Każdy niesie własny kamień – i fragmenty kości, i odłamki skał w Cricotece
Wiktoria, i fragmenty kości, i odłamki skał
Miejsce: Ośrodek Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora CRICOTEKA w Krakowie
Czas: 21.01 – 22.03.2026
Osoby kuratorskie: Natalia Barczyńska, Kamil Kuitkowski
Wystawa zorganizowana w ramach projektu Cloakroom 2025/2026
Nasza codzienność to maszyna masowej nadprodukcji i nadkonsumpcji, w wyniku których stajemy się chronicznie przebodźcowani. Żyjemy, jak wdzięcznie ujmują to osoby kuratorskie w tekście do wystawy i fragmenty kości, i odłamki skał, w „permanentnym stanie wyjątkowym”. Jak nigdy, niezwykle trafne stają się słowa Susan Sontag: „Dziś ważne jest uleczenie naszych zmysłów. Musimy nauczyć się więcej widzieć, słyszeć i odczuwać”1. Warto przywołać je właśnie tutaj, gdyż ich autorka odnosiła się do tego, w jaki sposób odbieramy sztukę we współczesnej rzeczywistości nagromadzenia doświadczeń. Przesyt wpływa bowiem bezpośrednio na nasze zmysły, znacznie je nadwyrężając. Jako wypadkowe tych (i nie tylko tych) warunków w wielu przestrzeniach naszego życia pojawiają się taktyki wycofania. Obserwujemy popularyzację koncepcji postwzrostu (postgrowth) czy też dewzrostu (degrowth), szukamy sposobów na powrót do natury, jesteśmy zachęcani do życia „analogowego”. Wszystko to znajduje swoje odbicie w dyskursie kreowanym przez sztukę. Czy nasze obecne warunki oznaczają, że odpowiedzi powinniśmy szukać w tym, co pierwotne? Na ile możemy polegać na przeszłości, która już nie powróci?

Widok wystawy, Wiktoria, „i fragmenty kości, i odłamki skał”, Cloakroom 2025, Cricoteka, fot. Szymon Sokołowski
Czasem najprostsze odpowiedzi są najlepsze. Udowadnia nam to w piękny sposób Wiktoria, w ramach i fragmenty kości, i odłamki skał. Wystawa jej prac nie jest nastawiona na przyciągnięcie odbiorcy poprzez efektowną oprawę kuratorską. Takie są też w końcu główne założenia w ramach programu Cloakroom w Cricotece, poprzez który instytucjonalnie oddawany jest młodym twórczyniom i twórcom głos, umożliwiając tym wielopokoleniowy dialog estetyczny. Obecna edycja jest już projektem dojrzałym, świadomym zarówno swoich możliwości, jak i ograniczeń. Wystawa i fragmenty kości, i odłamki skał domyka trójczęściową narrację trwającego właśnie Cloakroom 2025/26, w ramach którego osoby artystyczne pochylają się m.in. nad relacją polityk ciała i pamięci, a także nad zagadnieniem nowych technologii w kontekście wizualności. Duet kuratorski tej wystawy, czyli Natalia Barczyńska i Kamil Kuitkowski, świadomie usuwa się na bok. Wcześniej jednak kuratorzy położyli solidne fundamenty pod wyrazisty przekaz artystyczny. A dzieła z całą pewnością bronią się same.
Dodatkowym elementem ekspozycji jest nagranie z performansu towarzyszącego otwarciu wystawy. Gdybym była kamieniem, nosiłabym siebie – w wykonaniu Jagny Nawrockiej i Bartosza Jakubowskiego – odgrywa kluczową rolę w interpretacji prac Wiktorii. Imprint-Sculptures, czyli seria instalacji rzeźbiarskich, stworzona jest po to, by współgrać z naszymi doświadczeniami sensorycznymi. Modele nastawione są na haptyczność, desperacko pragną dopasować się do ciała.

Widok wystawy, Wiktoria, „i fragmenty kości, i odłamki skał”, Cloakroom 2025, Cricoteka, fot. Szymon Sokołowski
Wszystkie rzeźby Wiktorii sprawiają wrażenie, jakby były świadome, że znajdują się w przestrzeni wystawienniczej tylko chwilowo. Są idealnym przykładem pojęcia rzeczy w rozumieniu antropologii materialnej – nieustannie przetwarzają się w czasie. Tworzą iluzję, że po tym wszystkim wrócą na swoje miejsca, znów zespolą się z człowiekiem. Starają się powiedzieć, że zawieszenie w próżni nie jest tym, co jest im pisane i zdają sobie z tego sprawę. Swój manifest wygłaszają we współpracy z żywą cielesnością wernisażowego performansu. Prezentowane rzeźby to zresztą nie tylko po prostu tytułowe odłamki skał. Każdy z kamieni niesie pewną historię, doświadczenia – zupełnie jak my. Prace Wiktorii są niezwykle hipnotyzujące poprzez wybór medium – skała, kamień, kierują nas od razu do natury, ale w innej formie niż flora czy fauna. To coś, co istnieje w stałej formie od wieków i sprowadza nas do rozważań o trwałości. Konstelacja przeróżnych kamieni i minerałów z terenów całej Europy – od Śląska i Gór Świętokrzyskich, przez Francję i włoską Sycylię aż po Islandię – tworzy mozaikę kolorów, faktur, przede wszystkim zaś historii. Uzupełniają je wykorzystane przez artystkę materiały, które służą jako dodatkowe elementy pomocne przy mocowaniu form na ciele. Co istotne, one także nie są przypadkowe i pokazują szczególną wrażliwość artystki na dobór tworzywa. Nadrdzewiałe haki i pręty podtrzymujące rzeźby to fragmenty podwodnych rurociągów kanału La Manche, a łańcuchy wykorzystane przy największej z kamiennych form zatytułowanej Przekrój serca użyte zostały uprzednio przy wycince drzew. To nie tylko upcycling i sprzeciw wobec odrzucania tego, co zużyte, ale ważna warstwa znaczeniowa, która ukazuje idee stojące za twórczością Wiktorii.

Widok wystawy, Wiktoria, „i fragmenty kości, i odłamki skał”, Cloakroom 2025, Cricoteka, fot. Szymon Sokołowski
Poszukiwanie echa przeszłości w twórczości współczesnych artystów może wydawać się momentami nieco naciągane, szczególnie jeśli nie są to bezpośrednie odwołania do czyjejś spuścizny. Osoby tworzące program wystawienniczy Cricoteki potrafią jednak czasem trafić w dziesiątkę – a ta wystawa jest najlepszym tego przykładem. Teatralność wykorzystania rzeźb w performansie Jagny i Bartosza jest „kantorowska” aż do szpiku kości. Eksperymentalne podejście Kantora do tworzenia widowiska samo w sobie stworzyło podwaliny polskiej historii performansu, jednak od czasów jego działalności, dziedzina ta zdążyła rozwinąć się w przeróżnych kierunkach. Gdybym była kamieniem, nosiłabym siebie w swojej interpretacji podejmuje kwestię symbiozy między przedmiotem a ciałem, które nie istnieją dla widza obok siebie, ale jako wspólny organizm. Ucieleśnia się w tym idea występu jako operacji metafizycznej, podniesionej niemal do rangi obrzędu, którą Kantor wprowadził w Teatrze Śmierci (także: Teatr Śmierci i Miłości). Jak zaś przyznaje sama artystka, w jej twórczości wybrzmiewa pogłos poezji Haliny Poświatowskiej, która wręcz przepełniona jest erotyką współistnienia z naturą. Wspólne punkty w twórczości obu artystek widać poprzez bezpośrednie odniesienia do kruchości życia w kontrze do trwałości tego, co wokół. Przypominają nam, że ciało od początku ukierunkowane jest na przeminięcie i z tą myślą każdy z nas musi się pogodzić. Ogromną rolę, zarówno w przypadku poezji Poświatowskiej, jak i twórczości Wiktorii, odgrywają zmysły – artystki nieustannie podkreślają, że są one dla nich podstawowymi narzędziami poznania i egzystencji. Aspekty te sprowadzone mogą być zarówno do sfery uczuć i przeżyć psychicznych, jak i ujęcia fizjologicznego.

Widok wystawy, Wiktoria, „i fragmenty kości, i odłamki skał”, Cloakroom 2025, Cricoteka, fot. Szymon Sokołowski
Naturalny chłód, jakim emanują rzeźbione kamienie, współgra z ciepłem ludzkiego ciała, kojąc zmysły. I fragmenty kości, i odłamki skał oferuje nam przestrzeń do wyciszenia, kontemplacji i poszukiwań. Poczucie pozostawienia z tyłu całej kumulacji codziennego życia i pędu indywidualizmu jest niemal terapeutyczne. Pytanie, jak długo można przebywać w niewielkim pomieszczeniu typu white cube wydaje się śmieszne, ale bez żadnych skrupułów mogę przyznać, że ja spędziłam tam o wiele więcej czasu niż się spodziewałam. Trudno jest ograniczyć tę recenzję do samej wystawy, gdyż funkcjonuje ona jako jeden z niemożliwych do wyizolowania narządów całego organizmu tworzącego się w ramach projektu The Study of Traces2. Namiastka pełnego manifestu ekologiczno-somatycznego, wytwarza potrzebę dalszych poszukiwań, chęć odkrycia szerszego obrazu. Wszystko, co do tej pory zostało powiedziane poprzez dzieła Wiktorii, jako pełny projekt jest zwielokrotnione poprzez inkorporację przez nią innych jeszcze metod twórczych i wątków.
Poruszając się w przestrzeni badawczej na pograniczu biologii, archeologii i antropologii, Wiktoria eksploruje motywy przeplatania się cielesności i zmysłowości z otaczającą nas przyrodą. Wyraźnie wskazuje na ten wątek zespół kuratorski w tekście towarzyszącym wystawie. Idea ekoseksualności, do której nawiązują osoby kuratorskie, jest w polskiej przestrzeni akademicko-artystycznej wciąż dość niszowym zagadnieniem, warto więc zwrócić uwagę na tę warstwę znaczeniową. Trudno jest jednoznacznie zdefiniować to pojęcie, ponieważ same jego twórczynie i propagatorki – artystki i badaczki Elizabeth Stephens oraz Annie Sprinkle – zachęcają do poszukiwań w jego polu tego, co dla każdego z osobna jest najistotniejsze. Wszystkim działaniom wpisującym się w koncepcję ekoseksualności towarzyszy jednak podobne motto: „Lover Earth, not Mother Earth” („Ziemia Partnerka, nie Matka”). W końcu, matka jest dla dziecka bezgranicznie wyrozumiała i z zasady wszystko mu wybacza, w związkach natomiast musimy być o wiele bardziej świadomi swojej odpowiedzialności oraz konsekwencji wszelkich niewłaściwych zachowań3. Imprint-Sculptures przypominają nam, że nasze czyny nie są bez śladu – tak, jak faktura kamieni odbija się na naszej skórze, tak i my zostawiamy w naturze części siebie. Kluczem do harmonii jest wzajemne dopasowanie, troska i uważność, czyli wszystko, co znajdujemy w małej przestrzeni tej wystawy.

Widok wystawy, Wiktoria, „i fragmenty kości, i odłamki skał”, Cloakroom 2025, Cricoteka, fot. Szymon Sokołowski
Rzeźby w bezpośredni sposób pracują z naszymi zmysłami i łączą nas z gruntem, przypominając o potrzebnej nam pokorze wobec ziemi, która nas żywi. To realizuje imperatyw zakładający, że w ramach praktyk ekoseksualnych „romantycznie obcujemy z Ziemią poprzez nasze zmysły”4. Garściami czerpie z tego Wiktoria, nie tylko zachęcając odbiorców do fizycznego doświadczania swoich Imprint-Sculptures, ale także bezpośrednio angażując innych do procesu twórczego na poziomie ich powstawania. Rozważania nad kondycją człowieka w realiach kapitałocenu i jego relacja z przyrodą są motywami szeroko podejmowanymi w sztuce, szczególnie tej zaangażowanej społecznie. Oczywiste jest, że każde ujęcie tej tematyki ukazuje jednocześnie spojrzenie bardzo subiektywne – przeżycia, nawet jeśli mają wspólny mianownik, są wyjątkowe dla każdego z nas. Wobec tego każdy odbiorca także prowadzi swój prywatny dialog z dziełami, przekształcając je do własnych kontekstów, znajdując w nich siebie. Odwiedzając wystawę i fragmenty kości, i odłamki skał, nie tylko oglądamy z czułością wykonane instalacje, ale sami bierzemy udział w ich ciągłym rekonstruowaniu. Wspomniana już wcześniej Sontag stwierdziła pod koniec swojego słynnego eseju Przeciw interpretacji, że „nie potrzebujemy hermeneutyki, ale erotyki sztuki”5. To dokładnie to, co daje nam Wiktoria. Sztuka, która nie jest czysto dekoratywna, ale nie potrzebuje interpretacji. Nadbudowana kwestiami etycznymi, nie sprzedaje nam nachalnie żadnego wzorca postępowania. Z gracją balansuje na granicy cielesności i seksualności, jako doświadczenie tak dogłębne i poruszające, że pozwala nam wyciszyć umysł i nie szukać żadnych odpowiedzi. Bo nie mamy pytań. Mamy zmysły i w zupełności wystarczą nam one do zrozumienia podstawowego założenia wystawy.
1 S. Sontag, Przeciw interpretacji i inne eseje, Kraków 2018, s. 25.
2 Dokumentację projektu The Study of Traces zobaczyć można pod adresem: http://www.wiktoriawojciechowska.com/traces.html.
3 Za A. Morgan cytowaną w: L. Pucket, What Being Ecosexual Means, „Teen Vogue” 2016, https://www.teenvogue.com/story/ecosexuals-save-the-planet-by-having-sex-with-it (dostęp: 13.02.2026).
4 A. M. Sprinkle, E. M. Stephens, Ecosex Manifesto, https://theecosexuals.ucsc.edu/ecosexualmanifesto/ (dostęp: 13.02.2026)
5 S. Sontag, Przeciw interpretacji, dz. cyt., s. 26.
Karolina Ćwieląg
Ur. 2002. Obecnie studentka Sztuki współczesnej w Instytucie Sztuki i Designu UKEN oraz Relacji międzykulturowych w Instytucie Studiów Międzykulturowych UJ. Absolwentka Studiów nad Japonią w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ. Ze szczególną pasją pochyla się nad zagadnieniami dotyczącymi kontekstów kulturowych, doświadczeń migracji i sztuki zaangażowanej. Porusza się w przestrzeni pomiędzy badaniami nad sztuką i naukami społecznymi.

