Nr 9 wiosna 2023 kronika Michał Sroka

Bartek Bałut Immersed in colour, wystawa w Małej Galerii PLSP w Nałęczowie

Miejsce: Mała Galeria Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych
im. Józefa Chełmońskiego w Nałęczowie
Czas: 15.03 – 15.04.2023
Kurator: Michał Sroka
Zestaw prac pokazywanych podczas nałęczowskiej wystawy zostanie zaprezentowany
w galerii Strefa (Wydział Architektury Wnętrz ASP w Krakowie) w dniach 18.05–1.06.2023.

↑ Widok wystawy, Bartek Bałut, Immersed in colour, Mała Galeria PLSP w Nałęczowie

Wystawa Bartka Bałuta Immersed in colour jest prezentacją prac na papierze powstałych na przestrzeni ostatnich lat. Obrazują one przede wszystkim relację artysty z procesem malowania. Wydaje się, że obserwacja ujawniających się abstrakcyjnych plam jest pretekstem do refleksji o wielu wątkach, ludzkich emocjach, nastrojach i wątpliwościach – ale i formach, które mogą ewokować konkretne skojarzenia. Obrazy te są nieprzedstawiające, jednak twórczość artysty często wyrasta z krajobrazu. Złożone plamy barwne są wynikiem skrupulatnie prowadzonych eksperymentów. Podczas gdy niektóre prace na wystawie oddają surowe i niezrównane piękno ziemskich form, inne po prostu ujawniają atmosferę koloru, która wydaje się poruszać po papierze. Wystawa ukazuje tę niezwykłą złożoność – grę kontroli i spontaniczności. Półprzezroczyste kolory przenikające się wzajemnie – nieodłączna cecha malarstwa akwarelowego – to również semantyczny wyraz obrazu podlegającego ciągłym zmianom. Poczucie czegoś zapowiedzianego lub nieokreślonego – uchwyconego w otwartej przestrzeni – pozwala widzowi doświadczyć procesualnej natury malarstwa i podążać za własnymi skojarzeniami myślowymi.

Prace na papierze powstają poprzez nakładanie akwareli na wilgotną powierzchnię malarską. Pociągnięcia pędzla mają na celu nie tyle rysowanie, ile prowadzenie lub towarzyszenie przepływowi kolorów, sugerując dynamiczne impulsy i potrzebę tworzenia kanałów dla ich przepływu. Prace te są jak ulotne topografie – zarówno przypadkowych, jak i zamierzonych znaków, a poszczególne struktury stają się na krótko widoczne, by zniknąć i pojawić się ponownie w innym miejscu. Obrazy Bartka Bałuta cechuje coś liminalnego. Nie są one ograniczone teatralnością epickich przestrzeni koloru; zbliżają się raczej do niemal wewnętrznej inscenizacji barwy i ruchu. Logika przypadku, ale i znakowania. Chromatyczne medytacje, których emocjonalne sondowanie udziela się widzowi. Można je postrzegać jako quasi-geologiczne warstwy – warstwy procesu artystycznego, warstwy doświadczenia estetycznego. Świadczą one o nieustannym dążeniu przez artystę do rekonfiguracji własnej praktyki artystycznej.
Jak sam podkreśla: „(…) najbardziej interesuje mnie napięcie pomiędzy potencjalnymi znaczeniami moich prac, ich niejednoznacznością, a emocjami odbiorcy, którego refleksja prowadzi do zadumy nad ulotnością, kruchością bytu, pięknem i siłą natury, jej relacji z kulturą”.

W tym kontekście przychodzi mi na myśl historia Helen Frankenthaler, która w 1952 roku uklękła na podłodze swojej nowojorskiej pracowni i zaczęła wylewać farby. Pod wpływem „niecierpliwości i lenistwa”, jak to później określiła, nie zadała sobie trudu, aby uszczelnić powierzchnię płótna, więc jej kolory były w tym momencie nie do utrzymania na powierzchni podobrazia, wsiąkły więc w jego włókna, a następnie rozkwitły w miękkie kształty, wyglądające jakby wyłoniły się z wodnego świata.

U Bartka Bałuta metoda pracy nie jest bynajmniej wyrazem niecierpliwości ani lenistwa, ale raczej laboratoryjnej wręcz konsekwencji, powtarzalności, indywidualnego warsztatu oraz pokornej obserwacji procesów, jakim podlega papier, na który aplikuje medium akwareli.