Nr 19 jesień 2025 rozmowy Agnieszka Jankowska-Marzec, Ewa Łabno-Falęcka

Dla mnie dobra sztuka jest zawsze zaskoczeniem. Z Ewą Łabno-Falęcką, fundatorką nagrody im. Wojtka Falęckiego, rozmawia Agnieszka Jankowska-Marzec

Wojtek Falęcki z obrazem Agaty Kus, archiwum rodzinne (fragment)

Agnieszka Jankowska-Marzec: Nagroda, a wcześniej stypendium im. Wojtka Falęckiego, została ustanowiona przez Panią wraz z córką w roku 2018. Jaki jest jej cel?

Ewa Łabno-Falęcka: Nagrodę ufundowałyśmy trochę po to, żeby uśmierzyć ból po stracie (Wojtek zmarł nagle wieku 56 lat), a trochę na zasadzie: „Nie płacz, że się skończyło, uśmiechnij się, że się zdarzyło”. Pozwolę sobie krótko przypomnieć jego postać. Urodził się w 1961 w Krakowie, ukończył studia fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, zaczął doktorat z fizyki eksperymentalnej w pracowni prof. Wojtka Gawlika i w tym czasie dostał zaproszenie do grupy badawczej prof. Wolfa Hartmanna na Uniwersytecie w Tybindze. Był rok 1987, w Polsce było szaro, buro, smutnie i biednie. Więc wyjechaliśmy do Tybingi, „niemieckiego Oxfordu”, gdzie Wojtek obronił doktorat i pracował na Uniwersytecie jako adiunkt, a następnie w renomowanym Instytucie Maxa Plancka w Düsseldorfie. Mieszkaliśmy w Kolonii, bo ja dostałam pracę w polskiej Ambasadzie. I wtedy zaczęliśmy kolekcjonować sztukę. Notabene, człowiek z natury jest zbieraczem. Doskonale pokazał to w swojej konceptualnej pracy The Man Who Never Threw Anything Away Ilya Kabakov. Warto więc zastanowić się, dlaczego zbieranie znaczków nikogo nie dziwi, a kolekcjonowanie sztuki to w powszechnej opinii ciągle jednak coś niezwykłego? Kolekcję budowaliśmy więc razem. Ponoć wiele umysłów ścisłych ma szczególne predyspozycje do tworzenia i recepcji sztuki. Tak więc Nagroda im. Wojtka Falęckiego ma na celu upamiętnienie pełnego pasji kolekcjonera i znawcę sztuki współczesnej, który dzięki swojej intuicji, przenikliwości i niezachwianej wierze w artystów stał się ważnym komentatorem polskiej sceny artystycznej. Był bezkompromisowy, nie respektował koterii i środowisk; często ta postawa spotykała się z oburzeniem, ale to była Jego siła. Bo takiego niezależnego, krytycznego głosu teraz bardzo brakuje.

Pani Mąż był zapalonym kolekcjonerem, którego szczególnie fascynowała fotografia. Czy mogłaby Pani opowiedzieć, jak jego przygoda z kolekcjonowaniem sztuki się rozpoczęła?

Wojtek na pierwszą randkę zabrał mnie do kościoła pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny na krakowskich Azorach, żebym zobaczyła polichromie Jerzego Nowosielskiego. Potem często odwiedzaliśmy krakowskie galerie, których pod koniec lat 80. nie było dużo: Zderzak, Rostworowski, Bunkier Sztuki. Kolekcja sztuki nowoczesnej w Muzeum Narodowym w Krakowie kończyła się na Fałacie. Fascynował nas oczywiście Kantor i Hasior, intrygowali Ćwiertniewicz i krakowscy „Nowi Dzicy”. Marzyliśmy o zakupie sztuki, nawet układaliśmy listę takich marzeń. Ale pracowaliśmy wtedy oboje na UJ, więc od strony finansowej to były mrzonki. Dopiero od pobytu w Niemczech zaczęło się prawdziwe kolekcjonowanie. Kolekcjonowaliśmy wspólnie, ale to głównie Wojtek był poszukiwaczem i motorem kolejnych zakupów. Najpierw było malarstwo (Gierowski, Ciecierski, Modzelewski, Tarasewicz, Sasnal, Maciejowski, Sawicka, Dwurnik), ale wcześnie pojawiła się miłość do fotografii i w naszej kolekcji pojawiły się prace Anety Grzeszykowskiej, Adama Rzepeckiego, Irenki Kalickiej, Ilony Szwarc czy Janka Zamoyskiego. Wojtek sam fotografował, dbał o dobry sprzęt (mam ciągle sporo Jego obiektywów), robił odbitki. Dzięki temu zarówno ja, jak i Kasia mamy sporo bardzo dobrych zdjęć w rodzinnych albumach…

Jak wygląda proces nominowania do nagrody?

Od 2018 roku, kiedy pierwszy raz wręczaliśmy Nagrodę w Pałacu Sztuki w Krakowie w ramach Krakowskiego Salonu Artystycznego, zainicjowanego z polecenia Katarzyny Janowskiej przez Magdalenę i Gawła Kownackich, Nagroda ewaluowała. Na początku, kontynuując zaangażowanie Wojtka w dialog z polskim światem sztuki, ustanowiłyśmy z Kasią nagrodę dla najciekawszego „zjawiska artystycznego” w danym roku. Bo kolekcjonowanie motywowane jest przede wszystkim poszukiwaniem sztuki, która zaskakuje, robi krok do przodu, przełamuje kolejne schematy myślenia i pokazuje nowe, ciekawe obszary rzeczywistości. Polega jednak w równej mierze na obserwacji wszelkich nowych zjawisk, które redefiniują polską scenę artystyczną, w tym praktyk kuratorskich, krytyki artystycznej, oraz publikacji. Więc przez pierwsze trzy lata Nagroda im. Wojtka Falęckiego miała na celu uhonorowanie osób, które w danym roku wniosły nową wartość w sferę sztuk wizualnych w Polsce – czy to poprzez praktykę artystyczną, kuratorską, czy publicystyczną. Nowatorstwo, inteligencja i odwaga to jedyne kryteria, jakimi nagroda się kierowała. Jury Salonu, którego ja i moja córka byłyśmy członkiniami, typowało artystów, potem dyskutowaliśmy i „ucierał” się kompromis. Pierwszym laureatem Nagrody w 2018 roku był Marek Chlanda.

Od 2023 roku wręczenie nagrody odbywa się w krakowskim Muzeum Fotografii. Jak narodziła się idea współpracy z MuFo?

Pandemia położyła niestety kres Krakowskiemu Salonowi Sztuki, więc wspólnie z córką szukałyśmy nowego partnera. Ja też jestem, związana z Krakowem, więc było jasne, że będziemy go szukać w Grodzie Kraka. Znałam oczywiście dyrektora Marka Świcę, widywaliśmy się na wystawach i wernisażach, wiedziałam o wspaniałej nowej placówce na Rakowickiej, więc napisałam do niego, czy miałby czas na krótkie spotkanie. Zdawałam sobie sprawę, że współpraca prywatnej osoby z renomowanym Muzeum nie jest w Polsce standardem. Tym milej byłam zaskoczona, kiedy dyrektor MuFo od razu uznał nasz pomysł za bardzo ciekawy. Koordynatorką z ramienia Muzeum jest Agnieszka Olszewska, która wykonuje wspaniałą robotę. Mamy cały proces wyłaniania laureatów: osoby nominujące proponują po maksymalnie dwóch kandydatów, przesyłają portfolio do jury, które wybiera zwycięzcę lub zwycięzców – nagroda główna i ewentualnie wyróżnienie. Tak było w ubiegłym roku (Mariola Przyjemska za wystawę w Galerii Ewa Opałka i Michał Maliński). W tym roku już po raz trzeci Nagroda przyznawana jest we współpracy z Muzeum Fotografii w Krakowie – za najlepszą wystawę w danym roku osób aktywnych w dziedzinie fotografii, mieszkających na terenie Rzeczpospolitej Polskiej, choć niekoniecznie będących obywatelami Polski (jak Yuriy Biley, Nagroda 2023, który w roku 2024 reprezentował Polskę na Biennale w Wenecji). Jestem bardzo wdzięczna Jarosławowi Suchanowi i Magdalenie Kownackiej, którzy są z nami od początku. W ubiegłym roku jurorką była mieszkająca w Los Angeles wspaniała fotografka Ilona Szwarc. W tym roku mamy jurorkę z Wielkiej Brytanii, prof. Louise Wilson, wspaniałą artystkę, nominowaną m.in. do Turner Prize (z siostrą Jane w 1999 roku).

1. Praca laureatki Nagrody im. Wojtka Falęckiego 2024: Fot. Mariola Przyjemska, bez tytułu, z cyklu „Trick at Mecone”, 2023, dzięki uprzejmości Artystki

2. Praca laureata Nagrody im. Wojtka Falęckiego 2023: Fot. Yuriy Biley, „Wartość tych słów zależy również od Ciebie”, od 2021 (w trakcie), dzięki uprzejmości Artysty

3. Wyróżnienie honorowe towarzyszące nagrodzie im. Wojtka Falęckiego 2023: Fot. Michał Maliński, „Warkocze”, 2022, dzięki uprzejmości Artysty

Czy ma Pani swoich faworytów wśród dotychczas nominowanych i nagradzanych artystów wizualnych? Które prace szczególnie zapadły Pani w pamięć?

Wśród laureatów mamy zarówno artystów znanych i uznanych (Chlanda, Przyjemska, Biley), jak i twórców młodej generacji (Ewelina Zając i Iza Makocka czy Michał Maliński). Z tych uznanych cieszę się razem z nimi, a za tych młodych trzymam kciuki, żeby się ładnie rozwijali. Jak mawiał Dostojewski: „Każda dobra sztuka jest współczesna”. A fotografia jest na wskroś współczesna. I wbrew pozorom nie jest związana z patrzeniem, lecz z czuciem. To chyba powiedział Don McCullin, wybitny brytyjski fotograf: Jeżeli nie czujesz nic w tym, na co patrzysz, nigdy nie uda ci się sprawić, aby ludzie patrząc na Twoje zdjęcia cokolwiek odczuwali.

W regulaminie konkursu znalazło się sformułowanie, które mnie zaciekawiło: „przedmiotem Konkursu jest wyłonienie artysty, artystki lub grupy artystycznej, który_a najbardziej zaskoczył_a swoją twórczością, tzn. projektem zaprezentowanym w ramach wystawy”. No właśnie, czym dla Pani jest to „zaskoczenie” w sztuce?

Dla mnie dobra sztuka jest zawsze zaskoczeniem. Sztuka, jak wiadomo, ma wiele „funkcji”: uczy, bawi, wzbogaca, daje przyjemność, wytchnienie, intryguje, oburza, nadaje sens, jednych skłania do refleksji, innych do działania. Dla mnie spełnia wszystkie te funkcje na raz. Była ponadto ważnym czynnikiem budowania odporności naszej relacji w rodzinie. Mieliśmy z Wojtkiem wspólną pasję, rozmawialiśmy o sztuce, zbieraliśmy pieniądze na kolejne zakupy. Nasi znajomi często twierdzili, że jest niezrozumiała, trudna, niedostępna, hermetyczna czy ezoteryczna, a my przekonywaliśmy ich, że tak jak do każdego zbieractwa trzeba się do niej jako odbiorca przygotować. Bo nikt z marszu nie wie, jakie znaczki są cenne, prawda? Często słyszeliśmy argument, że dawniej sztuka nie wymagała objaśnień, że jak człowiek w średniowieczu wchodził do katedry gotyckiej, to czuł powiew wielkiej sztuki bez objaśniania. Ale czy to nie mit? Bo bez przygotowania ten człowiek widział tylko ściany i ołtarze, a nie wiedział, że gotycka katedra była zbudowana na prawach teologii światła, że miała różne sensy: dosłowny, alegoryczny, moralny, anagogiczny (czyli podnoszący na duchu)? Więc dla mnie zaskoczeniem jest, jeśli artystka lub artysta mówi mi coś o tych wszystkich sensach, bo daje mi ty samym bogatszy i pełniejszy obraz świata. I pewnie bogatsze życie emocjonalne. Zaskoczenie w sztuce to moment, w którym czujemy, zanim jeszcze zrozumiemy.

Jakie nadzieje wiąże Pani z tegoroczną edycją, której wyniki poznamy już 5 grudnia?

Nasza Nagroda fundowana jest z naszych prywatnych pieniędzy. Stać nas na przyzwoity poziom życia, ale nie jesteśmy krezuskami. Ja pracuję dla korporacji i prowadzę fundację, moja córka Kasia pracuje naukowo (jako junior professor w dziedzinie historii sztuki) na Newcastle University w Wielkiej Brytanii. Wielu ludzi byłoby stać na wydatek 12 500 zł. Wiem, że wiele osób wspiera sztukę, instytucje i artystów, i jeszcze więcej mogłoby sobie na to pozwolić. Chciałabym przekonać te osoby, że kolekcjonowanie sztuki to pasja, radość i nauka zarazem: zbieranie informacji, odwiedzanie galerii i wernisaży, rozmowy z kuratorami, artystami i galerzystami, obecność na targach sztuki etc. Sam zakup to koniec wieńczący dzieło. Więc co roku mam nadzieję, że może kogoś zachęcimy – do kolekcjonowania i do fundowania kolejnych nagród. Sztuka rozbudza serca i umysły, ale też potrzebuje wsparcia i promocji, strategii, skupienia i konsekwencji – bo to materia delikatna jak belgijskie koronki. Zajęcie trudne – dla upartych i niepoprawnych optymistów – ale przynoszące ogromną satysfakcję. No i wiem, że Wojtkowi by się podobało, bo robił to całe życie.

Dziękuje za rozmowę.

Wojtek Falęcki i Wilhelm Sasnal, archiwum rodzinne (fragment)

Agnieszka Jankowska-Marzec

Agnieszka Jankowska-Marzec

Absolwentka historii sztuki na UJ. W 2007 roku uzyskała tytuł doktora w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ. Pracuje na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie. Jej zainteresowania naukowe koncentrują się na sztuce XX wieku i sztuce współczesnej. Niezależna kuratorka i organizatorka wystaw, członek SHS i sekcji polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki (AICA).

Ewa Łabno-Falęcka

Ewa Łabno-Falęcka

Managerka, kolekcjonerka, działaczka społeczna. Studiowała lingwistykę w Krakowie, Berlinie, Fryburgu Bryzgowijskim i Tybindze (doktorat). W latach 1993-1999 w służbie dyplomatycznej (Ambasada RP w Bonn). Od 2000 r. związana z Mercedes-Benz Group AG w Polsce, od 2015 r. koordynatorka inwestycji Mercedesa w Polsce. Współzałożycielka i prezeska Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (2008-2012) i Fundacji Rozwoju Edukacji dla Przemysłu.