Nr 20 zima 2026 recenzje Celina Wojtanowska

Cudowne iluzje i realne problemy

Łukasz Stokłosa, Fałszywe widoki
Miejsce: Bunkier Sztuki, Kraków
Czas: 28.01 – 5.04.2026
Kuratorka: Katarzyna Wąs

Thank You for My Work
Miejsce: Bunkier Sztuki, Kraków
Czas: 28.01 – 26.04.2026
Osoby artystyczne: Olaf Brzeski, Hubert Czerepok, Kinga Dobosz, Monika Drożyńska, Andrea Fraser, Anna Ihle, Kornel Janczy,
Martyna Kielesińska, Wiktoria Kieniksman, Tomasz Kręcicki, Florian Meisenberg, Justyna Mędrala, Laura Pawela, Patryk Różycki,
Ala Savashevich, Iza Tarasewicz, Zbigniew Warpechowski, Katarzyna Wójcicka
Kuratorka: Zofia Małysa-Janczy

Widok wystawy, Łukasz Stokłosa, „Fałszywe widoki”, Bunkier Sztuki, fot. Rafał Sosin

W Bunkrze Sztuki, na wystawie Łukasza Stokłosy Fałszywe widoki, wita mnie Brad Pitt. A dokładniej jego portret, ukazujący scenę z Wywiadu z wampirem. W filmie aktor wciela się w upiora nocy, Louisa de Pointe du Lac, który od XVIII wieku jest nieumarły. Przywilejem tego stanu jest możliwość doświadczenia historii na własnej, zimnej skórze. My, śmiertelnicy, spotykamy się z nią jedynie poprzez widma. Ze szczątków odległego świata, zapisków i obrazów, rekonstruujemy to, czego nie znamy.

Ale są też miejsca i przedmioty wciąż namacalne. Te, które się zachowały, bo należały do Wielkich i Ważnych. To na nich artysta koncentruje swoje oko, obrazując Wersal, Villę d’Este, czy Pałac Królewski w Casercie. Motywy arystokratyczne często pojawiają się w malarstwie Stokłosy, na tej wystawie jednak większość z nich trudno byłoby rozpoznać, gdyby nie tabliczki z tytułami dzieł. W Fałszywych widokach obiekty wpisane na światową listę UNESCO stają się anonimową fontanną, samotnym drzewem czy niepozorną altanką. Jak gdyby można było się na nie natknąć przypadkowo, podczas wieczornego spaceru.

Kuratorka wystawy, Katarzyna Wąs, określa zabieg artysty wobec przedstawianych obiektów mianem „pozbawiania kontekstu”. Rewanżuje to jednak własnymi opisami dzieł, przytaczając anegdoty historyczne, takie jak: pierwsza bańka spekulacyjna, znana jako gorączka tulipanowa, czy atrapa sielankowej wioski, którą Maria Antonina kazała zbudować w Wersalu. Powraca w nich motyw natury, która poddawana jest masie różnych kulturowych obróbek i zabiegów. Staje się towarem do posiadania, materią do ujarzmiania czy symbolem władzy. Komentarze kuratorskie wyraziście naprowadzają na interpretacje motywów, które przewijają się przez całą wystawę. Początkowo nieco przytłaczają, bo pojawiają się pod każdym obrazem w pierwszej sali wystawy.

Okazuje się jednak, że kuratorka, po uzbrojeniu odbiorcę w konteksty, puszcza go samopas. W kolejnym pomieszczeniu, przy znacznie mniejszej ilości opisów i nieco przygaszonym świetle, w pełni zanurzam się w atmosferę malarstwa artysty. Z rozmytych konturów wyłaniają się samotne przestrzenie, niemal zawsze pod ciemnym i groźnym niebem: wizje z zabarwieniem apokaliptycznym, a przy tym pewną wiktoriańską elegancją. W malarstwie Stokłosy, pierwiastek apolliński, patriarchalna siła porządkująca, przezwyciężył chtoniczny chaos – po czym szczezł i zamarł.

Stokłosa zdaje się oscylować między fascynacją mityczną Kulturą Zachodu a chęcią strącenia jej z piedestału. Ciekawa jest w tym kontekście seria niezatytułowanych obrazów kwiatów. Nawiązują do konwencji barokowej: ciemne tło i eksplozja kolorów bukietu, który swoim pięknem przypominać miał o przemijaniu. W martwych naturach Stokłosy owa przepowiednia śmierci jest już spełniona. Kwiaty, bardziej w bałaganie niż kompozycji wprawnego florysty, zdają się wręcz wierzgać w bólu i chować przed widzem.

Wyróżniającym się obrazem jest Bitwa. Po pierwsze, bo przedstawia scenę z postaciami, co dla Stokłosy jest nietypowe, a po drugie dlatego, że jest nieco zabawny. Na rozszalałym morzu statki płoną żółtym żarem, a dzielni jeźdźcy, niczym duchy, przemierzają fale na swoich koniach. Tytułowa bitwa jest archetypowa: symbolizuje epicki triumf męstwa. Kuratorka pisze, że „«Fałszywe widoki» to opowieść o iluzjach, które tworzymy, by oswoić świat”. Przeważnie Stokłosa owe iluzje obnaża poprzez ich dekonstrukcję. Tutaj jednak odtwarza ową fuzję mitów i fantazji, przez pryzmat których postrzegamy, lub chcemy postrzegać, naszą kulturę.

Przy całej warstwie merytorycznej, która zdecydowanie wzbogaca wystawę, sednem zwiedzania było prostu to, jak piękne i magnetyczne jest malarstwo Stokłosy. Do obrazu Stockholm, na którym miedziane namioty w Haga Park przypominają niemalże baśniowy festyn, wracałam kilka razy. Jak gdyby licząc, że za którymś razem uda mi się do niego wejść, niczym Alicja przez lustro. Trudno było zmusić się do opuszczenia świata Fałszywych widoków. Czas jednak gna, a ja miałam do obejrzenia kolejną wystawę – piętro wyżej.

Thank You for My Work

Ustalenie ośmiogodzinnej zmiany było rewolucją, której znaczenie zatraca się w obecnej erze „niekończącego się dnia pracy”. Coraz bardziej zacierają się bowiem granice między czasem i miejscem przeznaczonymi na sprawy zawodowe a tymi zarezerwowanymi dla życia prywatnego. Produktywność i wydajność, najwyższe cnoty w kapitalistycznej aksjologii, stały się wyznacznikiem nie tylko dobrej pracy, ale i dobrego człowieka. Z mitem, że artyści są z tego systemu wyłączeni, rozprawia się kuratorowana przez Zofię Małysę-Janczy wystawa Thank you for my work. A jej nieoficjalnym mottem jest cytat z wiszącego przy wejściu haftu Moniki Drożyńskiej – „Praca artystyczna to praca”.

W tym kontekście szczególnie istotne jest Nowe Porozumienie – projekt, który został opracowany przez Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej i ma za zadanie wprowadzić w życie minimalne honoraria dla artystów współpracujących z instytucjami kultury. Bunkier, który w listopadzie zeszłego roku dołączył do inicjatywy i stoi „po dobrej stronie historii”, może teraz bez wstydu podjąć się diagnozowania problemów, które nękają polski artworld.

Pierwsza część Thank you for my work poświęcona została krytyce instytucjonalnej, unaoczniając, jak istotne jest Nowe Porozumienie w świetle długotrwałego problemu, z jakim mierzą się artyści. Świeżo po 1989 roku, pojęcie polityki kulturalnej, kojarzące się z propagandą i cenzurą, budziło podejrzenia. Państwo obcinało dofinansowanie sztuki i odwracało wzrok, licząc, że instytucje i artyści sami nadążą za pędem decentralizacji i prywatyzacji kultury. Jeżeli jakaś inicjatywa miała możliwość w ogóle zaistnieć, nie było mowy o sprawiedliwej rekompensacie dla twórców. Unaocznia to wystawa Budżet 500 Laury Paweli, której fragment możemy teraz zobaczyć w Bunkrze. W 2005 roku, kiedy praca powstała, artystce przyznano tytułowe 500 zł jako honorarium. Zrealizowała więc to, na co pozwalał fundusz: białe płótna, niektóre z nich pocięte, z czerwonym X. Odnosząc się do estetyki cyfrowej, Pawela przedstawiła wystawę „niezaładowaną” – obrazy się nie „wczytały” ze względu na błąd w systemie, jakim jest ustawiczny brak pieniędzy na wspieranie sztuk wizualnych.

Ładunek uczuć w całej przestrzeni wystawy jest ogromny, jednak dopiero w drugiej sali te emocje zaczęły mi się udzielać. Wyczerpanie i obawa biją z niemalże każdej pracy. Od wyzwań instytucjonalnych przechodzimy bowiem do procesu twórczego artysty, który okazuje się niekiedy przybierać formę zwykłej, niewdzięcznej „roboty”. Praca 9 to 5, na którą Dolly Parton narzekała w swojej piosence, dla Katarzyny Wójcickiej jawi się jako potencjalna obietnica stabilizacji. Artystka w dziele Etat przeprowadziła eksperyment, w ramach którego czas na pracę artystyczną, jak i samą jej formę, podporządkowała systemowi biurokracji. W określonych godzinach, według ustalonych reguł, monotonnie i żmudnie. Rezultatem jest cykl rysunków cienkopisem, których czas wykonania został skrupulatnie udokumentowany. W innych pracach na wystawie zdaje się jednak dominować poczucie chaosu. W nie ma czasu Kingi Dobosz, czarno-biała kompozycja, być może „prawdziwe” dzieło, zasłonięte jest przez rozpadający się, metalowy zegar, który paraliżuje możliwość tworzenia.

Na pochwałę zasługuje aranżacja wystawy, za którą odpowiada Szymon Zakrzewski. Przy Thank you for my work zainspirował się estetyką lat 2000. Wybór ten nie jest jedynie gestem estetycznym, ale służy jako przypomnienie o pewnej anachroniczności problemu, który Nowe Porozumienie dopiero teraz zaczyna rozwiązywać. Podkreśla również, że praca artystyczna włączona jest w mechanizmy kapitalizmu. Pierwsza sala wystawy stylizowana jest na przestrzeń biurową, z beżowymi ścianami i retro monitorami CRT, które wyświetlają prace wideo. Akcenty biurowe, choć w subtelniejszym wydaniu, pojawiają się również w drugiej części ekspozycji, gdzie przestrzeń dzielą beżowe żaluzje, a opisy prac zawieszone są na metalowych klipsach. Scenografia robi mocne pierwsze wrażenie, po czym, w kolejnej sali, wtapia się w pokazywane prace, subtelnie podbijając narrację wystawy.

Tekst kuratorski, dość rozbudowany i przewijający się przez całą ekspozycję, przybliża kontekst jej powstania oraz interpretuje większość pokazywanych dzieł. Zofii Małysie-Janczy udało się zachować równowagę pomiędzy wyróżnieniem środowiska artystycznego i nadaniem wystawie wymiaru politycznego a uniwersalnością i przejrzystością dla osób z zewnątrz, które Bunkier często odwiedzają. Zdaje się, że każdy – artysta czy nie – na tej wystawie znajdzie odbicie swoich zmagań i stresów – być może doświadczy również efektu katharsis. Poprzez odwołanie do Nowego Porozumienia, wystawa pełni też funkcję manifestu skierowanego do polskiego artworldu, a w szczególności tych instytucji, które jeszcze do projektu nie dołączyły.

Widok wystawy, „Thank You for My Work”, Bunkier Sztuki, fot. Rafał Sosin

Celina Wojtanowska

Celina Wojtanowska

Ur. w 2003 roku w Krakowie. Magistrantka na kierunku Sztuka współczesna, UKEN. Absolwentka ZPSP w Krakowie oraz kulturoznawstwa i wiedzy o mediach na UKEN. Zainteresowana historią kina, filozofią i krytyką feministyczną.