Nr 21 wiosna 2026 wspomnienia Michał Pilikowski

Dar profesora Georga Baselitza (1938–2026)

Georg Baselitz: BDM Gruppe (2012, Bronze patiniert, Standort: Museum Würth 2, Künzelsau)

Miesiąc temu zmarł Georg Baselitz. Nieco ponad ćwierć wieku temu otrzymał tytuł profesora honorowego ASP. Warto więc sięgnąć do dyplomu, potwierdzającego nadanie tej godności, przeczytać ponownie uzasadnienie decyzji Senatu ASP.

Zacznijmy od końcowej części tego krótkiego tekstu: „Pamiętając o dramatycznych doświadczeniach swej młodości – pragnąc pokonać granice podziałów, konfliktów i historycznych uprzedzeń…”1 A więc musimy odwołać się do biografii Georga Baselitza. Urodził się w 1938 roku. Druga wojna światowa skończyła się, gdy miał osiem lat. Najbardziej dramatyczne doświadczenia były udziałem jego rodziców i dziadków, on sam zaś trafił na szczęśliwą epokę bez apokaliptycznych konfliktów. Jednak z traumą pozostawioną przez dwie wojny światowe, z pamięcią zbiorowego szaleństwa, które ogarnęło naród niemiecki, musiało zmierzyć się właśnie jego pokolenie.

Georg Baselitz urodził się w Deutschbaselitz. W jego biogramach jako miejsce urodzenia występuje często Kamenz, gdyż dziś Deutschbaselitz jest dzielnicą tego miasta. Tymi drobiazgami może i nie warto by się było zajmować, gdyby nie dwa fakty. Po pierwsze, od miejsca urodzenia nasz bohater przyjął swój pseudonim artystyczny, gdyż jego prawdziwe imię (imiona) i nazwisko to Hans-Georg Bruno Kern. Po drugie, Deutschbaselitz (samoistnie, jak też jako część Kamenz) leży w Saksonii, bardzo blisko Drezna. Prawie że po drodze z Kamenz do Drezna napotkamy zamek Moritzburg, gdzie książę elektor Saksonii i król Polski, August II Wettyn kazał ponad wszystkimi bramami i na lufach zamkowych armat umieścić herby Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Jakimś cudem godła z polskim Orłem i litewską Pogonią przetrwały kanclerza Ottona Bismarcka, cesarza Wilhelma II, a nawet wodza III Rzeszy Adolfa Hitlera. Nikt nie przyszedł z młotkiem unicestwić te dowody unii polsko-saskiej. Saksonia to nie Prusy. Tu tradycja dobrych stosunków polsko-niemieckich, żal za ich dramatycznym pogorszeniem i chęć odbudowy były szczególnie silne. Stąd może dążenie profesora Baselitza do „pokonania granic podziałów, konfliktów i historycznych uprzedzeń” w odniesieniu do Polski i sympatia do Krakowa? Przynajmniej takie przekonanie w październiku 2000 roku wyrazili profesorowie krakowskiej ASP, pisząc w przywołanym tu dyplomie, że dla pokonania tychże historycznych uprzedzeń profesor Baselitz „ofiarował Akademii Sztuk Pięknych wielki księgozbiór, źródło wiedzy i twórczego wtajemniczenia dla młodych adeptów sztuki”.

Jednak „dramatyczne doświadczenia młodości” profesora Baselitza to nie tylko kwestia niemieckiej powojennej traumy. To także fakt życia pod okupacją sowiecką, a od 1949 roku – w poddanej komunistycznemu reżimowi Niemieckiej Republice Demokratycznej. Państwo to miało demokrację tylko w nazwie, o czym Hans-Georg Bruno Kern (bo jeszcze nie Baselitz) dowiedział się, gdy miał lat osiemnaście. Po roku studiów został wydalony z Wyższej Szkoły Sztuk Pięknych i Stosowanych w Berlinie Wschodnim (stolicy NRD) z powodu „niedojrzałości społeczno-politycznej”. Po prostu nie dojrzał do akceptacji dyktatury komunistycznej. Było to jednak w 1956 roku. Mur berliński wzniesiono dopiero pięć lat później. Hans-Georg Bruno Kern mógł więc przenieść się do Wyższej Szkoły Sztuk Pięknych w Berlinie Zachodnim. Następnie działał już w Republice Federalnej Niemiec, obejmującej w czasach istnienia dwóch państw niemieckich (1949–1990) zachodnią i południową część Niemiec. Tworzył i doskonalił swą wiedzę o sztuce w państwie niemieckim, które było demokratyczne (choć nie miało demokracji w nazwie). Na początku lat 60. XX wieku przyjął pseudonim Baselitz. Zapewne wtedy zauważył, że wolność i dobrobyt w porównaniu z biedą we wschodniej Europie bynajmniej nie spowodowały ogólnego zadowolenia w krajach szczęśliwie położonych na zachód od „żelaznej kurtyny”. Młode pokolenie we Francji, Wielkiej Brytanii, Włoszech czy w Stanach Zjednoczonych, a więc w krajach wyznaczających trendy kulturowe tzw. Zachodu, pragnęło pokonać granice podziałów, konfliktów i uprzedzeń, choć niekoniecznie historycznych, ale ekonomicznych, klasowych, rasowych, obyczajowych, dotyczących praw kobiet, dziedzictwa kolonializmu. To czasy pokoleniowego buntu 1968 roku. W takim klimacie ledwie 30-letni Georg Baselitz kształtował swą osobowość twórczą.

I tu jest właściwy moment, by wrócić do początku tekstu widniejącego na profesorskim dyplomie Georga Baselitza: „Profesor Georg Baselitz – malarz, rzeźbiarz i grafik jest najwybitniejszym przedstawicielem odrodzonego nurtu figuratywnej sztuki niemieckiej. Nawiązuje do tradycji ekspresjonizmu, bogactwa sztuki historycznej, jej motywów i symboli”. Nie będę uzasadniać tych syntetycznych twierdzeń. Zrobią to w razie potrzeby znawcy bardziej kompetentni ode mnie. Dodam tylko kilka refleksji osobistych.

Zacznę od tego, że zawsze fascynowała mnie twórczość takich malarzy, jak Wassily Kandinsky, Piet Mondrian czy Pablo Picasso – a mówiąc ściślej, fascynowała mnie ich droga od figuratywności do abstrakcji. Długo podziwiałem dzieła wymienionych tu malarzy w Lenbachhaus w Monachium, w Mondriaanhuis w Amersfoort czy w muzeach Picassa w Maladze lub Paryżu. Przechodzić z sali do sali, jak zalecał Witold Gombrowicz, i obserwować, jak malarz w epoce, gdy fotografia i film rejestrują świat taki, „jak każdy widzi”, wyłamuje się z realności i szuka „form bardziej pojemnych”, będących gdzieś u podstaw widzialnej rzeczywistości… A Georg Baselitz idzie jakby drogą odwrotną. Jego figuratywność ma jednak swoisty, burzycielski charakter. Jak w każdej dziedzinie kultury, jest tyleż odkrywcą nowych dróg, co i kontynuatorem tradycji. Nie przypadkiem krytycy zaliczali go do „nowych dzikich” w nawiązaniu do fowistów z poprzedniej epoki. Ale byli to już „dzicy” nowej generacji, kontynuujący doświadczenia niemieckich ekspresjonistów, uznanych w złych czasach za twórców „sztuki zdegenerowanej”. Zresztą nie ograniczajmy się do kręgu sztuki niemieckiej. Zapoznając się obecnie dokładniej z twórczością Baselitza, przypominają mi się wrażenia ze zwiedzania wielkiej retrospektywy Francisa Bacona w paryskim Centrum Pompidou. Ta skłonność do deformacji ludzkiej postaci… Jakby protest przeciw duchowej nędzy człowieka w obcym mu świecie, który jakby stanął na głowie. Nic dziwnego, że w dorobku Baselitza zwracają uwagę obrazy przedstawiające postacie w pozycji „do góry nogami”. Tu jako archetyp wskazywane jest Ukrzyżowanie św. Piotra Masaccia (zresztą znajdujące się w galerii w Berlinie). A gdyby tak wstąpić do Santa Maria del Popolo w Rzymie i obejrzeć dzieło Caravaggia na ten sam temat? Masaccio i Caravaggio otwierają nowe epoki w dziejach malarstwa. Może tego zaszczytu dostąpią neoekspresjoniści – z Georgiem Baselitzem w ich gronie.

Dlaczego próba powrotu od abstrakcji do konstrukcji figuralnej wiedzie poprzez fascynację brzydotą i groteską? Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale uderza mnie wyrazistość kolorystyczna i jakby „krzyk egzystencjalny” zawarty w dziełach ekspresjonistów. Aż boję się zatrzymać w galerii przed obrazem Emila Noldego, Oskara Kokoschki, Edwarda Muncha czy Georges’a Rouaulta. Może mnie zaskoczyć dzwonek ogłaszający zamknięcie galerii. Zapewne podobnie będzie na wystawie dzieł profesora Baselitza, jeżeli będę miał okazję taką obejrzeć. Taki dzwonek zaskoczył mnie w muzeum Unterlinden w Colmarze. Wtedy długo wpatrywałem się w scenę Ukrzyżowania z ołtarza z Isenheim Matthiasa Grünewalda, a teraz przyglądam się reprodukcji obrazu Wielcy przyjaciele Georga Baselitza2. Nie da się nie zauważyć kontynuacji nurtu figuratywnego sztuki niemieckiej, ciągłości jej motywów i symboli, szczególnie tych, które wyrażają ludzkie cierpienie.

1 Dokument przechowywany w Archiwum ASP w Krakowie.

2 Sztuka po 1900 roku. Modernizm, antymodernizm, postmodernizm, praca zbiorowa, Warszawa 2023, s. 555. Ten wręcz imponujący przegląd dorobku sztuk plastycznych XX wieku wnikliwie omawia drogę twórczą Georga Baselitza (s. 551–555, s. 714).

Michał Pilikowski

Michał Pilikowski

Doktor nauk humanistycznych w dyscyplinie historia. Od 2005 roku pracownik Wydawnictwa ASP. Autor książek Piękna historia. Krakowska Akademia Sztuk Pięknych w latach 1818-1939 (2018), Architekt Akademii. Adolf Szyszko-Bohusz w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych (2020), Zanim powstał Wydział Rzeźby. Nauczanie rzeźby w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych w latach 1818-1939 (2022) oraz opracowania wspomnień Jana Hrynkowskiego Chcę być malarzem (2022).