Aktualności Michał Pilikowski

Jak w szwajcarskim zegarku

Józef Mehoffer, Św. Sebastian i Św. Maurycy – karton do lewego okna witraża Męczennicy w katedrze Św. Mikołaja we Fryburgu, 1899, akwarela, gwasz, akwarela, gwasz, papier, płótno, 675 x 165 cm, w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie (Archiwum Fotograficzne Muzeum Narodowego w Krakowie)

Przybył, zobaczył i zwyciężył. W styczniu 1895 roku ogłoszony został międzynarodowy konkurs na projekt witraży do katedry św. Mikołaja we Fryburgu w Szwajcarii. Swój werdykt jury ogłosiło pół roku później, 15 lipca 1895 roku. „Spomiędzy […] wystawionych projektów cztery odłożono na bok jako zasługujące na bardziej wnikliwą dyskusję – wśród nich projekt Mehoffera. Nie od razu osiągnięto jednomyślność. Lecz po wymianie opinii przewodniczący jury p. Rahn zadał pytanie: «Czy chcemy dać nagrodę geniuszowi?» Takie postawienie kwestii przynosiło równocześnie jej rozwiązanie. Jasnym bowiem było […] już na pierwszy rzut oka, że mieliśmy przed sobą tylko jedno dzieło naprawdę genialne: to Mehoffera”1 – tak przebieg obrad relacjonował członek jury, Joachim Berthier. Dla porządku dodajmy, że Józefa Mehoffera (1869–1946), absolwenta krakowskiej ASP, przyszłego profesora i rektora uczelni, geniuszem nazwał Johann Rudolf Rahn, który, kładąc podwaliny pod szwajcarską historię sztuki, odegrał rolę podobną do tej, co Marian Sokołowski u nas.

W konkursie udział wzięło czterdziestu siedmiu artystów z całego świata. Józef Mehoffer w pokonanym polu pozostawił tak uznanych twórców, jak autor witraży w katedrze w Chartres Charles Champigneulle czy zdobywca drugiego miejsca Karl Ule, autor witraży do wielu monachijskich kościołów. Prace we fryburskiej katedrze trwały ponad 40 lat, od 1895 do 1936 roku. Mehoffer stworzył trzynaście witraży – do nawy i prezbiterium katedry. Jego nazwisko stało się rozpoznawalne w całej Europie. O samych witrażach można by pisać bardzo dużo, ale nie na wiele by się to zdało. To trzeba zobaczyć. Władysław Kozicki w 1927 roku na łamach „Sztuk Pięknych” zachwycał się „nieprzebraną różnorodnością wypieszczonych z wirtuozowską precyzją linii dekoracyjnych, jak ogień ruchliwych, jak woda płynnych, układających się w najfantastyczniejsze arabeski i żywiołowo bujną, symfonijną orkiestrację soczystych, lśniących, wewnętrznym ogniem rozpłomienionych kolorów, które w witrażach grają pełną gamą przepysznego zbioru klejnotów […]. Ta muzyka linii i barw tak porywa i oszałamia widza, że na razie nie zdaje sobie wcale sprawy z ikonograficznej treści, a nawet nie ma ochoty jej szukać”2. Tymczasem fabularnej stronie witraży też warto poświęcić nieco uwagi. Trójca Święta, Najświętszy Sakrament, Matka Boska Zwycięska, Apostołowie, Męczennicy, Świeci i Święte, Diakoni i biskupi, Hołd Trzech Króli… – możemy iść od witraża do witraża albo stanąć pośrodku katedry i dać się otoczyć. Widzimy Świętego Mikołaja z Flüe, patrona Szwajcarii. Mamy też witraż „świecki”, który naświetla nam (szczególnie w słoneczne dni…) wspaniałą przeszłość miasta. W tle niektórych przedstawień wprawne oko rozpozna krakowskie zabudowania, takie jak kościół Mariacki czy Zamek Królewski na Wawelu. Motywy roślinne i kwiatowe, przebijające się z drugiego planu, przypominają o secesyjnym rodowodzie dzieła. Tadeusz Szydłowski w 1936 roku mówił o witrażach Józefa Mehoffera podczas odbywającego się w różnych miastach Szwajcarii międzynarodowego kongresu historyków sztuki: „W technice składania szkieł i władania linią oraz barwą opiera się Mehoffer na najlepszych tradycjach średniowiecznych, a wydobytą z nich naukę umie świetnie zastosować do tworzenia form nowych. Jego dzieła nie są, jak olbrzymia większość witraży XIX wieku, malowanymi obrazami, przeniesionymi na szkło, lecz mozaikami barwnymi, tworzonymi przy doskonałym zrozumieniu materiału i techniki”3. Mało jest takich miejsc, które byłyby w całości „przeszklone” przez jednego artystę. W Polsce Józef Mehoffer nie stworzył niestety zespołu witrażowego o porównywalnym rozmachu. Chociaż z drugiej strony… Chyba dobrze, że krakowska ASP ma taką wizytówkę w jednym z krajów zachodniej Europy.

Ze współzawodnictwa między artystami Józef Mehoffer wyszedł jako zwycięzca. Rywalizacja jednak bynajmniej się nie skończyła. Teraz o względy widza zabiegają nie tylko poszczególne witraże, ale także ich fragmenty. Dzieła konkurują ze sobą, a artysta się śmieje – zza kadru.

Przypisy:
1. T. Adamowicz, Witraże fryburskie Józefa Mehoffera. Monografia zespołu, Wrocław 1982, s. 16–17.
2. W. Kozicki, Józef Mehoffer, „Sztuki Piękne”, R. 3 (1926/1927), nr 10–11, s. 378.
3. T. Szydłowski, Misterium polskiej sztuki za granicą. Witraże Józefa Mehoffera we Fryburgu szwajcarskim, „Kurier Literacko-Naukowy”, R. 15 (1938), nr 47 (21 XI), s. 8.

Michał Pilikowski

Michał Pilikowski

Doktor nauk humanistycznych w dyscyplinie historia. Od 2005 roku pracownik Wydawnictwa ASP. Autor książek Piękna historia. Krakowska Akademia Sztuk Pięknych w latach 1818-1939 (2018), Architekt Akademii. Adolf Szyszko-Bohusz w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych (2020), Zanim powstał Wydział Rzeźby. Nauczanie rzeźby w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych w latach 1818-1939 (2022) oraz opracowania wspomnień Jana Hrynkowskiego Chcę być malarzem (2022).