Chodzimy nad piekłem oglądając kwiaty
„Future Commons” wciąż nie jest nazwą kanonicznego ruchu, ale w 2025 roku targi Frieze uczyniły z niego hasło programowe, rozpisane na dwa miasta i jedno wspólne pytanie. Zamiast pytać, co jednostka może osiągnąć, sztuka coraz częściej pyta, jak razem wytwarzać zasoby relacyjne: troskę, wiedzę, infrastrukturę, przestrzeń, a nawet sposoby regulowania zbiorowego lęku. Najczystszą odpowiedź na to hasło dała w Seulu Im Youngzoo, tegoroczna laureatka Frieze Seoul Artist Award. Jej Calming Signal przedstawia wspólnotę jako chwilowe skupienie wzorów lęku i powtórzenia. Rozumienie przyszłości nie jako prywatny awans, lecz jako kolektywną choreografię niepokoju.
Calming Signal (2023/2025) to trzykanałowa instalacja wideo, rozpisana na siatkę ekranów i pokazana w przyćmionym narożniku targowej hali COEX. Punktem wyjścia jest pojęcie
z etologii: „sygnały uspokajające” opisane przez norweską badaczkę Turid Rugaas – gesty, którymi psy koją siebie nawzajem i sygnalizują, że nie stanowią zagrożenia. Im zaczęła
od obserwacji zwierząt kręcących się w kółko albo drapiących podłogę tam, gdzie nie ma czego kopać, instynktownych rytuałów bez celu, których jedyną funkcją jest rozładowanie napięcia. A potem zadała pytanie, które napędza całą pracę: co, jeśli te same ruchy wykonujemy my?
Odpowiedzią okazał się figura koła. Youngzoo tropi ruchy okrężne w rytualnych tańcach różnych kultur. Od koreańskiego ganggangsullae, kobiecego tańca korowodowego spod pełni księżyca, po wirujących sufickich derwiszów, czytając je jako ludzkie sygnały uspokajające: próby ponownego zestrojenia się z ziemią, z sacrum, z planetą. I tu praca wykonuje najbardziej zawrotny obrót. Suficki taniec wiruje zgodnie z osią Ziemi; a sama oś, jak przypomina artystka za badaniami Seoul National University, przechyla się dziś pod ciężarem topniejących lodowców i podnoszącego się poziomu mórz. Prywatny, zwierzęcy gest samouspokojenia zostaje więc podłączony do planetarnego chybotu. Kręcimy się w kółko, żeby utrzymać równowagę na globie, który sam traci równowagę.
Artystka nie zatrzymuje się na etnograficznej czułości. Zauważa, że ten sam ruch krąży dziś
w obiegu popkultury i turystyki – wystylizowany w choreografii k-popu, wystawiony dla turystów w Dubaju. Rytuał, który miał scalać wspólnotę, staje się numerem na scenie i pamiątką z wakacji. I to jest już bardzo blisko sedna dobra wspólnego. Commons u Im nie jest wspólnym zasobem do podziału, lecz wspólną kondycją afektywną – zbiorowym układem nerwowym. Taniec korowodowy jest jego idealnym emblematem – bez środka, bez solisty, bez lidera; wszyscy trzymają się za ręce, a ruch trwa tylko dopóty, dopóki podtrzymują go wszyscy razem. Wspólnota jako współregulacja lęku; nie utopia harmonii, lecz krucha umowa, że będziemy kręcić się w tym samym rytmie.
I tu Calming Signal odsłania swój najostrzejszy paradoks, inny niż w przypadku efemerycznych performansów, które znikają bez śladu. Jest to instalacja wideo. Obiekt, który da się kolekcjonować, ubezpieczać, transportować i odsprzedawać. Praca o wspólnocie bez środka i bez właściciela sama jest scentralizowanym, posiadanym towarem, pokazanym w najbardziej prywatnej z ekonomii – na targach sztuki. Co więcej, cała nagroda Future Commons została ufundowana rzez dom mody Bvlgari. Wspólne dobro dostaje więc sponsora z branży dóbr luksusowych. Ten sam ruch, który u Im opisuje osuwanie się rytuału w turystyczny spektakl, powtarza się o piętro wyżej – rytuał zbiorowego lęku zostaje oprawiony jako komunikat marki i eksponat na sprzedaż. To nie zarzut wobec artystki, to raczej dowód, jak sprawnie rynek domyka każdą lukę, którą sztuka próbuje w nim zostawić.
Wróćmy więc do pytania, od którego zaczęła się ta myśl. Nie „czy to nowy trend?”, tylko:
ile dobra wspólnego sztuka może naprawdę wyprodukować, jeśli najłatwiej sprzedaje to,
co prywatne? Im daje odpowiedź w formie paradoksu. Taniec korowodowy. Żadnego środka, ruch trwa tylko razem. Targi mówią: jeden właściciel, jedna ściana, jedna cena. Może więc to,
co sztuka realnie wytwarza, jest nie tyle wspólnotą, ile jej obrazem? Próbą, sygnałem, przypomnieniem, że równowaga jest krucha i utrzymuje się wyłącznie dzięki zbiorowości.
A wartość takiego sygnału polega właśnie na tym, że nie pozwala nam udawać, iż nie widzimy zmian, które te sztukę wyniszczają.
Jeśli Future Commons ma być czymś więcej niż frazesem na ściance sponsora, jego zadaniem nie jest sprzedawać wspólne dobro, lecz budować infrastruktury, reguły przynależności, dostępu, troski i zarządzania, w których wspólne przetrwa fakt bycia dzielonym. Do tego czasu pozostaje nam gest Im. Kręcimy się w kółko, żeby utrzymać się na osi planety, która sama się chwieje, i pytanie, czy sala wokół nas kręci się razem z nami, czy tylko przygląda się i kupuje?
Jakub Pojda
Redaktor prowadzący dział sztuki w magazynie KMAG, kurator sztuki, fundator Fundacji Sztuki Niezależnej. Jest ojczymem psa o imieniu Bożena. Mieszka i żyje w Warszawie.

