak rodzina: różnorodną, czasem dyskutującą, ale zawsze gotową, by pomóc sobie nawzajem. Ta sieć relacji jest jednym z najcenniejszych zasobów, jakie mamy – i realnie wpływa na jakość pracy naszych instytucji.

Sztandarowym projektem, z którym kojarzona jest instytucja, którą kierujesz, jest LOOSTRO, konkurs dla artystów wizualnych odbywający się w trybie biennale. Co, twoim zdaniem, zadecydowało o jego sukcesie?

Kiedy przekształcaliśmy Jesienny Salon Sztuki w LOOSTRO, punktem wyjścia była obserwacja polskich konkursów artystycznych. Zależało nam na stworzeniu formuły, która naprawdę coś uruchamia – nie tylko selekcję, ale proces. LOOSTRO miało być miejscem, gdzie sztuka nie tyle „startuje w konkursie”, ile wchodzi w obieg relacji, rozmów, napięć. I to się udało: od początku myśleliśmy o tym projekcie bardziej jak o laboratorium niż o podium.

Zmiana formuły była gestem świadomym. Zaproponowaliśmy format, który reaguje na to, co naprawdę dzieje się w polu – na nowe języki, nowe wrażliwości, nowe niepokoje. Nawet nazwa – LOOSTRO – jest tu znacząca. Neologizm, który brzmi trochę jak echo, trochę jak zaklęcie, a trochę jak nazwa miejsca, którego jeszcze nie ma, ale które dopiero się wydarza. I w tym sensie świetnie oddaje ducha projektu: ruch, przepływ, transformację, a jednocześnie zakorzenienie w Ostrowcu Świętokrzyskim, który staje się punktem odbicia, a nie ograniczeniem.

Na sukces LOOSTRA złożyło się wiele elementów, ale jednym z kluczowych było jury: osoby o wysokim kapitale symbolicznym, wrażliwe na nowe języki artystyczne, świadome odpowiedzialności, jaka wiąże się z ocenianiem młodej sztuki – oraz komunikacja. Od początku wiedzieliśmy, że jeśli chcemy dotrzeć do młodych artystów, musimy mówić ich językiem – nie infantylnie, ale adekwatnie. Dlatego postawiliśmy na różnorodne formy promocji, a także nowoczesne narzędzia zgłoszeniowe, które nie każą nikomu wypełniać formularzy jak z epoki faxu. To sprawiło, że LOOSTRO stało się projektem nie tylko widocznym, ale też realnie dostępnym – szczególnie dla tych, którzy dopiero zaczynają i nie mają jeszcze zaplecza instytucjonalnego.

Ogromną rolę w tej transformacji odegrał Sebastian Kustra, przewodniczący jury. To osoba, która nie tylko ocenia, ale współtworzy. Jego energia, wiedza i intuicja kuratorska sprawiły, że LOOSTRO od początku miało wyrazisty profil – jako projekt, który wie, po co istnieje. Sebastian był obecny na każdym etapie: od redefinicji formuły po budowanie marki.

Nie można też pominąć Jowity Paszko, koordynatorki konkursu. Jej praca to ten rodzaj alchemii instytucjonalnej, której nie widać na zdjęciach z wernisaży, ale bez której nic by się nie wydarzyło. To dzięki niej LOOSTRO ma strukturę, która jest jednocześnie stabilna i elastyczna.

Najważniejsze jednak jest to, co wydarzyło się po pierwszej edycji. Nie zamknęliśmy konkursu werdyktem. Zamiast tego potraktowaliśmy go jako początek. Zrealizowaliśmy siedem wystaw indywidualnych finalistów: Kingi Burek, Nikity Krzyżanowskiej, Zuzanny Szary, Kamili Stovrag, Samuela Kłody, Kornela Leśniaka i laureatki Grand Prix – Anny Myszkowiak – oraz rezydencję Any Vostryuchovaite.

Z dzisiejszej perspektywy LOOSTRO to projekt długodystansowy. Nie dlatego, że ma biennalową strukturę, ale dlatego, że generuje relacje, inicjuje procesy i redefiniuje rolę instytucji kultury. To nie jest konkurs, który „wybiera najlepszych”, ale współtworzy środowisko. I wierzę, że będzie dalej ewoluował – bo sztuka żyje tam, gdzie jest ruch, a LOOSTRO od początku było o ruchu.

Po tak intensywnym roku jubileuszowym, chyba przyszedł czas na odpoczynek. A może się mylę😉? Czy możesz zdradzić, co będzie się działo w Ostrowcu w bieżącym roku?

Jubileusz potraktowaliśmy jako moment przejścia, rodzaj energetycznego resetu, który otwiera nas na kolejny etap. A ten zapowiada się wyjątkowo intensywnie.

Już 14 lutego otworzymy dwie wystawy, które sygnalizują kierunki naszych tegorocznych poszukiwań: Wydech Bogumiła Książka, dialogujący z modernistyczną mozaiką z krakowskiego Hotelu Forum, oraz Układ współczulny Krzysztofa Marchlaka – opowieść o ciele, emocjach i systemach, które je organizują. Obie ekspozycje potrwają do kwietnia. Wiosną, od kwietnia do czerwca, zaprezentujemy wystawy indywidualne Darii Pietryki i Pawła Żugaja – osób artystycznych pracujących w odmiennych rejestrach, które łączy jednak wrażliwość na obraz jako przestrzeń pamięci, napięcia i śladu afektywnego. Latem, od czerwca do sierpnia, pokażemy prace Mirka Chudego oraz duetu Kalina Bańka-Kulka i Tomasz Kulka, wprowadzających do pola sztuki własne, konsekwentnie budowane narracje wizualne. Jesienią, we wrześniu i październiku, zaprosimy publiczność na wystawy Katarzyny Banasiak – jednej z finalistek aktualnej edycji LOOSTRA – oraz Jerzego Kosałki, artysty, który od lat redefiniuje relacje między sztuką, humorem i komentarzem krytycznym. Rok zamkniemy w listopadzie i grudniu wystawą Teresy Wełmińskiej i Andrzeja Wełmińskiego Rezydua i derywaty – projektem wprowadzającym do Ostrowca Świętokrzyskiego ważny głos twórców związanych z tradycją Cricot 2 i teatrem formy.

To jednak tylko jedna z warstw naszych działań. Równolegle będziemy pracować z publicznością – intensywnie, procesualnie, w duchu naszego motta: „BWA Ostrowiec Świętokrzyski – miejsce otwarte dla wszystkich”. Chcemy nie tylko rozwijać odbiorców, lecz także poszukiwać nowych partnerów, nowych kontekstów i sposobów obecności sztuki w życiu miasta i regionu, a naszej galerii – w ogólnopolskim polu wystawienniczym. Instytucja kultury, szczególnie samorządowa, działa zawsze na wielu poziomach jednocześnie: lokalnym, społecznym, edukacyjnym i artystycznym. Właśnie w tej wielowarstwowości widzę przyszłość BWA Ostrowiec Świętokrzyski – jako miejsca, które pozostaje w ruchu, otwarte na dialog i gotowe na kolejne transformacje.

Justyna Łada

Justyna Łada

Historyczka sztuki, artystka wizualna, kuratorka i promotorka młodej sztuki polskiej. Od 2021 roku jako dyrektorka BWA Ostrowiec Świętokrzyski zainicjowała głęboką metamorfozę instytucji, przekształcając m.in. Jesienny Salon Sztuki w LOOSTRO. W swojej praktyce artystyczno–kuratorskiej łączy analityczną świadomość trendów z uważnością na to, co wyrasta z miejsca i wspólnoty.