Kraków sra na mnie
Bunkier. Historia aktywna
Miejsce: Bunkier Sztuki, Kraków
Czas: 24.09.2025 – 4.01.2026
Kuratorka: Magdalena Ujma
Grafiozbiór albo migotliwy urok konfiguracji
Miejsce: Bunkier Sztuki, Kraków
Czas: 24.09.2025 – 04.01.2026
Artystki i artyści: Roman Banaszewski, Andrzej Bębenek, Andrzej Bębenek , Zbigniew Bielawka, Gèr Boosten, Halina Cader, Marek Chlanda, Radu Dragomirescu, Olav Herman-Hansen, Stanisław Kluczykowski, Włodzimierz Kotkowski, Hieronim Kozłowski, Anna Krukowska, Wojciech Krzywobłocki, Piotr Kunce, Włodzimierz Kunz, Włodzimierz Kunz , Danuta Leszczyńska-Kluza, Luis López Loza, Carlo Lorenzetti, Zbigniew Lutomski, Lucjan Mianowski, Maria Mrozińska, Kay Murray Weber, Mściwoj Olewicz, Leonard Pędziałek, Leonard Pędziałek, Manfred Karl Piontek, Harr Scheffer, Krzysztof Skórczewski, Roman Skowron, Anna Sobol-Wejman, Dré Sprankenis, Konrad Srzednicki, Konrad Srzednicki, Władysław Targosz, Jan Uhrynowicz, Krzysztof Wejman, Stanisław Wejman, Danuta Westrych, Krystyna Wróblewska
Kuratorka: Marta Anna Raczek-Karcz
Ruch, który wraca do ciała
Miejsce: Bunkier Sztuki, Kraków
Czas: 24.09.2025 – 04.01.2026,
Artystki i artyści: Przemek Branas, Karolina Breguła, Agnieszka Brzeżańska, Yane Calovski, Grzegorz Demczuk, Karolina Grzywnowicz, Nadia Markiewicz, Horacy Muszyński, Maria Pinińska-Bereś, Józef Robakowski, Wilhelm Sasnal, Jadwiga Sawicka, Mikołaj Smoczyński, Konrad Smoleński, Magdalena Starska, Katarzyna Szymkiewicz
Kuratorki: Marta Lisok, Agnieszka Sachar
Uban 2 Gołąb
Miejsce: Galeria Bałagan, Kraków
Czas: 4.10 – 8.11.2025
Artystki i artyści: Maja Maciejewska, Adam Rzepecki, Olga Pawłowska, Adrianna Gajdziszewska, Przemek Bizoń, Marta Jamróg, Justyna Plec, Mateusz Rafalski, Andrzej Kowalczyk, Zofia Paloma Hyjek, Sandra Bąk, Piotr T. Mosur, Magdalena Byczk, Magdalena Kościsz, Władysław Markowski, Nikita Krzyżanowska, Jak Pies z Kotem, Nina Dziwoki, Grzegorz Bugaj, Karolina Zaborowska, Amelia Ambroży, Gabriela Kiczor-Bentkowska, Tomasz Rolniak
Kurator: Piotr Kolanko
Kraków stoi całą masą oddolnych inicjatyw, stale powstających i upadających kolektywów i galerii, do których nie trafisz, jeżeli nikt ci o nich nie powie. Tutaj naprawdę dużo się dzieje, zwłaszcza w październiku. Generalnie jest zapotrzebowanie na więcej krytyki, a szczególnie naświetlania tego buzującego energią undergroundu, który jest inny od instytucji głównego nurtu, bo sztuka, która tam powstaje, jest bliżej ludzi – jest szczera, bo wyrasta z codziennego doświadczenia. Jawi mi się jako ogołocona z patosu i autentyczna. Nie mamy dobrego medium do naświetlania takich wystaw. No, może Karnet, teraz Kraków Culture, ale mało które miejsca są w stanie pozwolić sobie na płatną promocję, aby znaleźć się w „polecanych”. Drukowanie i wieszanie plakatów na słupach to też zabawa, na którą mogą pozwolić sobie tylko najbogatsze instytucje. No cóż, można to robić na nielegalu… można?
Pozostają kanały komunikacji w social mediach, które są efemeryczne i narzucają krótkie formy tekstowe. Po wydarzeniach zostaje nikły ślad. Wydaje mi się, że najgorsze, co może się stać po zrobieniu wystawy, to cisza i poklepanie po plecach przez znajomych. W tym miejscu należy się hołd takim osobom jak @Kraków.sztuka za świetną oddolną robotę, dzięki której więcej osób wie, co w trawie piszczy. Mnie się marzy papier, bo gazetę można przypadkiem gdzieś zostawić lub przynajmniej performatywnie czytać na Stolarskiej.
Zestawiam tu dwie wystawy o całkowicie innym charakterze, w diametralnie różniących się od siebie miejscach. Jedna przedstawia wieloletnie działanie widocznej instytucji, wypowiadającej się o sztuce z pozycji władzy, a druga – zdobywanie widoczności i zwrot w stronę undergroundu, który może ewentualnie tę władzę zyskać.
Co się dzieje na powierzchni? Betonowy golem
Nie będę ukrywał, że słowo „jubileusz” mnie odpycha. Wchodzę na wystawę i myślę, że to ciężko będzie ugrać. Triada wystaw w Bunkrze, odkopującym archiwa i poszukującym dla nich współczesnego kontekstu, jest działaniem klasycznym dla instytucji – próbą ugruntowania swojej pozycji i pochwalenia się wieloletnią działalnością. Czy ta wystawa powstała, bo tak wypada? Co Bunkier chce na tym zyskać?
Na pewno założenia są ambitne. Ruch w stronę ciała to ruch ponownego odczytania zbiorów, podjęcie dialogu przez zestawienie ich z pracami współczesnych twórców i próba zastanowienia się nad ścieżkami rozwoju sztuki. Wystawa podejmuje koncepcje oryginalności, autorstwa, wystawy jako zbioru obiektów; zastanawia się nad statusem odbiorcy. Bunkier obiecuje nowy sposób rozumienia potencjału sztuki i pretenduje do nowatorstwa w dziedzinie instytucjonalnej prezentacji.
Dla mnie tekst jest dosyć blokujący interpretację wystawy: mówi mi, co mam myśleć i obiecuje bardzo wiele. Mogę tylko domyślać się, co Bunkier chce na tym zyskać. Po paroletnim remoncie i zmianach kadr chce się pokazać jako instytucja, która przeszła przeobrażenie i patrzy w przyszłość, jednocześnie będąc miejscem, które od dawna organizuje wokół siebie środowisko artystyczne. Nie można mu tego odmówić.
O historii Bunkra dowiemy się na wystawie archiwalnej piętro wyżej, wzbogaconej o grafozbiór – kolekcję grafiki warsztatowej, którą uważam za niezwykle cenną. Ukazuje grafikę jako medium, w którym najbardziej dynamicznie można było obserwować zmiany w świecie sztuki podczas powstawania kolekcji. Niestety, jej część została wyprzedana za bezcen na aukcji przeprowadzonej w BWA (tak, Bunkier był niegdyś Biurem Wystaw Artystycznych), w celu zdobycia finansowej niezależności. Dość nietypowa aranżacja ma nawiązywać do konstelacji gwiezdnych i ciekawie dynamizuje przestrzeń. Nie jestem jedynie fanem gigantycznych reprodukcji cyfrowych na ścianach i doboru śnieżnobiałych ramek, ale to drobiazg. Aranżacja reszty i dobór prac są super.
Wracając do Ruchu: gdzie on jest? Do wewnątrz, na zewnątrz? Może to ślad po ruchu? Klasa kuratorska, głęboko uwikłana w postrzeganie zjawisk z perspektywy instytucji, patrzy na artystów sygnalizujących zjawiska z zewnątrz jako na ruch wewnątrz instytucji. Zastanawiają mnie te działania, które mają zadawać pytania o status odbiorcy, prezentację dzieł sztuki oraz próbę zmniejszenia dystansu do widza. Oprócz pompatycznego opisu wita mnie instalacja Katarzyny Szymczykiewicz, zestawiona z nawiązującym formalnie obrazem Sasnala, zapraszająca do współtworzenia i uczestniczenia odbiorcy w przestrzeni z obrazem. Czy naprawdę czuję się obecny w instalacji malarskiej? Czuję, że stoję na środku holu galerii Bunkier Sztuki i jak się potknę o starannie wymalowane płótna o nieregularnych kształtach, to będzie przypał. Kawę wypijam pośpiesznie i wyrzucam do śmietnika, zanim ktoś w ogóle zauważy, że z nią tu wlazłem.
Na wystawie pojawia się też dokumentacja działania Karoliny Breguły, które miało na celu wprowadzenie widza w dezorientację wywołaną przez dysonans pomiędzy prezentacją eksponatu a poczęstunkiem – dzięki zawieszeniu ciasteczek na sznurkach w przestrzeni galerii. Według instrukcji obsługa miała bacznie obserwować widzów, którzy w konsternacji zastanawiali się, czy mogą sięgnąć po ciasteczko, nie chcąc niszczyć dzieła sztuki, a jednocześnie pragnąc zachować ogładę. Ci, którzy wyciągnęli po nie dłoń, pokrzepieni uśmiechem przez obsługę, mogli z nim odejść. Praca nawiązuje do sytuacji z 2011 roku w Ostwall Museum w Dortmundzie, gdzie dzieło When it starts dripping from the ceiling autorstwa Martina Kippenbergera, warte milion dolarów, uległo zniszczeniu poprzez wytarcie zamierzonego kurzu przez osobę sprzątającą.
Z jednej strony – archiwalna wystawa przedstawiająca bogatą historię poważnej instytucji, z drugiej – próba zmniejszenia dystansu. To trochę jakby betonowy golem chciał się przytulić. To zresztą pasuje do propozycji architektonicznej wejścia, które miało rzekomo przedstawiać ochraniającą gości dłoń. Myślę, że to ruch w dobrą stronę. Wielu ludzi uważa sztukę współczesną za nieprzystępną, nawet jeżeli wyraża problemy, z którymi się mogą zidentyfikować.
Underground
W Bunkrze status odbiorcy dzieł sztuki ma każdy, kto kupi bilet. Inaczej sytuacja wygląda w Galerii Bałagan, gdzie status odbiorcy dzieła sztuki ma każdy, kto – przechodząc ulicą Zwierzyniecką, przy numerze 4 – spojrzy w bramę. I właśnie tam, w z lekka obskurnym przejściu, kurator wystawy Urban 2 Gołąb, Piotr Kolanko, zaczyna mnie oprowadzać.
Witają nas murale powstałe specjalnie na wystawę. Przejawia się w nich mniej lub bardziej ukryty motyw gołębia, który stał się symbolem zawłaszczania przestrzeni, będąc świetną analogią do świata street artu, lub motywem ukrytego obserwatora, który jednak nie obserwuje świata z góry, ale z powierzchni ziemi. Murale pełnią też drugą funkcję – ocieplenia surowej przestrzeni, zawłaszczonej przez ptactwo, tak charakterystycznej dla podwórek Krakowa. Są to prace raczej minimalistyczne, być może dobór pokierowany był stworzeniem oddechu od natłoku tagów, które mnie nie martwią – raczej stanowią oznakę życia tego miejsca.
Dla mnie wymiar symboliczny ma opowiadanie o tych pracach tak samo, jak o tych w przestrzeni galerii. Sprawa jest jasna: mamy do czynienia z obrazem – czy został pięknie oświetlony w white cubie, czy nie, i tak samo można o nim rozmawiać. Ornamentalne murale Piotra Kolanki powstają w zawieszeniu pomiędzy spontanicznym działaniem intuicyjnym a wyrachowaną kalkulacją przy użyciu programów graficznych. Obok niego Przemek Bizoń – trochę z tej samej bajki, jednak o znacznie bardziej oszczędnych, abstrakcyjnych formach ograniczonych do czerni i bieli. Przywodzą mi na myśl odniesienia do malarstwa kaligraficznego Marka Tobeya i ekspresjonizmu abstrakcyjnego w grafficiarskim wydaniu Georges’a Mathieu.
„Pokazujemy tutaj sztukę, która staje w poprzek obecnym trendom, panującym nastrojom i klimatom społecznym” – opowiada kurator. Prowadzą nas kompozycje Niny Dziwoki i mural „Kraków sra na mnie” Marty Jamróg – artystki pochodzącej z Jasła, która nadaje opuszczonym przestrzeniom nowe znaczenia. Interesują ją miejsca i rzeczy wyjęte z obiegu: zniszczone budynki i zapomniane historie. W swoich działaniach przywraca im głos, przekształca to, co wyparte ze świadomości zbiorowej, w opowieść o mieście i pamięci. Nieopodal – kapliczka Tomasza Rolniaka, również związanego z Jasłem; murale Justyny Plec i Zofii Palomy Hyjek.
Przeciskam się przez korytarz pełen graffiti, który wypluwa mnie na obdrapany dziedziniec, gdzie znajduje się jeszcze więcej interwencji artystycznych. Są rzeźby, asamblaże, instalacje, płótna – a wszystko to ogrzewa ponury, październikowy dziedziniec. Czuję, że sztuka tutaj jest blisko codziennego doświadczenia, opowiada o ludziach i ich problemach. Kiedy przez te obiekty przemawia aktywizm, nie czuję, żeby był sztuczny. Czy to dlatego, że charakter galerii nie jest komercyjny? Jakbym zobaczył znak „Rzeka sraka” (Mateusz Rafalski) w Bunkrze, to węszyłbym szwindel. Czy w ogóle działania aktywistyczne powinny być przenoszone do galerii? Czy to jest ich miejsce? Może do archiwum miejskiego? Najlepiej – na ulicy.
To piękne, kiedy przestrzeń jest dopasowana do życia ludzi, którzy się w niej znajdują. Wyraża ich pragnienia, obawy, ale także potrzeby estetyczne. Schody na górę prowadzą do galerii z trzema przestrzeniami ekspozycyjnymi, która jest również pracownią – może właśnie ta użytkowość przestrzeni mnie tak urzeka. Zwierzyniecka jest miejscem, gdzie mieściła się jeszcze jedna buzująca wydarzeniami galeria, która już nie żyje.
R.I.P.KMWTW.
Może miasto mniej chętnie będzie pozbywać się galerii i pracowni, o których jest głośno.
Jest potrzeba takich przestrzeni – na eksperyment i artystyczny ferment, miejsc na tyle niezależnych, aby mogły ryzykować, zaczepiać i drażnić. Nie chcę demonizować instytucji takich, jak Bunkier, które zadają ważne pytania i starają się wprowadzać zmiany, bo wiem, że one są również uwikłane w babiloński system i muszą grać w tę grę. Pamiętajmy jednak, że sztuka nie dzieje się jedynie w galeriach, ale w pracowniach, na podwórkach, ulicach, lasach – wszędzie tam, gdzie istnieje ludzka aktywność, potrzeba wyrazu i komunikacji.
Jakub Sułecki
Urodzony w Krakowie w 2002 roku, student IV roku Edukacji artystycznej w zakresie sztuk plastycznych. W swojej praktyce artystycznej korzysta z różnych mediów: malarstwa, grafiki, rzeźby, często eksplorując przestrzenie na pograniczu dziedzin. Rozwijający się edukator, kurator, aktywny w środowisku twórczym.

