Nr 20 zima 2026 recenzje temat numeru Katarzyna Oczkowska

Drżące ciała

Piramida zwierząt (reż. Michał Borczuch)
Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

„Piramida zwierząt” (reż. Michał Borczuch), Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej, fot. duet HaWa (Habryn i Wawrzoła)


„Przy realizacji tej pracy powstała dość specyficzna sytuacja, która budziła wiele różnych reakcji u mnie osobiście, jak i również u osób włączonych w jakiś sposób w proces tworzenia obiektu” – w ten sposób o Piramidzie zwierząt z 1993 roku, czyli swoim dyplomowym projekcie, pisała Katarzyna Kozyra. A specyfika owej sytuacji polegała na obcowaniu ze śmiercią, przekroczeniem czy funkcjonowaniu w środowisku eksperymentalnej i rozwijającej się w tamtym czasie polskiej sztuki krytycznej. I to właśnie instalacja Kozyry, ale też twórczość innych artystek oraz artystów z pracowni Grzegorza Kowalskiego na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych – tak zwanej Kowalni – czy wreszcie niełatwy dla sztuki okres lat 90., stały się punktem wyjścia dla Piramidy zwierząt w krakowskim Starym Teatrze.


Instalacja Kozyry, w czasie powstania, ale również i teraz, odbiega od tradycyjnego pojmowania tego, czym jest i powinna być sztuka. Bowiem składa się ona z wypchanych zwierząt – konia, psa, kota i koguta – oraz towarzyszącej rzeźbie dokumentacji wideo, rejestrującej proces uśmiercania konia. Praca, inspirowana baśnią braci Grimm Muzykanci z Bremy, wzbudziła ogromne kontrowersje i trzewiową wręcz reakcję mediów i publiczności. Skala ataków połączona z pomijaniem intencji artystki, wymowy dzieła oraz faktycznego procesu jej powstania (Kozyra nie zabijała zwierząt na potrzeby swojej pracy, a pozyskiwała ciała tych już martwych lub przeznaczonych na śmierć) przybrała bezprecedensową skalę w polskiej debacie publicznej na temat sztuki. Ale Piramida zwierząt Mateusza Górniaka w reżyserii Michała Borczucha opowiada nie tyle – albo nie tylko – o konsekwencjach wystawienia pracy Kozyry, ile o procesie jej powstawania, o młodych twórcach i twórczyniach badających granice wyrazu artystycznego i etycznego czy o wolności sztuki – bądź jej braku.


„Piramida zwierząt” (reż. Michał Borczuch), Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej, fot. duet HaWa (Habryn i Wawrzoła)


W spektaklu, oprócz Kozyry, pojawiają się też Katarzyna Górna, Artur Żmijewski, Jacek Markiewicz, Paweł Althamer i Zbigniew Libera. Ostatni z nich określił trudną relację z odbiorcami w okresie transformacji ustrojowej jako zimną wojnę sztuki ze społeczeństwem. Bo to, co jest właściwe dla tego okresu w kontekście sztuki krytycznej, to definiowanie jej przez pryzmat braku moralności, obrazy uczuć religijnych, aktów cenzury, skandali, protestów czy donosów. Twórczość ta skupiała się na krytycznym komentowaniu rzeczywistości, badaniu relacji władzy i wynikającej z niej opresji, a także ciele, cielesności, tożsamości – często w ujęciu nienormatywnym. W Piramidzie zwierząt odnajdziemy również nawiązania do takich dzieł, jak: Lego. Obóz koncentracyjny (1996) Libery, czyli smutnej refleksji nad racjonalnością, ale i banalnością (oraz banalizacją) Holocaustu; Berek (2000) Żmijewskiego – kontrowersyjnej pracy o doświadczeniu Zagłady jako zarazem frywolnej zabawy i przerażającego aktu; Adoracja Chrystusa (1993) – dyplomu Markiewicza, w którym artysta w erotyczny sposób pieści średniowieczny krucyfiks. Spektakl Górniaka i Borczucha jest gęsty od nawiązań, odniesień, zgłębiania meandrów sztuki lat 90. i współczesnych refleksji. Jest to tyleż ważne, co problematyczne, bo może stawać się mało czytelne dla osób, które nie są zaznajomione z tymi kontekstami.

„Piramida zwierząt” (reż. Michał Borczuch), Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej, fot. duet HaWa (Habryn i Wawrzoła)


Jednak jeśli zostawimy problematyczną czytelność i – momentami – zbytnią rozwlekłość narracji, to otrzymujemy niezwykle aktualną opowieść o sztuce oraz wolności, a czasem – zniewoleniu. Katarzyna Kozyra, w którą wcieliła się świetna w tej roli Małgorzata Zawadzka, zmaga się nie tylko ze śmiercią – i tą symboliczną, i całkiem realną – która wybrzmiewa w jej dyplomowej realizacji z martwych zwierząt. Mierzy się również z doświadczeniem własnej choroby – u artystki w trakcie studiów zdiagnozowano nowotwór. Targają nią ambiwalentne stany emocjonalne, epizody lękowe, ruminacje, co szczególnie wyraźnie wybrzmiewa w scenie z pociągu, która otwiera spektakl. Dla Jacka Markiewicza, odgrywanego przez Kamila Pudlika, polem walki o wolność staje się osobliwy zestaw w postaci ciała, seksu, kapitalizmu i konsumpcjonizmu. W nieco memicznym monologu Markiewicz/Pudlik mówi o nabrzmiałym kutasie w dobie supermarketów i kolorowych etykiet. Z kolei dla Grzegorza Kowalskiego, legendarnego profesora granego przez Romana Gancarczyka, istotne jest stworzenie takich warunków akademickich, które pozwoliłyby studentkom i studentom, zarówno na bezpieczne warunki pracy, jak i możliwość przekraczania granic. Trudne zadanie – dziś takie działanie wymagałoby pewnie trigger warningów, które i tak niekoniecznie uchroniłyby przed zgłoszeniami niezadowolonych do władz uczelni o rzekomej hucpie urządzanej na zajęciach. To w pracowni Kowalskiego powstała przecież praca Kozyry czy – odczytywane jako bluźniercze – działanie z krucyfiksem Markiewicza. Pomimo prób odwiedzenia autorki Piramidy zwierząt od realizacji tej pracy, gdy rozpętała się medialna nagonka, profesor stanął za Kozyrą murem. I wreszcie jeden z najmocniejszych, najbardziej dojmujących momentów spektaklu, czyli monolog o wolności sztuki w wykonaniu Krzysztofa Zawadzkiego, który wcielił się w Artura Żmijewskiego. Brzmi pompatycznie, ale wyszło zadziornie, krytycznie i z punkowym sznytem. Zresztą w tle słychać jedną z piosenek Siekiery z płyty Nowa Aleksandria.

„Piramida zwierząt” (reż. Michał Borczuch), Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej, fot. duet HaWa (Habryn i Wawrzoła)


W Piramidzie zwierząt przeszłość przeplata się z teraźniejszością, zrywy artystycznej i osobistej wolności z lękiem oraz stagnacją, sceny przydługie, przegadane z akcentami trafiającymi w punkt. Ostatecznie nie dostajemy jednoznacznych odpowiedzi ani stanowczych diagnoz – co może, a czego nie może sztuka. Otrzymujemy natomiast wgląd w to, z czym przyszło mierzyć się artystkom i artystom chcącym zaproponować odmienną od dotychczasowej wizję sztuki. Finałową (i zdecydowanie za długą) scenę psychodelicznego, euforycznego tańca całego zespołu Piramidy zwierząt przy dźwiękach polskich hitów z lat 90. czy Born Slippy – kultowej piosenki z filmu Trainspotting – można odczytać na dwa sposoby: jako nawiązanie do głośnej książki Zatańczą ci, co drżeli. Polska sztuka krytyczna Karola Sienkiewicza oraz w odniesieniu do Muzykantów z Bremy – baśni, z której czerpała Kozyra w swojej instalacji. Zwierzęta w opowieści braci Grimm reprezentują wyrzutków społecznych, którzy łączą się w grupę i muzykując, choć nie przypomina to normatywnie pojętej muzyki, zyskują życie na własnych zasadach. W obu przypadkach – książki i baśni – drżące ciała bohaterów i bohaterek opowieści wymykają się dyscyplinie konwencji społecznych.

„Piramida zwierząt” (reż. Michał Borczuch), Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej, fot. duet HaWa (Habryn i Wawrzoła)

Katarzyna Oczkowska

Katarzyna Oczkowska

Krytyczka, kuratorka, adiunktka w Instytucie Sztuki i Designu UKEN w Krakowie. Autorka tekstów naukowych oraz krytycznych, twórczyni intermedialnych projektów, autorka podkastu Wygląda na niezłą sztukę.