Celmins: zatrzymać obraz w pamięci
Vija Celmins
Miejsce: Fondation Beyeler, Riehen koło Bazylei
Czas: 15.06 – 21.09.2025
Sezon urlopowy powoli mija, a wraz z nim szum morza, godziny wpatrywania się w horyzont, medytacja i wyciszenie. Możemy jednak przedłużyć ten stan zawieszenia i zagubienia się w szczegółach poza czasem. Wystarczy zagłębić się w sztuce Viji Celmins, której wielka retrospektywna wystawa właśnie trwa w Fundacji Beyeler w Riehen koło Bazylei. Na wystawie zobaczymy przekrój przez jej twórczość od lat 60. aż po dzień dzisiejszy, w tym rysunki, grafiki, obrazy oraz rzeźby. Niezależnie od użytej techniki, zamiast dryfowania wśród wielkich narracji, jej sztuka pozwala skupić się na tu i teraz. – Na detalach, fakturach, małych przedmiotach i ich formach. Możemy zastanowić się nad aspektami, które na co dzień nam umykają, czyli na tym, co tak naprawdę widzimy: jak dany przedmiot/kształt nam się jawi, czym on jest i jaka jest nasza relacja względem niego. Kompozycje prac nakierowują nas na ten sposób doświadczania poprzez zacieśnienie kadru. Celmins redukuje wszelkie znaczące punkty odniesienia, linie horyzontu, kontekst, w jakim zostały one zaobserwowane. Uabstrakcyjnieniu służy dodatkowo gra skalą i rozmiarem, kadrowanie i nierzadko sposób oprawy. Niektóre z prac rysowane lub malowane są niemal do samych brzegów kartki/płótna. Inne zacieśnione są poprzez duże pole otaczającego je passe-partout, w które zostały oprawione i w ten sposób zawężone są do wycinka rzeczywistości, którą możemy obserwować – prawie jak próbki pod mikroskopem lub fragment nieba widziany za pomocą lunety.
Jej praktyka to proces ocierający się o obsesyjne powracanie do tych samych motywów (piasku, fal, chmur, rozgwieżdżonego nieba, opadającego śniegu). Nieustannie dokonuje ich analizy z nowej perspektywy i za pomocą nowych środków: większego lub mniejszego skadrowania, skali podłoża, na którym pracuje, eksperymentów z tonami szarości grafitu ołówka lub węgla. Malując, stosuje zawężoną paletę barwną, która spłaszcza obraz.
„Obraz ma iluzjonistyczną jakość, która jest w niego wbudowana. Ale nie jest to osiągnięte dzięki mojej manipulacji obrazem. Cała manipulacja, którą wykonuję, dotyczy płaskości” 1 .
Trójwymiarową przestrzeń ogranicza zatem i sprowadza do dwuwymiarowej powierzchni, która sama w sobie jest studium uchwyconych zjawisk, studium samego procesu postrzegania i wreszcie, studium istoty rzeczy – zarówno tych obserwowanych, jak i istoty samej sztuki.
Skupienie
Podobny sposób pracy nad powracającymi motywami możemy zaobserwować w martwych naturach Giorgia Morandiego, którego twórczość inspirowała Celmins już w czasie studiów w John Herron School of Art and Design w Indianapolis oraz w trakcie letniego kursu/stypendium na Yale University. Reminiscencje prawie monochromatycznych kompozycji bolońskiego artysty możemy dostrzec zarówno we wczesnych w pracach Viji z lat 60. (jak chociażby prezentowane na wystawie Lamp #1 i Heater – oba z 1964 roku) 2 , jak i w późniejszych okresach. Zarówno Morandi, jak i Celmins, poprzez redukcję elementów, ich odindywidualizowanie i niemalże „stopienie” z monochromatyczną paletą w jeden „organizm”, dążyli do uchwycenia tożsamości „obserwowanego”. Samotny przedmiot lub obiekt/zjawisko wycięte są u nich zawsze z otoczenia. Otacza je jedynie cisza.
Celmins w swojej praktyce odrzuca cały kontekst obserwowanej rzeczy (warunki, założenia im towarzyszące oraz wartości im nadane). Poprzez wyabstrahowanie ich, zmusza widza do dokładnego przyjrzenia się im, i w efekcie zbudowania własnej, subiektywnej wiedzy na temat tego, z czym mamy do czynienia. To powrót do fenomenologii Edmunda Husserla. Próba dotarcia do zjawisk, do tego, co jest dane. To „widzenie istotnościowe”. Jako widzowie zostajemy bowiem zmuszeni do zastanowienia się, co czyni ziemię ziemią, piasek piaskiem, wodę wodą, a kosmos kosmosem. Kiedy kamień jest kamieniem, jakie są jego granice; czy opierając się jedynie na zmyśle wzroku i bez możliwości dotknięcia, powąchania, możemy jasno określić, czym dana rzecz jest, a czym nie jest? Wymaga to koncentracji i zatrzymania. „W stanie skupienia byt nabiera wyraźniejszego kształtu i to chcę uchwycić” 3 – choć to nie słowa Celmins, lecz Koji Kamoji’ego, to w owym „stanie skupienia” leży sedno jej procesu – w tonach, grubości kreski i w oddzielaniu „ziarenek piasku”.
Dystans
Tu też wyłania się powracające pytanie o rolę artysty i sztuki jako narzędzia poznania otaczającego nas świata. W odróżnieniu od Morandiego, Celmins tworzyła bowiem swoje „martwe natury” nie z natury, lecz za pośrednictwem zdjęcia, które albo samodzielnie uprzednio robiła (np. widoki oceanu), albo znalazła w magazynach i książkach. Jak sama przyznaje: „Zawsze podobał mi się naukowy obraz, ponieważ jest on niejako anonimowy, a często artystą tworzącym ten obraz była maszyna” i dalej: „są one już […] oddalone od natury. Moja praktyka jest rozpięta pomiędzy intymnością i dystansem” 4 .
Zapośredniczenie obrazu, zjawiska lub rzeczy poprzez zdjęcie budowało przestrzeń także emocjonalną i sprawiało, że to, co Celmins studiowała, to nie była tylko rzecz sama w sobie, lecz także jej symbol, wrażenie (które jest z natury subiektywne) i powidok. Tym samym, pośrednicząca w procesie tworzenia fotografia, także stała się obiektem poddanym jej analizie. Vija porównywała się w tym aspekcie do mrówki, która porusza się po powierzchni zdjęcia i dokumentuje swoją wędrówkę na innej płaszczyźnie 5 . Ostatecznie prace Viji to studium rzeczy w rzeczy, oderwane od pierwotnego środowiska, sprowadzone do dwóch wymiarów. U Celmins medium fotografii stało się dla przedmiotu fotografowanego tym, czym passe-partout dla dzieła. Jest dla niej nieodzownym narzędziem tworzenia i filtrem patrzenia. Przypomnimy sobie w tym momencie słowa Susan Sontag, która pisała, że fotografia zmienia sposób widzenia i postrzegania świata, uczy „gramatyki widzenia”. Obie kobiety – tworzące w podobnych czasach – łączyło spójne podejście do tego medium. Jedna eksplorowała je w przestrzeni sztuk wizualnych, a druga w teorii. W tym kontekście ciekawy jest fakt, iż obecnie, równolegle do wystawy Celmins, w Bundeskunsthalle Bonn trwa wystawa Sontag (Susan Sontag. Sehen und gesehen werden, do 28 września 2025).
Parafrazując Sontag, obie, zbierając fotografie, gromadziły fragmenty świata, jego odsłony, warianty, tony. Celmins mówiła, że „[…] obraz jest jak duch czegoś zapamiętanego” 6 . Przy tworzeniu kolejnych prac wielokrotnie korzystała z tych samych zdjęć, ukazujących np. morze czy chmury. Tak, jakby chciała za każdym podejściem zobaczyć coś nowego, zobaczyć bardziej, przypomnieć sobie coś, co umknęło poprzednim razem. Gdy obcuje się z jej twórczością, raz po raz napotyka się powracające pytanie: czy możliwe jest pełne odwzorowanie przedmiotu obserwowanego. Czy jego rzeczywisty obraz, a co za tym idzie, fakt istnienia i pewność co do jego istoty, jest możliwe do uchwycenia. Nasuwa się też pytanie: czy właśnie ta pustka, dystans, wątpliwości, brak ostatecznego dowodu potwierdzającego stan i kształt, nie jest tym, co ostatecznie definiuje rzeczy – czyli pewna ich niekompletność i tajemnica wynikająca z trójwymiarowości (jakiś aspekt zawsze jest naszym oczom niedostępny). Wreszcie, czy ów brak i niemożność definitywnego określenia nie dają świadectwa o nas samych – obserwujących, zadających pytania. Może, tak naprawdę, zawsze badamy tylko siebie, a poprzez właściwości „innego” staramy się zbadać swoje granice, postrzeganie oraz tok rozumowania.
Zastanawiałam się nad tym, wpatrując się w gabloty wypełnione obiektami przypominającymi kamienie/będącymi kamieniami. Jak wyjaśniał opis techniki, część z przedmiotów była prawdziwymi kamieniami, natomiast reszta to fotorealistycznie pomalowane odlewy z brązu – trójwymiarowe malarstwo. Oczywiście, od razu możemy zacząć snuć rozważania nad rolą oryginału, kopii i autorstwa, jednak moim zdaniem nie to jest najważniejsze. Dla mnie istotą tej pracy jest czas, który – porównując go do kartki – przygnietliśmy na chwilę owym „kamieniem” i zyskaliśmy go dla siebie, zatrzymaliśmy go, i po prostu jesteśmy w tym jednym momencie, naprzeciwko dzieła sztuki, „aby zachować obraz w pamięci” 7 , parafrazując tytuł pracy.

