Figuracja jest dla mnie najważniejsza. Z Michałem Leśniakiem, laureatem wyróżnienia magazynu „Restart” w konkursie Bielska Jesień, rozmawia Agnieszka Jankowska-Marzec
Agnieszka Jankowska-Marzec: Jesteś absolwentem Wydziału Grafiki krakowskiej ASP, ale wyróżnienie naszego magazynu otrzymałeś na konkursie malarskim, jakim jest Bielska Jesień. Zajmujesz się przede wszystkim malarstwem, ilustracją i książką artystyczna, natomiast grafika warsztatowa chyba na dobre przestała cię pociągać.
Michał Leśniak: Jest w tym sporo prawdy. Jestem po krakowskim liceum plastycznym, a w zasadzie nawet po sześcioletniej szkole – gimnazjum i liceum, więc malarstwem zacząłem się zajmować już na początku szkoły średniej. Wpływ na taki kierunek moich zainteresowań mieli niewątpliwie fajni nauczyciele, tacy jak Kazimierz Borkowski i Michał Stonawski, młodzi i pełni energii, którzy sprawili, że po prostu chciałem malować. Rozpoczynając studia na grafice, wiedziałem, że malarstwo będzie dla mnie istotne, i już na trzecim roku studiów poszedłem do pracowni Grzegorza Bednarskiego na Wydziale Malarstwa. W zasadzie przez trzy ostatnie lata dzieliłem czas między Wydział Grafiki a Wydział Malarstwa. Właściwie od pierwszego roku studiów bardziej byłem zanurzony w życie towarzyskie i pracowniane malarzy niż grafików.
Obraz, który znalazł się na wystawie konkursowej Bielskiej Jesieni, wydaje mi się trochę nietypowy dla ciebie, dlatego zastanawiam się, dlaczego właśnie tę pracę wysłałeś na konkurs.
Jeśli chodzi o wybór tego obrazu, to decyzja należała do kuratorów, że umieścili go na wystawie, bo na konkurs wysłałem oczywiście trzy płótna, z których zostało wybrane jedno. Być może mój wybór był trochę koniunkturalny, bo miałem przeczucie, że wysyłanie martwej natury nie ma jakiegoś większego sensu, bo za bardzo kojarzy się z wprawkami studenckimi. Lubię ten wybrany obraz, bo wydaje mi się wyjątkowy: jest bardziej oszczędny w kolorze i ilości elementów niż większość moich prac. Powstał w czasie, gdy jeszcze pracowałem nad dyplomem, i jest też podsumowaniem tamtego okresu, jeśli chodzi o malarstwo.
Nadajesz tytuły swoim pracom?
Tytuły zawsze dodaję post factum, przy udostępnianiu obrazów np. na Instagramie, natomiast większość z tych, których nie pokazuję, wciąż nie ma tytułu. Dla mnie to sprawa drugorzędna, przynajmniej z reguły. Obraz z Bielskiej nazwałem Wota. Impulsem był układ postaci, który jakoś skojarzył mi się z tego typu przedstawieniami. Zresztą już wcześniej namalowałem parę prac inspirowanych obrazami wotywnymi, bo zaciekawił mnie ten motyw. Ale nie sądzę, by tytuł był tutaj jakimś istotnym kluczem do interpretacji.
Większość twoich prac powstaje w technice olejnej. Co jest w niej pociągające?
Zdarza mi się malować akrylem, ale preferuję olej ze względu na możliwości, jakie daje malarzowi: tworzenia gęstej faktury i bardziej wyrazisty kolor. Mam tendencję do zbyt pośpiesznego malowania, a olej spowalnia, wymusza czekanie na wyschnięcie farby, by nałożyć kolejną warstwę, co chyba wychodzi moim obrazom na dobre. Często przemalowuję też starsze prace, tu olej też lepiej się sprawdza. Maluję też pastelami olejnymi, bo pracuję w domu, a oleje, jak wiadomo, śmierdzą, więc muszę mieć na uwadze wrażliwość pozostałych domowników.
Odnoszę wrażenie, że preferujesz niewielkie formaty obrazów. Czy dlatego, że nie masz w domu wystarczającej przestrzeni, aby malować duże?
Zawsze lepiej czułem się w mniejszej skali, choć nie całkiem miniaturowej, ale typowej, czyli takiej 100 × 70 centymetrów. Tematyka moich obrazów, no i moje własne potrzeby nie potrzebują jakiegoś wielkiego rozmachu, odnajduję się dobrze w takiej kameralnej przestrzeni, chociaż czasami zdarza mi się tworzyć także większe obrazy. Może zamiłowanie do mniejszych formatów bierze się z tego, że jako krótkowidz, lubię oglądać płótna malarskie z bliska, niemal wtykając nos w obrazy 😊.
Jak malujesz?
Jestem chyba mało metodyczny, to znaczy nie mam wypracowanej jakiejś stałej metody pracy; nie maluję ze zdjęć, nie kręcę filmów ani nie wykonuję jakiś szczegółowych szkiców przygotowawczych. Od razu zaczynam malować na płótnie, czasami korzystam z wcześniejszych, ogólnych szkiców. Lubię tworzyć kilka obrazów na raz, i kiedy widzę, że obraz poszedł w złą stronę, ale na przykład jakiś element jest w porządku, zaczynam drugi obraz, przedstawiający ten sam motyw, ale w innym ujęciu, malując bardziej swobodnie albo – przeciwnie – z większą dokładnością. Czasem powstaje z tego cykl, a często po prostu nie kończę jakiegoś obrazu, wolę skupić się na innym, który wydaje się lepszy.
Często też jeden motyw się przewija przez kilka obrazów i czasami się okazuje, że ten pierwszy raz, pierwsze trafienie było najlepsze, ale bywa, że trzeba było pięć razy coś namalować, żeby w końcu wyszło. Pierwotny pomysł często ewoluuje, podążając w kierunku nawet dla mnie samego nieoczekiwanym. Oczywiście, nigdy nie jest do końca tak jak chcę, ale zależy mi, aby doszło do poziomu, który akceptuję.
Czym się inspirujesz? Bo, przyglądając się twoim pracom, odnoszę wrażenie, że poezją, mitologią i historią. To są fascynacje chyba nietypowe dla twojego pokolenia.
Pewnie tak, chociaż zawsze trochę się boję takich prób określania ogólnych preferencji mojego pokolenia, bo wiąże się to z ryzykiem, że ktoś stwierdzi, że przecież nie ma czegoś takiego jak wspólne zainteresowania czy inspiracje generacyjne artystów. Wydaje mi się, że wśród moich rówieśników jest po prostu duży nacisk na pokazywanie swojej prywatności i intymności, a mnie to nigdy nie interesowało i jako twórcę, i jako odbiorcę. Podobnie jak i artystów, którzy są dla mnie ważni. Lubię takich cichych, skrytych twórców: Nacht-Samborski, Makowski… Ostatnio zacząłem czytać Dzienniki Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, który pisze o swoim ideale dziennika jako pokazywaniu historii z ledwo naszkicowanym autoportretem w lewym dolnym rogu. Bardzo mi się to spodobało, i myślę, że można to odnieść również do jakiegoś mojego ideału malarstwa.
Zawsze wolałem szukać jakichś ogólniejszych tematów albo tematów po prostu z otaczającego mnie świata, a nie z mojego wnętrza.
Ważne więc jest dla ciebie zanurzenie w różnych kontekstach cywilizacji śródziemnomorskiej?
Tak, ale nie tylko, bo widoczna w moich obrazach fascynacja antykiem wiąże się z pracą nad dyplomem, który realizowałem w pracowni książki. Pracowałem nad książką złożoną z fragmentów powieści historycznych: Teodora Parnickiego, Hanny Malewskiej i Antoniego Gołubiewa.
Dzisiaj chyba nikt ich nie czyta…
Tak, tylko sporo ode mnie starsi ludzie kojarzyli tych autorów. To było takie moje przypadkowe, prywatne odkrycie, które rzeczywiście mną zawładnęło na ponad rok. Oprócz dwóch książek, które stworzyłem, miało też odbicie w moich obrazach. Nigdy nie potrafiłem oddzielić tych dwóch dziedzin. Równocześnie ważne były dla mnie także inspiracje malarskie: de Chirico, Markus Lüpertz czy Max Beckmann, którzy przychodzili mi do głowy podczas czytania i myślenia o tych książkach.
Stworzyłeś też prace, w których nie wypierasz się inspiracji malarstwem renesansowym, zwłaszcza Andrei Mantegni?
Teraz rzeczywiście odkrywam renesans, który kiedyś wydawał mi się potwornie nudny. Dawniej bliższy był mi barok, ale polski, trochę ludowy, prowincjonalny, niedoskonały.
Ale co cię w tej dawnej sztuce najbardziej zachwyca?
Kwestie warsztatowe raczej nie, bo one są już chyba trochę nie do odtworzenia, ale pewnie „duch”, może kompozycje, rozwiązania formalne, bardziej na zasadzie jakichś quasi powidoków. Poza Mantegną podkradałem też z obrazów Piera della Franceski czy Tintoretta, między którymi zbyt wielu wspólnych cech nie ma, ale obaj są dla mnie bardzo ważni.
Uprawiasz także klasyczne gatunki malarskie: pejzaż, martwą naturę i chyba przede wszystkim tworzysz sceny figuralne…
Chyba figuracja jest dla mnie najważniejsza, chociaż wydaje mi się, że pejzaż to jest coś, co z kolei przychodzi mi najłatwiej i daje największą przyjemność, ale zawsze potem postać ludzka domaga się zaznaczenia swojej obecności. Trudno powiedzieć, czy jestem bardziej pejzażystą, przymuszonym do tworzenia figur, czy po prostu malarzem obrazów figuratywnych, który lubi pejzaż. Lubię także malować martwe natury, bo wydaje mi się, że stanowią test dla artysty, test na widzenie rzeczywistości. Dla mnie martwa natura stanowi do pewnego stopnia ćwiczenie uwagi, wymusza samokontrolę.
A jakie wystawy zrobiły na tobie ostatnio wrażenie? Sztuka współczesna czy raczej dawna?
Wystawa Morandiego, którą widziałem w Warszawie, mnie zachwyciła. Morandiego lubiłem od dawna, ale znałem dotąd tylko z reprodukcji. Myślę, że to po prostu piękne obrazy, a jednocześnie bardzo podziwiam jego konsekwencję i odwagę w byciu na uboczu. Oprócz tego duże wrażenie zrobiła na mnie wystawa Cwenarskiego we Wrocławiu. Podoba mi się, jak Cwenarski tworzył bardzo gęste, ekspresyjne obrazy, jednocześnie nie tracąc kontroli nad płótnem. No i było tam też parę obrazów wspomnianego już Makowskiego. Jeśli chodzi o sztukę współczesną, o ile początek studiów był okresem intensywnie wernisażowym, o tyle obecnie staram się nie chodzić na wystawy z przymusu. Wolę wybrać się na wystawę, na której wiem, że znajdę coś dla siebie – najczęściej znajomych, których twórczość cenię.
Dobry obraz to…
Chyba taki, który zachwyca czysto abstrakcyjnie, a jednocześnie coś przekazuje, jakąś opowieść albo wrażenie.
Na zakończenie naszej rozmowy chciałabym zapytać cię o najbliższe plany, przygotowujesz może wystawę?
Właśnie została otwarta wystawa Triennale Książki Artystycznej we Wrocławiu, gdzie do lutego będzie można zobaczyć między innymi moją książkę. Od niedawna zacząłem cykl małych formatów inspirowanych cenioną przeze mnie poezją i myślę, że będę go rozwijać, może w formie większych obrazów, może w formie bardziej książkowej. Oprócz tego kiełkuje mi pomysł na fabułę, która być może przebierze formę jakiejś opowieści graficznej.
Dziękuję za rozmowę.
Agnieszka Jankowska-Marzec
Absolwentka historii sztuki na UJ. W 2007 roku uzyskała tytuł doktora w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ. Pracuje na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie. Jej zainteresowania naukowe koncentrują się na sztuce XX wieku i sztuce współczesnej. Niezależna kuratorka i organizatorka wystaw, członek SHS i sekcji polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki (AICA).
Michał Leśniak
Ur. w 2000 r. w Krakowie. Absolwent Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, dyplom w Pracowni Projektowania Książki pod opieką prof. Doroty Ogonowskiej. Zajmuje się głównie malarstwem, ilustracją i typografią. Uczestnik wystaw zbiorowych oraz autor solowej wystawy Ortografia (2023).

