Nr 2 lato 2021 recenzje Katarzyna Oczkowska

„Hot or Not” Miesiąca Fotografii w Krakowie

Chciałabym móc powiedzieć, że tegoroczny program krakowskiego Miesiąca Fotografii był jak pogoda w ostatnim czasie − fale upałów na przemian z przedłużającymi się ulewami i gradobiciem. Oznaczałoby to zmienność oraz nieprzewidywalność na wzór letniej aury oraz związane z tym emocje − zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Ale niestety tak nie było. Tegoroczna popandemiczna edycja, w której zrezygnowano z hasła przewodniego, była raczej letnia. Oferowała niewiele zaskoczeń, powodując prędzej wzruszenia ramion, tudzież brwi. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, niektóre osoby cenią sobie tego rodzaju stabilizację. Być może letniość Miesiąca Fotografii wynikała z faktu owej popandemicznej specyfiki, która mniej lub bardziej zmusiła do weryfikacji i ewentualnego przeformułowania dotychczasowych działań w obszarze art world-u, również − albo przede wszystkim − tych dotyczących budżetu. Jedyne tzw. wiatry niespokojne związane były z wystawą Powaga sytuacji kuratorowaną przez Agnieszkę Rayss, która ostatecznie nie została otworzona, o czym szeroko pisała już Agata Pyzik w „Szumie”. Oczywiście, zdarzyło się kilka dobrych posunięć artystyczno-kuratorskich, o których napiszę poniżej, modne, szeroko dyskutowane albo gorące tematy, takie jak wątki nieantropocentryczne na wystawie Marty Bogdańskiej Zmiennokształtne; podejmowanie gry ze swoim wizerunkiem i tożsamością przez wielokrotnie już pokazywanego Tomasza Machcińskiego podczas – atrakcyjnie rozegranej wizualnie, ale niewprowadzającej absolutnie niczego nowego, jeśli chodzi o jego twórczość – wystawy Tysiące twarzy, setki miraży (czy można o bardziej banalny tytuł w kontekście performowania wizerunków i tożsamości?); czy wreszcie dramatyczna sytuacja polityczna na Białorusi pokazana na fotografiach Jędrzeja Nowickiego. Pomimo tych, wydawałoby się, gorących tematów, całość wypadła letnio i dość lokalnie. Przytoczone na wstępie upały oraz deszcze, które podczas Miesiąca Fotografii się nie wydarzyły, staną się dla mnie zatem pretekstem do potraktowania festiwalu w kategoriach „hot” i „not”.

HOT

1. Wystawa Ady Zielińskiej Jaki mamy budżet?Where’s the Money? w Galerii Szara Kamienica w Krakowie kuratorowana przez Jacka Sosnowskiego.

Co właściwie nowego i nieoczywistego możemy powiedzieć o pieniądzach w świecie polskiej sztuki? Wszyscy i wszystkie wiemy, jak jest. Dlatego, idąc na wystawę do Szarej Kamienicy, nie spodziewałam się raczej odkrywczych refleksji, ale też nie to było jej celem. Zielińska i Sosnowski w towarzystwie Justyny Bugajczyk – odpowiedzialnej za scenografię wystawy – snują opowieść smutną, a zarazem ironiczną; poważną, a jednocześnie pełną czarnego humoru. Tego typu połączenia lubię najbardziej. Zielińska, która jest świetną fotografką, pokazała lekko fetyszystyczne zdjęcia z pieniędzmi w roli głównej. Nie ma tu udawania, że wszystko nie kręci się wokół hajsu, stąd staje się on bohaterem każdej fotografii − raz prześmiewczo, raz z patosem, za każdym razem doskonale formalnie i w zróżnicowanych formatach, co dobrze wykorzystano w aranżacji przestrzeni. Na zdjęciach Zielińskiej odnaleźć można banknot wypadający z ciasteczka z wróżbą, oświetloną czerwonym światłem dłoń podającą w kierunku odbiorców i odbiorczyń zwitek banknotów, niczym Bóg Stwórca ze Stworzenia Adama Michała Anioła, setki oraz dwusetki złożone jak origami w kształt rakiety kosmicznej czy dość pokaźną sumę włożoną do pudełka po butach Nike. Fotografiom towarzyszyły podpisy informujące o kwotach związanych z funkcjonowaniem polskiego art world-u, np. honorarium kuratorskie w Galerii Bielskiej BWA w Bielsku-Białej − 1500 złotych (to nie żart); przybliżony koszt naprawy i zabezpieczenia przed pożarem Tęczy Julity Wójcik na placu Zbawiciela w Warszawie − 130 tys. złotych; kwota stypendium twórczego Miasta Krakowa w roku 2021 − 10 tys. złotych (oczywiście brutto, ale lepszy rydz niż nic) czy przybliżony budżet na realizację tej wystawy − 8 tys. złotych. W galerii znajdowała się również wielka wanna typu jacuzzi wypełniona fałszywymi stuzłotowymi banknotami, które porozrzucane były także na podłodze. Jaki mamy budżet? − Where’s the Money? to wystawa łącząca efektowny display, świetne fotografie i dobre kuratorstwo. Nie było tu napinki ani próby przeprowadzenia jakichś wielkich, pogłębionych narracji, lecz pokazanie – w szalenie inteligentny oraz humorystyczny sposób – że w sztuce marzenia niestety nie stają się rzeczywistością. Potraktowałabym tę wystawę jako nieoficjalny statement całego Miesiąca Fotografii.

2. Wystawa Jagody Valkov Szczęśliwa wina w Galerii Podbrzezie Uniwersytetu Pedagogicznego kuratorowana przez Silvię Pogodę.

Bardzo niepokojąca oraz mocna wystawa w ramach sekcji ShowOFF, prezentującej debiutanckie projekty artystek i artystów. Jagoda Valkov pokazała na niej fotograficzne kolaże powstałe ze zdjęć z domowego albumu oraz albumów członków Ruchu Rodzin Nazaretańskich, czyli organizacji religijnej, do której należała przez trzynaście lat jako dorastająca dziewczyna. Wielobarwne, momentami abstrakcyjne kolaże oprawione w ramy i light-boxy na pierwszy rzut oka nie miały w sobie nic niepokojącego. Wręcz przeciwnie − przywodziły na myśl estetykę lat 70. i charakterystyczne wizualizacje wywołane dietyloamidem kwasu lizergowego. Dopiero po zapoznaniu się z treścią umieszczonych na wystawie listów z dzieciństwa adresowanych do artystki oraz wyimków z Dekretu nr 314/A/2009, wydanego przez arcybiskupa Kazimierza Nycza w sprawie Ruchu Rodzin Nazaretańskich, w odbiór wystawy zaczynała wkradać się duszna, przytłaczająca atmosfera sekciarstwa, w które uwikłana była artystka. Punktem kulminacyjnym było dla mnie found-footage’owe wideo z przerażającym przemówieniem/kazaniem dotyczącym figury Dobrego Pasterza, autorstwa księdza Andrzeja Buczela, przy akompaniamencie muzyki podbijającej poczucie narastającego lęku. Valkov, opierając się na własnym doświadczeniu i zapewne przeżytej traumie, zaproponowała nieoczywistą opowieść, dzięki której osoba nigdy niemająca do czynienia z tego rodzaju ugrupowaniami, może odczuć choćby ułamek tego, z czym mierzyła się i co odczuwała artystka.

3. Wystawa Bartosza Wajera Od oka do kości w Muzeum Fotografii w Krakowie kuratorowana przez Bartosza Flaka.

Kolejna wystawa w ramach sekcji ShowOFF, która stała się pretekstem do eksperymentalnego badania medium fotografii oraz motywu ciała i cielesności. Na wystawie Od oka do kości aspekty te wchodziły ze sobą w dialog, bo artysta wykonał fotografie fotografii z portali erotycznych bez użycia obiektywu. Wykorzystał jedynie matrycę aparatu cyfrowego oraz luźne soczewki. Manipulując manualnie tymi elementami, uzyskał momentami abstrakcyjne obrazy, w których ucieleśniony dzięki nagiej matrycy obraz tematyzuje obrazy ludzkiego ciała wywłaszczone ze swojego pierwotnego kontekstu. Wajer nie pokazuje ciał, które mają być atrakcyjne, poddawać się oglądowi czy podniecać, lecz sięga głębiej, obierając tytułowy kierunek − od oka do kości, w stronę wnętrzności − tak medium, jak i ciała. Nie bez powodu na wstępie tekstu kuratorskiego znajdował się wyimek z pism Georges’a Bataille’a. Ironicznym punktem niewielkiej, ale rozegranej z wdziękiem wystawy była zwieszająca się z sufitu i kręcąca się wokół własnej osi nad umieszczonymi na podłodze fotografiami, tzw. sex-lalka. Jej gumowe ciało również pokryte było nadrukowanymi zdjęciami. Wajer bada tutaj problem nie tylko granic fotograficznego medium, ale interesujący go także w innych projektach aspekt dekonstrukcji konwencjonalnych (zwykle kobiecych) wizerunków, bawiąc się przy tym owymi konwencjami.

NOT

1. Wystawa Tomasza Kaweckiego Leże w Galerii Nośna kuratorowana przez Tomasza Lazara.

Fotografie Kaweckiego, również pokazywane jako część ShowOFF-a, są same w sobie dość ciekawe formalnie. To rodzaj powidoków dzieciństwa i związanego z tym czasem domu w Witkowicach Dolnych. Aparat fotograficzny pełni tu funkcję pośrednika pomiędzy pamięcią, wyobrażeniem, nostalgią a rzeczywistością. Jednak częstym problemem w tego typu projektach jest to, że to, co nam jako autorom czy autorkom wydaje się ważne i porywające z subiektywnego punktu widzenia, niekoniecznie musi takie być dla odbiorczyń oraz odbiorców. Ale w przypadku tej wystawy bardziej chodzi mi o display i samo miejsce. Ten pierwszy był raczej siermiężny (ciężka, brzydka kotara oddzielająca przestrzenie galerii) czy tautologiczny gest umieszczenia pod telewizorem ubrań, odnoszących się do tych, które widać było na wideo wyświetlanym na ekranie. Natomiast przestrzeń Galerii Nośna zupełnie do mnie nie przemawia. Z jednej strony cenię estetykę trashu i działania w średniej jakości lokalach, które co rusz otwierają się w Krakowie i równie szybko zamykają, ale z drugiej ta kwestia średniej jakości i co za tym często idzie − małego albo zerowego budżetu niezwykle drażni. Nic kosztem jakości − jak to się zwykło mówić.

2. Nie do końca przemawia do mnie również formuła tegorocznej sekcji Fringe, a więc różnego rodzaju wydarzeń artystycznych czy performatywnych towarzyszących Miesiącowi Fotografii. Trwający przez pierwszy tydzień festiwalu performatywny Fringe, w tym roku otworzył się na wielość działań twórczych młodych artystów i artystek, ale znów można byłoby tutaj poruszyć kwestię jakości. Mam wrażenie, że hasło przewodnie tej sekcji, a więc „Is Fringe cringe”, nie było tylko ironicznym puszczeniem oka i grą z konwencją, ale niestety stwierdzeniem przykrego faktu. Dodam, że nie chodzi mi o konkretne działania czy wystawy, ale samą formułę i statement sekcji. Miała ona, zdaje się, ambicje, by być odświeżającą odnogą czy performatywnym działaniem w estetyce kampu, a odbieram ją raczej jako nieco wymuszony w swojej ambicjonalnej świeżości twór, w ramach którego odbywały się działania, w dużej mierze, znajomych oraz znajomych znajomych. Cały opis Fringe’a to dość bełkotliwa rymowanka, z której tak naprawdę niewiele wynika, oprócz trudnego do udźwignięcia auto-fleksowania, jak choćby: „szmery i bajery, ale jeszcze trochę MERY to rycz nie – dla uczestników panel edukacyjny na temat finansowania i rynku sztuki, nie zaszkodzi trochę nauki!”. Trudno mi sobie wyobrazić, by jakakolwiek zainteresowana rynkiem sztuki osoba poczuła się zachęcona do udziału w tak zapowiedzianej merytorycznej dyskusji.

Katarzyna Oczkowska

Katarzyna Oczkowska

Krytyczka, kuratorka, adiunktka w Instytucie Sztuki i Designu UKEN w Krakowie. Autorka tekstów naukowych oraz krytycznych, twórczyni intermedialnych projektów, autorka podkastu Wygląda na niezłą sztukę.