Książka jako złożone medium
Piękne książki
Miejsce: Galeria ASP w Krakowie
Czas: 20.02 – 21.03.2026
Idea, koordynacja i identyfikacja wizualna: dr hab. Aleksandra Toborowicz, prof. ASP
Agnieszka Jankowska-Marzec: Aleksandro, rozmawiamy w związku z odbywającą się w Galerii ASP wystawą Piękne książki. Mnie jednak interesuje początek twojej przygody z projektowaniem książek. Kiedy postanowiłaś, że będzie to wiodący nurt twoich działań twórczych? Jeszcze podczas studiów na Wydziale Grafiki ASP czy może nieco później?
Aleksandra Toborowicz: Projektowanie wydawnictw pojawiło się już w czasie studiów. Na początku jednak nie traktowałam go jako głównego kierunku swojej działalności.
Po raz pierwszy z projektowaniem publikacji zetknęłam się na trzecim roku na moim macierzystym Wydziale Grafiki – w ówczesnej Pracowni Form Reklamowych. Myślę, że zainspirował mnie wtedy sposób myślenia Jakuba Sowińskiego o projektowaniu publikacji. Kuba był wtedy asystentem w pracowni, a jest znakomitym projektantem książek. Był to projekt czasopisma – o sztuce erotycznej 🙂 – i pamiętam, że już wtedy ta forma pracy wydała mi się jednocześnie bardzo wymagająca i pociągająca.
Na studiach potrzebowałam wtedy pewnego reżimu i jasno określonych zasad – trochę w kontrze do mojej praktyki malarskiej, która opiera się głównie na intuicji. Projektowanie publikacji dawało właśnie taką strukturę: siatkę, rytm, porządek. A jednocześnie pozwalało te zasady testować i czasem świadomie je łamać.
Pomiędzy tym pierwszym projektem a późniejszymi realizacjami pojawiła się jeszcze bardzo ważna dla mnie przygoda z kwartalnikiem „Ha!art”. Wspólnie z Dagmarą Berską zaprojektowałyśmy cztery numery tego magazynu. Miałyśmy pełną swobodę działania – każdy numer wyglądał inaczej, a layout był zawsze podporządkowany treści. To była dla nas naprawdę świetna przestrzeń do eksperymentowania, zarówno formalnie, jak i typograficznie, i mówiąc wprost, sporo dobrej zabawy. Projekty te brały też udział w wystawach STGU „Overdesigned”, więc rzeczywiście sporo się w nich działo. 🙂
Kolejnym ważnym doświadczeniem była publikacja przygotowana z okazji jubileuszu Wydziału Grafiki ASP w Krakowie. Realizowałam ją w ramach pracy doktorskiej. Było to dla mnie ogromne wyzwanie – nie tylko projektowe, ale też redakcyjne. Trzeba było zebrać materiały od wszystkich pracowników i pracowni, uporządkować je i stworzyć z tego spójną publikację. Mogę powiedzieć, że był to dla mnie prawdziwy poligon doświadczalny.
Publikacja nosi tytuł Grafika ASP Kraków i została wydana w 2015 roku. Podsumowuje zarówno dorobek twórczy pracowników wydziału, jak i działalność dydaktyczną pracowni. Została nagrodzona w konkursie „Najpiękniejsze Książki Roku”, co było dla mnie bardzo ważnym momentem. W pewnym sensie otworzyło to kolejne możliwości pracy.
Dzięki temu otrzymałam zlecenie z Biblioteki Narodowej na opracowanie graficzne dziewięciotomowej publikacji – rękopisu Wacława Rzewuskiego O koniach wschodnich…, przygotowanego w dwóch wersjach językowych. Projekt był realizowany we współpracy z Muzeum Kataru. To było kolejne bardzo wymagające, ale też niezwykle ciekawe doświadczenie.
Myślę, że z czasem zaczęła mnie coraz bardziej fascynować sama idea książki jako złożonego medium – obiektu, który łączy tekst, obraz, rytm typograficzny i materialność. Projektowanie książki wymaga myślenia zarówno o strukturze narracji, jak i o doświadczeniu czytelnika: o tempie przewracania stron, relacji między obrazem a tekstem, o fizyczności papieru.
Projektowanie książek – szczególnie dla dobrych wydawnictw – jest dla mnie przyjemną pracą. W porównaniu z projektowaniem identyfikacji wizualnych czy plakatów daje większą swobodę, pomimo pewnych ograniczeń formalnych. Moje doświadczenia są bardzo dobre – najczęściej jest to współpraca oparta na zaufaniu.
To medium jest bardzo wielowarstwowe, a jednocześnie niezwykle wymagające – i chyba właśnie ta złożoność sprawiła, że z czasem stało się jednym z głównych obszarów mojej praktyki projektowej.
A.J.-M.: Jak wygląda twój proces projektowania książek?
A.T.: Zwykle zaczynam od rozmowy z pomysłodawcą publikacji – najczęściej z redaktorem prowadzącym. Pytam wtedy o bardzo skondensowane założenia projektu, właściwie o kilka słów najlepiej opisujących charakter książki. Na tej podstawie określam dwa–trzy pojęcia, które pomagają mi przełożyć treść na język wizualny. To ważny moment, pozwalający uporządkować myślenie o projekcie.
Następnie analizuję tekst i materiał wizualny – próbuję zrozumieć ich rytm, ton i strukturę. Interesuje mnie nie tylko treść, ale także sposób, w jaki materiał „pracuje” – gdzie pojawiają się pauzy, gdzie napięcia, gdzie potrzebna jest wizualna cisza.
W projektowaniu książki typografia jest narzędziem interpretacji tekstu – pozwala wydobyć jego rytm i strukturę. Już na tym etapie pojawiają się pomysły dotyczące rozwiązań formalnych: formatu książki, typografii, systemu siatki czy relacji między elementami graficznymi. Bardzo ważna jest dla mnie relacja między formą a treścią – staram się, żeby wszystkie decyzje projektowe wynikały z charakteru publikacji.
Doświadczenia zdobyte podczas pracy nad moim doktoratem były dla mnie w pewnym sensie poligonem, zarówno projektowym, jak i organizacyjnym. Od tamtej pory staram się do każdego projektu podchodzić z dużym zaangażowaniem i zawsze szukać wyraźnej koncepcji. Zwykle próbuję balansować między czytelnością i prostotą a bardziej nieoczywistymi rozwiązaniami, które w subtelny sposób interpretują treść publikacji.
Przy każdym projekcie staram się znaleźć charakterystyczny motyw oddający treść i charakter książki. W publikacjach ujawnia się on często dopiero w detalach – bardzo często jest to zabieg czysto typograficzny – w rytmie składu czy innych rozwiązaniach odkrywanych w trakcie lektury. Lubię też myśleć o książce jako o obiekcie wielowarstwowym, w którym pewne niuanse odkrywa się stopniowo.
Zwykle koncept udaje mi się uchwycić już podczas pierwszej intensywnej pracy nad projektem, czegoś w rodzaju burzy mózgów. To moment, w którym klaruje się całość. Często działam wtedy w pewnym ferworze, w skumulowanej energii. Bez tego nic dobrego nie powstaje. Później pozostają już raczej drobne korekty.
Staram się przy każdym projekcie określić pewne ograniczenia formalne, a jednocześnie znaleźć moment ich przełamania. Często są one zresztą nadane z góry – na przykład ze względów budżetowych – i w praktyce prawie zawsze jakieś istnieją. Im projekt jest bardziej poddany rygorom formalnym, tym często staje się prostszy i bardziej klarowny.
Na etapie pierwszych pomysłów i koncepcji wstępnych pojawia się zwykle wiele wersji projektu, które rozwijają się jedna z drugiej. Czasem powstaje ich naprawdę dużo – bywa, że mam kilkadziesiąt propozycji i wtedy pojawia się dylemat. W takich sytuacjach najlepiej się z tym przespać – następnego dnia wybór wydaje się znacznie prostszy. 🙂 Z doświadczenia wiem jednak, że pierwsze decyzje wizualne – takie pierwsze „strzały” – są najtrafniejsze.
Jeden raz zdarzyła się też odwrotna sytuacja: przekazałam wydawnictwu gotowy projekt – trzystustronicową, złożoną już publikację jako wstępną propozycję. Projekt został od razu zaakceptowany. 🙂 Pamiętam, że wtedy zupełnie nie miałam ochoty na dyskusje. Poza tym chciałam przetestować koncept w całości materiału.
Szkoda tylko, że w trakcie projektowania nie można pracować z fizycznym obiektem książki. Gotową publikację odbieram dopiero z drukarni, więc wszystko trzeba wcześniej sobie wyobrazić: proporcje, rytm stron i sposób, w jaki książka działa jako całość.
Michał Bratko: Czy w pracy nad książką pojawia się napięcie między twoją wizją projektu, oczekiwaniami autora a realiami wydawniczymi? Czy zdarzyło się, że musiałaś zrezygnować z kluczowego elementu projektu? Jak takie decyzje wpływają na poczucie autorstwa?
A.T.: Tak, napięcie oczywiście się pojawia. Nie znoszę sprzeciwu i wtrącania się w moje pomysły. 🙂 Czasem dochodzi do mocniejszych spięć z autorami i redaktorami. Ćwiczę wtedy swoją asertywność. :))
Myślę też, że projektowanie książki polega właśnie na szukaniu równowagi między własną wizją a realiami wydawniczymi. Autorstwo projektanta nie polega tu na całkowitej autonomii, ale raczej na umiejętności przełożenia treści publikacji na spójną formę, która będzie dobrze służyć zarówno autorowi, jak i odbiorcy.
Pamiętam jedną szczególną sytuację przy pracy nad publikacją Muzyka skalnego Podhala Krzysztofa Trebuni-Tutki dla Polskiego Wydawnictwa Muzycznego. Byłam wtedy przekonana o kongenialności mojego pomysłu na okładki trzytomowego wydawnictwa – miały być wizualną syntezą zapisu muzyki, samej idei zapisu, panoramy gór i energii. Niestety, autor skojarzył ten motyw z zapisem EKG i nie był już w stanie tego „odzobaczyć”. Ostatecznie skończyło się na zupełnie innym rozwiązaniu – mój byczy upór przegrał wtedy z uporem górala.
Projekt książki jest zawsze wynikiem współpracy wielu osób – autora, redaktora, wydawcy i projektanta – więc naturalne jest, że różne perspektywy muszą się ze sobą gdzieś spotkać.
Z mojego doświadczenia wynika jednak, że w przypadku publikacji dla instytucji kultury czy wydawnictw, z którymi współpracuję, relacje są zazwyczaj oparte na dużym zaufaniu. Najczęściej otrzymuję sporą swobodę w kształtowaniu formy książki i rzadko zdarza się, żeby kluczowe decyzje projektowe były podważane.
Oczywiście, pojawiają się też ograniczenia – budżetowe, technologiczne czy produkcyjne – które czasem wymuszają pewne zmiany. Nie traktuję ich jednak jako utraty autorstwa. Paradoksalnie takie ograniczenia często działają inspirująco i pomagają znaleźć rozwiązania prostsze, bardziej klarowne, a czasem nawet ciekawsze.
Najgorsze bywają jednak spięcia na ostatniej linii „projektant-drukarnia”, kiedy nagle okazuje się, że czegoś nie da się zrealizować albo brakuje jakiegoś kluczowego materiału czy papieru, choć wcześniej wszystko było uzgodnione. Zwykle wtedy nie ma już czasu na ceregiele i trzeba się poddać. Na tym ostatnim etapie niemal zawsze pojawia się jakiś kiks.
Myślę też, że projektowanie książki polega właśnie na szukaniu równowagi między własną wizją a realiami wydawniczymi. Autorstwo projektanta nie polega tu na całkowitej autonomii, ale raczej na umiejętności przełożenia treści publikacji na spójną formę, która będzie dobrze służyć zarówno autorowi, jak i odbiorcy.
A.J.-M.: Z jakich projektów jesteś najbardziej zadowolona? A może powinnam raczej zapytać: nad którymi projektami książek pracowało ci się najlepiej?
A.T.: To trudne pytanie, bo każdy projekt ma swoją historię i swoje wyzwania. Myślę też, że nie zawsze te projekty, które okazują się najważniejsze, są jednocześnie tymi, nad którymi pracuje się najłatwiej.
Na pewno bardzo ważna była dla mnie publikacja Grafika ASP Kraków, przygotowana z okazji jubileuszu Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Paradoksalnie nie był to projekt, nad którym pracowało mi się najprzyjemniej – właściwie nikt nie wtrącał mi się do projektu poza mną samą, a ja byłam ciągle niezadowolona z efektu. Była to jednak ogromna szkoła projektowania publikacji o dużej skali. Sporo się wtedy nauczyłam, także w sensie organizacyjnym – pamiętam na przykład akcept w drukarni, który trwał niemal 48 godzin bez snu.
Z kolei jednym z najważniejszych i jednocześnie najprzyjemniejszych projektów była dziewięciotomowa edycja rękopisu Sur les chevaux orientaux et provenant des races orientales (O koniach wschodnich i wywodzących się z ras orientalnych) Wacława Seweryna Rzewuskiego, realizowana dla Biblioteki Narodowej we współpracy z Qatar Museums. Była to realizacja o wyjątkowym rozmachu i prestiżu. Paradoksalnie był to też jedyny projekt w moim dorobku, w którym właściwie nie było ograniczeń budżetowych – a takie sytuacje wcale nie są dla projektanta najłatwiejsze.
Publikacja miała być monumentalna, elegancka i wyjątkowa. Mogłam więc pozwolić sobie na duży format nawiązujący do rękopisu, obszerne marginesy i bardzo jasną interlinię, a także druk w pięciu kolorach i skomplikowaną oprawę z użyciem szlachetnych materiałów. Największym wyzwaniem było jednak przeniesienie charakteru niezwykle bogatego, wielowątkowego i wielojęzykowego rękopisu do formy publikacji naukowej, która musi pozostać przejrzysta i czytelna.
Prace nad tym wydawnictwem trwały ponad dwa lata, a premiera odbyła się w 2018 roku podczas Międzynarodowych Targów Książki w Dosze w Katarze. Najbardziej intensywny moment pracy przypadł jednak na ostatnie dwa miesiące przed oddaniem publikacji do druku – wtedy powstawało jednocześnie niemal osiem i pół tomu. Był to też moment, kiedy byłam już prawie w ósmym miesiącu ciąży. Prawdziwy hardcore.
Dobrze wspominam również otwartość drukarni na możliwość zrealizowania nietypowej okładki przy publikacji profesora Krzysztofa Tomalskiego Alintaglio. Udało się wtedy wykonać dwadzieścia unikalnych egzemplarzy z okładkami na aluminiowych blachach, z tytułem wypiaskowanym w technice alintaglio profesora, której poświęcona jest publikacja. Za techniczne wykonanie okładek odpowiadał profesor Tomalski. Wszystkie okładki wyszły spod jego ręki – każda z nich różni się od siebie, dzięki czemu każdy egzemplarz książki stał się właściwie osobnym obiektem.
Ciekawym doświadczeniem był także projekt dwutomowego Catalogue of Incunabula in the National Library of Poland, który udało się zrealizować dzięki świetnej współpracy z warszawską drukarnią Marceli. Drukarnia podjęła się wykonania okładki w technice letterpressu oraz tłoczenia przechodzącego przez grzbiet, na wysokiej jakości papierze, co nadało publikacji bardzo szlachetny charakter.
Budująca była również możliwość zaprojektowania okładki publikacji Czesław Słania…, w której udało się zastosować rozwiązanie formalne imitujące perforację znaczków pocztowych.
A.J.-M.: Jesteś pomysłodawczynią wystawy prezentującej publikacje wyróżnione w konkursie Najpiękniejsze Polskie Książki. Co było największym wyzwaniem kuratorskim?
A.T.: Zestawienie bardzo różnych typów publikacji i pokazanie ich w jednej wspólnej przestrzeni. Na wystawie znalazły się prace stu projektantów i projektantek – z jednej strony laureatów konkursu Najpiękniejsze Polskie Książki, z drugiej studentów Pracowni Projektowania Książki na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie.
To zestawienie było dla mnie ważne także z dwóch perspektyw – projektantki i dydaktyczki. Z jednej strony mamy publikacje powstające na zlecenie wydawców, instytucji kultury czy muzeów – często o dużych nakładach i szerokiej dystrybucji. Z drugiej strony pojawiają się projekty studenckie, które mają bardziej eksperymentalny charakter i pozwalają na większą swobodę formalną.
Razem tworzą jednak bardzo ciekawy przegląd możliwości projektowania książki. Na wystawie można zobaczyć bardzo różne typy publikacji – od książek dla dzieci, przez katalogi wystaw i publikacje muzealne, po literaturę piękną czy wydawnictwa niszowe i artystyczne.
Wspólnym mianownikiem wszystkich tych realizacji jest wysoka jakość opracowania – rzetelność edytorska, funkcjonalność, oryginalność oraz świadoma forma estetyczna. Zależało mi na pokazaniu szerokiego spektrum współczesnego polskiego projektowania książki, ale też na stworzeniu pewnego dialogu między praktyką zawodową a projektami powstającymi w pracowni studenckiej.
Projekt książki nie polega na stworzeniu atrakcyjnego obiektu graficznego, ale raczej na znalezieniu takiej formy, która w możliwie precyzyjny sposób odpowiada charakterowi publikacji. Dlatego bardzo często rozwiązania projektowe są w książce subtelne i nie zawsze od razu widoczne. Ujawniają się dopiero w trakcie lektury – w rytmie typografii, w relacjach między tekstem a obrazem, w proporcjach marginesów czy w materiale, z którego książka jest wykonana.
M.B.: Czy „najpiękniejsza książka” może istnieć jako autonomiczny obiekt wizualny? Czy jej wartość projektowa jest jednak nierozerwalna z jakością i charakterem tekstu?
A.T.: Myślę, że książka bardzo rzadko istnieje jako autonomiczny obiekt wizualny. Oczywiście, może zachwycać formą – typografią, materiałem, konstrukcją czy oprawą – ale w przypadku większości publikacji projekt zawsze pozostaje w ścisłej relacji z tekstem.
Dla mnie kluczowa jest właśnie ta zależność między formą a treścią. Projekt książki nie polega na stworzeniu atrakcyjnego obiektu graficznego, ale raczej na znalezieniu takiej formy, która w możliwie precyzyjny sposób odpowiada charakterowi publikacji. Dlatego bardzo często rozwiązania projektowe są w książce subtelne i nie zawsze od razu widoczne. Ujawniają się dopiero w trakcie lektury – w rytmie typografii, w relacjach między tekstem a obrazem, w proporcjach marginesów czy w materiale, z którego książka jest wykonana.
Oczywiście, są też sytuacje, w których książka staje się obiektem bardziej autonomicznym – dotyczy to przede wszystkim książek artystycznych, gdzie forma może pełnić funkcję równorzędną z treścią, a czasem nawet ją wyprzedzać. Myślę jednak, że w większości przypadków „najpiękniejsza książka” nie polega na efektowności formy, ale na harmonii między treścią a jej wizualną interpretacją.
M.B.: Gdy spojrzy się na książki nagradzane na przestrzeni lat, widać pewien zbiorowy portret wrażliwości jurorskiej. Czy dostrzegasz powtarzalne cechy „książki nagrodzonej”? Czy może każda z nich jest piękna na zupełnie innych zasadach i opiera się próbie uogólnienia?
A.T.: Myślę, że trudno wskazać jeden uniwersalny model „książki nagrodzonej”. Jeśli spojrzymy na publikacje wyróżniane w różnych latach, widać raczej dużą różnorodność podejść projektowych – od realizacji bardzo klasycznych i typograficznie powściągliwych, po projekty bardziej eksperymentalne.
Jednocześnie można zauważyć pewne powtarzające się cechy. Najczęściej są to publikacje bardzo dobrze przemyślane pod względem edytorskim – spójne, konsekwentne, dopracowane w detalach typograficznych i materiałowych. Widać w nich dużą świadomość projektową i szacunek dla samej struktury książki.
Myślę też, że jurorzy często doceniają projekty, w których forma nie jest przypadkowa ani dekoracyjna, ale wynika bezpośrednio z charakteru treści. W takich przypadkach projekt jest jednocześnie bardzo prosty i bardzo precyzyjny. Często są to publikacje, które nie epatują formą, ale imponują jakością opracowania i uważnością na detal.
Dobrym przykładem jest nagrodzona ostatnio publikacja autorstwa Szymona Zakrzewskiego Mnie się podoba. Jubileuszowa wystawa z kolekcji Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, wyróżniona w kategorii sztuka i fotografia. Jury doceniło w niej przede wszystkim spójność koncepcji graficznej, powściągliwość środków oraz funkcjonalność formy – w niewielkim formacie udało się zawrzeć zawartość obszernego albumu, tworząc publikację kameralną, a jednocześnie bardzo przemyślaną.
Dlatego powiedziałabym, że nie istnieje jeden wzór „najpiękniejszej książki”. Każda z nich jest piękna trochę na innych zasadach, ale niemal zawsze widać w niej uważność, konsekwencję i wysoki poziom kultury projektowej.
M.B.: Czy, twoim zdaniem, studenci projektują książkę inaczej niż dziesięć lub piętnaście lat temu? Jak zmienia się sposób myślenia o linearności czytania?
A.T.: Myślę, że sposób myślenia o książce rzeczywiście się trochę zmienia. Mam wrażenie, że dzisiejsi studenci swobodniej podchodzą do struktury książki i do samej linearności czytania. Być może wynika to z doświadczenia mediów cyfrowych, w których poruszamy się raczej nielinearnie – przeskakujemy między fragmentami, obrazami czy wątkami.
W projektach studenckich często pojawia się większa gotowość do eksperymentowania z narracją wizualną i relacją między tekstem a obrazem. W Pracowni Projektowania Książki można spotkać też takie obiekty, które niosą w sobie eksperyment – zarówno w formie, jak i w sposobie odbioru treści.
Jednocześnie staram się w pracy dydaktycznej przypominać o tradycji edytorskiej i typograficznej książki. Najciekawsze projekty powstają wtedy, kiedy świeżość i eksperyment łączą się ze świadomym rozumieniem struktury publikacji.
A.J.-M.: Zastanawiam się, czy obecnie, gdy media cyfrowe wypierają tradycyjne, zainteresowanie projektowaniem książek wśród studentów będzie nadal utrzymywać się na stałym poziomie? Michał zwracał uwagę, że być może cyfryzacja wymusza redefinicję roli książki…
A.T.: Nie mam wrażenia, żeby zainteresowanie projektowaniem książek wśród studentów słabło. Mam raczej poczucie, że może się ono nawet wzmacniać. W świecie zdominowanym przez media cyfrowe książka coraz częściej staje się czymś dodatkowym – obiektem bardziej wyjątkowym, prestiżowym i świadomie zaprojektowanym.
Już nie raz wieszczono zresztą koniec książki drukowanej – najpierw w dobie internetu, później e-booków – a ona wciąż istnieje i ma się całkiem dobrze. Widzę w tym też analogię do zainteresowania studentów pracowniami, w których stykają się bezpośrednio z materią, jak na przykład grafika warsztatowa. Mam wrażenie, że w epoce sztucznej inteligencji, dostępnej właściwie dla wszystkich, może pojawić się jeszcze większa potrzeba kontaktu z medium materialnym – a więc w pewnym sensie także unikalnym.
Można by oczywiście powiedzieć, że najbardziej ekologiczne byłoby w ogóle nie drukować książek. Trzeba jednak pamiętać, że świat cyfrowy również jest bardzo energochłonny i wcale nie pozostaje neutralny wobec środowiska czy klimatu. Czasami najbardziej ekologiczną decyzją jest po prostu zaprojektowanie dobrej, trwałej książki, która nie jest zbędnym produktem, ale rzeczywiście ma sens i wartość.
Oczywiście, zdarzają się też publikacje, które w pewien sposób przenikają się z językiem mediów cyfrowych. Czasami takie ograniczenie czy punkt odniesienia może działać dla projektu bardzo ciekawie.
Zresztą sama zdecydowanie wolę obcować z książką jako obiektem niż korzystać z wersji cyfrowej, która jest jednak odarta z wielu tych drobnych smaczków, jakie daje dobrze zaprojektowana publikacja.
M.B.: Rozmawiając o projektowaniu książek, nie możemy pominąć kwestii ekologicznych. Na ile odpowiedzialność środowiskowa wpływa, lub powinna wpływać, na decyzje projektowe?
A.T.: Myślę, że kwestie ekologiczne coraz częściej pojawiają się w rozmowach o projektowaniu książek i trudno je pominąć. Dotyczą one zarówno wyboru papieru, technologii druku, jak i samego podejścia do produkcji publikacji.
W praktyce projektowej często oznacza to na przykład wybór papierów z recyklingu lub takich, które pochodzą z odpowiedzialnych źródeł, a także bardziej powściągliwe stosowanie środków produkcyjnych. Czasami ekologiczne ograniczenia mogą wręcz działać inspirująco i prowadzić do prostszych, bardziej świadomych rozwiązań projektowych.
Jednocześnie trzeba pamiętać, że książka jest obiektem, który często funkcjonuje bardzo długo – bywa przechowywana przez lata, a nawet przez pokolenia. W tym sensie dobrze zaprojektowana i trwała publikacja sama w sobie może być pewną formą odpowiedzialności.
Można by oczywiście powiedzieć, że najbardziej ekologiczne byłoby w ogóle nie drukować książek. Trzeba jednak pamiętać, że świat cyfrowy również jest bardzo energochłonny i wcale nie pozostaje neutralny wobec środowiska czy klimatu. Czasami najbardziej ekologiczną decyzją jest po prostu zaprojektowanie dobrej, trwałej książki, która nie jest zbędnym produktem, ale rzeczywiście ma sens i wartość. Myślę więc, że odpowiedzialność środowiskowa powinna być jednym z elementów procesu projektowego, ale niekoniecznie jedynym kryterium podejmowania decyzji.
M.B.: Na koniec naszej rozmowy chciałbym cię zapytać, czy fakt, że łączysz praktykę projektową, działalność artystyczną i funkcję Dziekana Wydziału Grafiki ASP, związane przecież z doświadczeniem zarządzania, wpływa na sposób twojego myślenia o projektowaniu? Czy te role wzajemnie się przenikają?
A.T.: Myślę, że te role rzeczywiście w pewnym sensie się przenikają, choć staram się też je od siebie oddzielać. Praktyka projektowa, działalność artystyczna i praca dydaktyczna funkcjonują trochę w innych rytmach i wymagają innego rodzaju koncentracji.
Bez doświadczenia w pracy projektowej nie ma mowy o dobrej dydaktyce. W projektowaniu trzeba też umieć w pewnym sensie wejść w skórę odbiorcy – zdystansować się do własnego projektu i spróbować spojrzeć na niego oczami innych. To ciągła zmiana perspektywy widzenia i odbioru. Myślę, że ta umiejętność, nabyta w praktyce projektowej, przydaje się nie tylko w pracy ze studentami, ale także w zarządzaniu wydziałem i w relacjach z ludźmi.
Z kolei sama praca ze studentami sprawia, że kontakt z młodymi ludźmi i odważnymi, często eksperymentalnymi pomysłami daje napęd oraz sprawia, że człowiek się nie starzeje. 🙂
Funkcja dziekana to już zupełnie inny wymiar pracy – bardziej organizacyjny i odpowiedzialny za funkcjonowanie całej instytucji. Myślę jednak, że także w tym wypadku przydaje się myślenie projektowe: umiejętność patrzenia na strukturę, porządkowania procesów i szukania rozwiązań.
Projektowanie uczy też pewnego sposobu porządkowania rzeczywistości – takiego, który z jednej strony wprowadza ład, a z drugiej, w połączeniu z działalnością artystyczną, pozwala zachować przestrzeń dla twórczego fermentu i nowych pomysłów.
Oczywiście – obowiązki administracyjne potrafią niepotrzebnie pochłaniać zapasy energii, które można by lepiej przeznaczyć na własną twórczość.
Jest jeszcze jedna bardzo ważna dla mnie przestrzeń – działalność artystyczna, czyli moje malarstwo abstrakcyjne. Znajduje się ono na drugim biegunie wobec projektowania i zarządzania. Jest intuicyjne, daje oddech, świeżość i energię. Stanowi dla mnie odpowiedni balans.
Mam wrażenie, że te role w pewnym sensie się napędzają. Zdarza mi się przed jedną z nich uciekać z impetem w drugą. Czasem to najlepszy sposób, żeby odzyskać świeżość myślenia.
Czy to ma sens w dłuższej perspektywie? Nie wiem. Może tak.
A.J.-M. i M.B.: Dziękujemy za rozmowę!
Aleksandra Toborowicz
Dr hab. Profesor ASP w Krakowie, dziekan Wydziału Grafiki, kierownik Pracowni Liternictwa i Typografii. Artystka wizualna, projektantka wydawnictw, malarka. Jest laureatką wielu krajowych i międzynarodowych nagród. Brała udział w wielu wystawach w kraju i za granicą.
Agnieszka Jankowska-Marzec
Absolwentka historii sztuki na UJ. W 2007 roku uzyskała tytuł doktora w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ. Pracuje na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie. Jej zainteresowania naukowe koncentrują się na sztuce XX wieku i sztuce współczesnej. Niezależna kuratorka i organizatorka wystaw, członek SHS i sekcji polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki (AICA).
Michał Bratko
Absolwent Wydziału Malarstwa ASP w Krakowie. W pracy artystycznej, inspirowanej często typografią, porusza tematy związane z szukaniem sensów w obrębie znaków, odwracaniem znaczenia, sensualnością słowa. Od 2016 roku prowadzi z Kingą Nowak galerię Widna, w której powstało blisko trzydzieści projektów. W 2019 roku obronił pracę doktorską.



