Bill Viola / Leszek Mądzik, czyli przejście pomiędzy światami
Bill Viola. Wizje czasu
Miejsce: Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu, Fundacja Tumult
Czas: 25.07 – 31.12.2025
Kuratorzy: Marek Żydowicz, Kira Perov
Światło i mrok. Teatr Leszka Mądzika
Miejsce: Muzeum Śląskie w Katowicach
Czas: 21.06.2024 –31.08.2025
Scenariusz i aranżacja: Leszek Mądzik
Kuratorka: Agnieszka Kołodziej-Adamczuk
Przez ostatnie miesiące 2025 roku na fasadzie nowoczesnego gmachu Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu wisiał wielki plakat reklamujący wystawę Wizje czasu Billa Violi. Przedstawiał mężczyznę lekko pochylonego w geście pokory, z opuszczoną głową. Na jego plecy spadał z dużą, rozpryskując się piach. Afisz przykuł moją uwagę, ale nie ze względu na dramatyzm czy widoczną narracyjność. Zaskoczyło mnie coś zupełnie innego, czego nie zauważył nikt z filmoznawców czy medioznawców, a nawet nikt z grona krytyków i historyków sztuki, którzy zresztą zdążyli już omówić ekspozycję. Sądzę, że nie dostrzegł tego nawet Marek Żydowicz, prezes Fundacji Tumult, będący wraz z Kirą Perov kuratorem wystawy. Grafik, który zaprojektował afisz, także nie wiedział, że wykorzystane przez niego ujęcie Violi z instalacji wideo Martyrs Series (2014) było podobne do sceny ze spektaklu Pętanie Leszka Mądzika i Sceny Plastycznej KUL (1986). Zastanawia fakt, że artyści z dwóch krańców świata tworzą rzeczy podobne, a nawet – w swej intencji – tożsame. Pracują w różnych technikach, odmiennych mediach, zatem nie popełniają plagiatu, ale w wyniku jakieś metafizycznej wręcz zależności kreują podobne dzieło. Oglądając monograficzną ekspozycję amerykańskiego artysty doświadczyłam magicznego déjà vu.
Zbieżności pomiędzy Violą i Mądzikiem dotyczą nie tylko sfery ikonograficznej. Obaj dotykali tematów związanych z kondycją człowieka, jego wędrówką ku śmierci, zmaganiem się z życiem i odchodzeniem. Wykorzystywali magię żywiołów: ziemi, ognia, wody i powietrza. Byli tak samo zafascynowani malarstwem baroku, renesansu, pismami św. Jana od Krzyża. Wprowadzili do dzieła siebie, a także swoich bliskich, jako aktorów. Ich sztuka zmuszała widza do kontemplacji obrazu, którego ważnym aspektem była przestrzeń akustyczna. Prace współtworzył dźwięk, jego natężenie, kakofonia muzyki. Każdy z artystów udowodnił, że sztuka zmienia się w czasie, a jej pełny odbiór wymaga skupienia. Dodatkową wspólną cechą jest fakt, że obaj stworzyli zapis śmierci matki. W przypadku Violi był to film The Passing z 1991 roku, zaś Mądzik w 2005 roku zrealizował spektakl Matka odchodzi, który tytułem nawiązywał do poematu Tadeusza Różewicza.
Łatwo dostrzec fakt, że głównym wyróżnikiem rozbieżności pomiędzy artystami stała się technologia. Ona też spowodowała ślepotę krytyków skupionych na wąskich specjalizacjach. Viola był twórcą wideo, mistrzem kamery, królem trików montażowych i niewątpliwie prekursorem tworzenia obrazów, których estetyka ma swe źródło w tradycji wielkich mistrzów pędzla, przy pomocy wszelkich dostępnych narzędzi filmowych. Mądzik był reżyserem, scenografem, fotografem, a także malarzem, który jako student historii sztuki (sic!) na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim pod koniec lat 60. XX dał się uwieść teatrowi studenckiemu. W Lublinie, z zespołem Sceny Plastycznej KUL, przez ponad pół wieku realizował spektakle nazywane czasami seansami żywych obrazów. Był to teatr bez słowa, tworzony przy udziale aktorów, traktowanych na równi z manekinami. Widowiska były ciągami sekwencji wyłaniających się z ciemności, zwykle operującymi kontrastami barw z zachowaniem prymarności czerni, zaś pojawiające się kolory miały wysublimowane odcienie czerwieni, zieleni, błękitu, brązów, bieli. Spektakle Mądzika zdobyły światowy rozgłos i były prezentowane na wszystkich kontynentach. Reżyser był laureatem wielu międzynarodowych nagród i wyróżnień. Tych dwóch artystów pozornie tak odmiennych, a jednocześnie niezwykle bliskich sobie nigdy nie spotkało się w jakkolwiek rozumianych przestrzeniach ekspozycji sztuki współczesnej. Bill Viola zmarł w 2024 roku w wieku 73 lat, Leszek Mądzik w 2025 roku w wieku 80 lat.
Krytyka – szczególnie polska – powinna umieć powiązać tych dwóch artystów. Analiza ich dorobku mogłaby się stać dobrym przykładem intelektualnej korespondencji pomiędzy sztukami lub koincydencji gestów artystycznych. Przeszkodą w zbudowaniu dialogu pozostanie między innymi natura teatru, która zawsze była ulotna i jako taka została bezpowrotnie utracona po śmierci Mądzika. Zderzenie twórczości artysty multimedialnego z dziełem twórcy bazującego na tradycyjnej materii papieru pakowego, sznurka i czarnej folii mogłoby wykreować wydarzenie pokazujące postawangardowy triumf sztuki rozumianej jako działania ludzkie.
I choć muszę zaznaczyć, że moje spostrzeżenia mają tylko charakter spekulatywny, to kryją w sobie pewien potencjał prawdopodobieństwa. Był on widoczny chociażby na wystawie Światło i mrok. Teatr Leszka Mądzika, którą całkiem niedawno można było zobaczyć w Muzeum Śląskim w Katowicach. W dwóch obszernych salach, znajdujących się w podziemiach dawnej kopalni, czuło się atmosferę widowisk Sceny Plastycznej. Nad wejściem wisiała naturalnych rozmiarów lalka, która siedziała na wózku inwalidzkim. Był to Ikar, tytułowy bohater spektaklu Mądzika z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. W tej koncepcji postać teatralna miała stać się między innymi znakiem ułomności człowieka i odwiecznej chęci do lotu ponad przeciętność. W Katowicach obcowanie z sztuką lubelskiego reżysera w przestrzeniach galerii zostało sprowadzone do „black boxów”, w których światło prowadziło widza przez fragmenty scenografii. Można też było obejrzeć rejestrację filmową widowiska Wilgoć zagraną w przestrzeni kopalni w Bochni. Śląska ekspozycja realizowała marzenie Mądzika, który mówił w jednym z wywiadów o swoim podejściu do odbiorcy: „Zawsze tęskniłem za tym, żeby widz był we mnie, żebym miał go w sobie, żeby tak pulsował, jak sam bym chciał…” 1 .
Widz był prowadzony przez przestrzenie muzealne do wnętrza umysłu Mądzika dzięki sensualnemu zderzeniu z materialnością Sceny Plastycznej, dostrzegalną w drewnianych lalkach czy innych elementach dekoracji spektakli. Viola może tak nigdy nie myślał, chociaż lubił trzymać odbiorcę przed filmami/obrazami o mało progresywnej dynamice. Wprowadzone przez niego spowolnienie wprost namaszcza widza, każe mu stać przed sceną, która zmienia się, rozwija i zastyga na sekundę w scenie finałowej. Projekcje prac są zapętlone, wyświetlane w ciemnych pomieszczeniach, odizolowują widza od realności, w której żyje poza galerią. Dlatego zapewne wszyscy długo siedzą lub stoją przed każdym ekranem, kontemplują i czekają na konkluzję niczym na element spodziewanej atrakcji.
W Toruniu pokazano kilka ikonicznych prac Violi, m.in. The Greeting (1995), Anima (2000) The Quintet of the Astonished (2000). Wszystkie przedstawiają wysublimowane sceny, która bazują estetycznie na malarstwie. Widz, niczym zahipnotyzowany, śledzi minimalne zmiany mimiki twarzy bohaterów, próbuje zrozumieć ich mowę ciała. To wciąga, przykuwa uwagę, ale też budzi ciekawość. Obcujemy także z pewnym paradoksem współczesności, bowiem jesteśmy coraz bardziej przyzwyczajeni do kilkusekundowych filmików, oglądanych na platformach mediów społecznościowych. Viola każe czekać, ruchy aktorów i ich minimalne zmiany gestów są zarejestrowane klatka po klatce. W Toruniu widziałam grupę zafascynowanej młodzieży, która stała w ciszy i oglądała ten powolny rozwój wypadków scenicznych. Chyba należałoby uznać ten fakt jako dowód triumfu artysty.
Kuratorzy toruńscy rozpoczęli wystawę Violi od jego ważnego wideo The Reflecting Pool (1977/1997), o którym Andrzej Pitrus w opublikowanej w Polsce monografii artysty pisał: „Pierwsze kadry […] realizują klasyczny model przedstawienia – wywiedziony wprost z filmu. Na pierwszym planie znajduje się wypełniony wodą basen, za nim – drzewa, spośród których wyłania się mężczyzna, chcący wskoczyć do wody. Obserwowany przez widza świat sprawia wrażenie odbitki rzeczywistości. Sytuacja jednak szybko ulega transformacji, a spójność reprezentacji zostaje zakłócona – mężczyzna nie wpada bowiem do basenu, lecz zawisa nad lustrem wody. Nie jest to przy tym konsekwencja zastosowania klasycznej filmowej stop-klatki. Wszystko wokół niego nadal pozostaje w ruchu – tylko on zostaje wyłączony z ciągłości kadru. Woda nie odbija już jego ciała, które zresztą po krótkim czasie znika, rozpływając się w tle na skutek zastosowania efektu przenikania i wygaszania. W dalszej części pracy wizualność The Reflecting Pool podlega kolejnej transformacji i swoistemu rozszczepieniu. W lustrze wody zaczynają się pojawiać zarysy postaci, pozbawionych oryginałów w świecie, który skłonni bylibyśmy uznać za należący do porządku natury. […] Oglądając film, uczestniczymy w transformacji realnego przedmiotu, jakim jest taśma filmowa, w ekranowy spektakl” 2 .
Dostrzeżona przez Pitrusa performatywność twórczości Amerykanina stała się istotnym wyróżnikiem jego późniejszych realizacji wideo. Dla teatrologa szczególnym dziełem była niezwykle efemeryczna praca The Veiling (1995). Jej unikalność polega na zastosowaniu cienkich, rozmieszczonych równolegle, prostokątnych półprzezroczystych płatów tkanin, na które z dwóch stron emitowano projekcję. Materiał został tak dobrany, by przepuszczać światło, a obrazy zdawały się multiplikować, tracąc ostrość, przenikały się – tak tworzyła się narracja. Była ona pozornie niespójna, bo z jednej strony pojawiła się kobieta, z drugiej mężczyzna. Dwie osoby, choć zdawały się egzystować w tej samej przestrzeni, nigdy się nie spotkały w sposób dostrzegalny dla widza. Każda postać migrowała poprzez inne części tkanin.
Jednak nie treść instalacji fascynowała, tylko jej wykonanie. Wiszące swobodnie warstwy materiału przypominały tak popularne w końcu XIX wieku kurtyny gazowe, które służyły m.in. do rozpraszania światła w teatrze. Był to ważny wynalazek, który wynikał ze stopniowej rezygnacji ze świec na rzecz najpierw lamp gazowych, które następnie dość szybko ustąpiły na scenie jasnemu światłu elektrycznemu. Viola świadomie skorzystał z teatralnej fascynacji magią rozproszenia źródła światła, a także kurtyną i możliwościami wytwarzanych przez nią podziałów, dzięki którym można budować nowe znaczenia, bazując na opozycji jawne/ukryte. Szkoda, że w późniejszych pracach artysta pomysł porzucił, gdyż większość jego dzieł tworzona była w oparciu o ekrany multimedialne i projekcje.
Ekspozycję w Toruniu zamykała niezwykła instalacja Inverted Birth (2014), która prezentowana była poza nowoczesnym gmachem Centrum, w nieco oddalonej siedzibie Fundacji Tumult. Fundacja mieści się w dawnym kościele ewangelickim, wybudowanym na początku XIX wieku przy Rynku Nowomiejskim według projektu Karla Friedricha Schinkla. Sakralność dawnej przestrzeni religijnej w wypadku sztuki Violi budowała dodatkowy kontekst. Wideo wyświetlane było wewnątrz zboru na pięciometrowym ekranie ustawionym w miejscu dawnego ołtarza. Tytułowe odwrócenie wiąże się z przepływem cieczy, w kolorze od krwistej czerwieni do mlecznego rozbielenia, przez ciało stojącego w centralnym punkcie kadru człowieka. Odwrócenie dotyczy działania, bowiem ciecz nie zalewa mężczyzny, ale zostaje w niego wyssana.
Inwersja miała w sobie coś uświęcającego, ale także na wskroś obrazoburczego. Viola świadomie balansuje na granicy doświadczenia religijnego. Fascynował się buddyzmem, zen, intelektualnie czerpał z filozofii kultur Wschodu. Cechowała go umiejętność obserwacji innego, obcego, co czynił ze zdziwieniem i fascynacją człowieka chcącego się wciąż uczyć zrozumienia dla odmienności. Jego sztuka, szczególnie w swoim podejściu do umierania, sakralizacji momentu przejścia między światami żywych i umarłych, a także doznania braku obecności drugiej osoby wydaje się summą własnych doświadczeń artysty.
Niegdyś pewien krytyk sztuki stwierdził po przedstawieniu, że widział nie teatr, tylko projekcję wideo. Nie mógł uwierzyć, że złudzenie obcowania z obrazem da się wytworzyć w takim natężeniu przy wykorzystaniu jedynie prostych materiałów, światła, dźwięku i ciała ludzkiego. Mądzik bazował na wyobraźni widza, bo pokazywane przez niego obrazy wyłaniały się z ciemności. Często sceny początkowo były niedoświetlone, pojawiały się w głębi przestrzeni scenicznej. Zbliżały się do publiczności, która powoli dokonywała rozpoznania poszczególnych bohaterów.
Mądzik, choć pozostał artystą wyrastającym z ducha religii chrześcijańskiej, to wielokrotnie myślał podobnie jak Viola, szczególnie wtedy, gdy z aparatem fotograficznym zwiedzał kraje Ameryki Łacińskiej, Azji czy Europy. Dostrzegał elementy, które wydawały mu się odmienne od rodzimej tradycji. Trwał w zachwyceniu, ujawniał w swych zdjęciach nowe, nieznane polskiemu katolicyzmowi doświadczenie sacrum. W finale spektaklu Tchnienie, który w całości został zadedykowany żywiołowi powietrza, mała dziewczynka przechodziła przez scenę pełną wirującego puchu. Niegdyś pewien krytyk sztuki stwierdził po przedstawieniu, że widział nie teatr, tylko projekcję wideo. Nie mógł uwierzyć, że złudzenie obcowania z obrazem da się wytworzyć w takim natężeniu przy wykorzystaniu jedynie prostych materiałów, światła, dźwięku i ciała ludzkiego. Mądzik bazował na wyobraźni widza, bo pokazywane przez niego obrazy wyłaniały się z ciemności. Często sceny początkowo były niedoświetlone, pojawiały się w głębi przestrzeni scenicznej. Zbliżały się do publiczności, która powoli dokonywała rozpoznania poszczególnych bohaterów. Reżyser grał z odbiorcą na zasadzie widzialności/mroku/nieostrości. Wiedział, że dzięki temu uruchamia magię autointerpretacji. Bo mózg ludzki sam potrafi wymyśleć konteksty obrazów, których oko nie zdołało dokładnie zobaczyć. Dlatego spektakle Mądzika nie nadawały się nigdy do opisu teatrologicznego śledzącego akcję scena po scenie. Krytycy też byli niespójni w swych relacjach. Tworzyło to nieuchwytną atmosferę wokół dorobku Sceny Plastycznej KUL.
Doświadczenie sacrum stało się też centralnym elementem sztuki Violi i Mądzika. Paradoks obu artystów polega również na zrozumieniu liminalnego charakteru tego momentu. Dla każdego z nich dotknięcie sfery tajemnicy bytu wiązało się z koniecznością przekroczenia progu między życiem a śmiercią. Dokonywali tego każdy w inny sposób, ale obaj pozostawili po sobie sztukę pełną tajemnic, rodzącą w widzu zadumę nad doczesnością. I dlatego może kiedyś ktoś przygotuje ich wspólną ekspozycję, która stanie się podstawą dialogu między sztukami, mediami… I tak rozpocznie się nowa rozmowa o sztuce.
Dominika Łarionow
Adiunkt w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Łódzkiego. Autorka trzech monografii: Przestrzeń obrazu. Scena Plastyczna KUL Leszka Mądzika (Lublin 2008), „Wystarczy tylko otworzyć drzwi….”. Przedmioty w twórczości Tadeusza Kantora (Łódź 2015) oraz Limen znaczy próg. Wyspiański, Kantor, Szajna (Łódź 2024). W swojej pracy naukowej zajmuje się historią scenografii.



